Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-02-2019, świętujemy imieniny: Anety, Lehca, Leona. | Sprawdź także liturgię na dziś.

ZWYCZAJNY W ŚWIĘTOŚCI – ŚWIĘTY W ZWYCZAJNOŚCI

07.04.2011 @ 18.50

ZWYCZAJNY W ŚWIĘTOŚCI – ŚWIĘTY W ZWYCZAJNOŚCI

ZWYCZAJNY W ŚWIĘTOŚCI – ŚWIĘTY W ZWYCZAJNOŚCI
Z Mariuszem Kamienieckim z „Naszego Dziennika”, autorem przeszło 230 wywiadów na temat życia Jana Pawła II, rozmawia Piotr Czech

 

- Od ponad 4 lat przeprowadza Pan wywiady z osobami, które były świadkami świętości Jana Pawła II. Zapis tych rozmów ukazuje się w każdy poniedziałek na łamach „Naszego Dziennika”. Wśród rozmówców znaleźli się ludzie z różnych sfer...

- Rzeczywiście, przekrój społeczny ponad 230 osób, do których na przestrzeni czterech i pół roku udało mi się dotrzeć i porozmawiać o Ojcu Świętym Janie Pawle, jest bardzo szeroki. Wśród moich rozmówców byli katoliccy duchowni (kardynałowie, biskupi, kapłani, misjonarze), siostry zakonne oraz osoby świeckie, które znały Papieża osobiście. Nie zabrakło kolegów z ławy szkolnej Gimnazjum w Wadowicach, a także przedstawicieli tzw. „środowiska” – a więc osób, z którymi ksiądz, biskup, wreszcie kardynał Wojtyła jeszcze w czasach krakowskich przemierzał górskie szlaki czy organizował spływy po mazurskich jeziorach. Może Czytelników miesięcznika „W cieniu Kolegiaty” zaciekawi fakt, że w tym gronie była m.in. mieszkanka Jarosławia, Danuta Motowska, która w latach 50-tych XX wieku studiowała w Krakowie i należała do grupy duszpastersko-akademickiej kard. Wojtyły. Opowiadała mi np., skąd wzięło się określenie „Wujek”, którym młodzież podczas wycieczek zwracała się do Księdza Wojtyły. Otóż był kwiecień 1952 r., młodzież z Księdzem Wojtyłą jechała pociągiem na wycieczkę do Zakopanego. W czasach PRL-u, jawnej walki z Kościołem, kiedy młodego człowieka próbowano wychowywać bez Boga i religii, kontakty duchowieństwa z młodzieżą poza świątynią nie były mile widziane i od razu komentowane przez bezpiekę. Dlatego jedna z koleżanek z przedziału, nie chcąc zwracać uwagi postronnych osób, zaproponowała, by Księdza Karola nazywać „Wujkiem”. Ten chętnie przystał na to i tak już zostało. Ten „Wujek”, nawet kiedy został Papieżem, nigdy o swoich przyjaciołach nie zapominał. Gościł ich często u siebie na Watykanie, spotykał się podczas pielgrzymek do Polski oraz utrzymywał regularny kontakt korespondencyjny. Wiele ze wspomnianych osób zrobiło karierę naukową w różnych dziedzinach.
 
- Skąd wziął się pomysł takiego cyklu papieskiego na łamach gazety codziennej?

- Wkrótce po tym, jak rozpoczął się proces beatyfikacyjny Jana Pawła II, w redakcji „Naszego Dziennika” powstała idea, żeby utrwalić myśl papieską; przesłanie, jakie do nas Jan Paweł II kierował. Jednocześnie zależało nam na wspomnieniach ludzi, którzy znali Papieża – Polaka, spotykali Go bądź którym bliskie jest Jego nauczanie. Dość przypadkowo zaproponowano mi udział w tym projekcie. Tak oto niewinnie zaczęło się to w listopadzie 2006 r. i trwa do dzisiaj.  
 
- Z opublikowanych wywiadów przebija świadectwo świętości Jana Pawła II, a jednocześnie Jego niezwykłej zwyczajności. W czym przede wszystkim objawiały się te dwie cechy Papieża – Polaka?

- Najkrócej można powiedzieć, że Jan Paweł II był zwyczajny w swej świętości, a zarazem święty w swej zwyczajności, naturalności. Promieniował Bogiem. Wszyscy, którzy znali Papieża bliżej, akcentowali, że sekret Jego świętości tkwił w modlitwie oraz całkowitym zaufaniu Panu Bogu i Matce Najświętszej. Kiedy się modlił, cały był dla Boga, bez reszty w Nim zatopiony. Na długo przed ogłoszeniem terminu beatyfikacji, osoby mające jakikolwiek osobisty kontakt z Piotrem naszych czasów, podkreślały to, co czuliśmy chyba wszyscy: że patrzyły na życie, słuchały pouczeń i dotykały świętego. Po Janie Pawle widać było, że jest święty i zarazem mocno stąpający po ziemi. Dla Niego liczył się Pan Bóg i człowiek – niezależnie od poglądów czy wyznania. Wszystkie Jego działania, słowa, czyny, cała codzienność wyrastały z Komunii z Panem Bogiem. Dlatego potrafił przebaczyć zamachowcy, który targnął się na Jego życie, chciał i potrafił z każdym (także z niewierzącymi) nawiązać dialog, nie narzucając niczego. Prowadził dysputy z filozofami, naukowcami z różnych dziedzin, spotykał się także z przywódcami tego świata, których – jak trzeba było – upominał. Jednocześnie znajdował czas dla dzieci, był autorytetem dla młodych, którym „nie kadził” – mówiąc językiem młodzieżowym, ale przeciwnie – stawiał wymagania. Młodzież Go słuchała nawet wtedy, gdy był stary i niedołężny. Papież Wojtyła robił to wszystko niby zwyczajnie, ale jednocześnie w sposób nadzwyczajny – bo z miłością, a to właśnie jest świętość.
 
- Większość z nas poznała Jana Pawła II dzięki przekazom telewizyjnym, pielgrzymkom oraz spisanemu nauczaniu papieskiemu. Czy wg Pana sposób, w jaki wspominali Papieża Pańscy rozmówcy, pozwolił odkryć coś nowego w Jego barwnej postaci?

- Osoba i dzieło Jana Pawła II przez blisko 27 lat pontyfikatu poddawane były analizie w różnych dziedzinach. Trudno zatem znaleźć coś nowego, odkrywczego, czego wcześniej nie wychwyciliby np. biografowie papiescy czy watykaniści. Osobiście mogę jednak powiedzieć, że podczas tych moich spotkań miałem okazję poznać ludzki, zwyczajny wymiar osoby i duchowości Jana Pawła II. Jeszcze dobitniej stwierdzam, że był człowiekiem otwartym na świat i ludzi. Poznałem Ojca Świętego jako osobę wielką swą dobrocią, Papieża, który zasiadając na Stolicy Piotrowej, pozostał człowiekiem, który nie tworzył dystansu i zawsze był gotowy służyć innym. Przez pryzmat tych rozmów jawi się przede mną Papież – człowiek, który miłością zwalczał zło i uczył nas, jak pokonywać własne słabości, który Polsce i nam, rodakom, do końca wskazywał, że bez Boga, bez służebnej postawy wobec bliźniego i ojczyzny, bez patriotyzmu, który niestety staje się coraz mniej popularny a wręcz wyśmiewany, wiele nie zwojujemy. Może przy okazji beatyfikacji warto odświeżyć w sobie treści i wskazania, jakie kierował do nas Jan Paweł II. Np. to, co 10 czerwca 1979 r. powiedział w Krakowie na Błoniach: „…proszę Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością…”. Te słowa są wciąż aktualne.
 
- Którą rozmowę i z jakiego powodu zapamiętał Pan w sposób szczególny?

- Każda z tych rozmów była inna, ale każda była dla mnie ważna. Wciąż spotykałem odmiennych ludzi, którzy mniej lub bardziej znali Papieża. Pamiętam rozmowę, zresztą niejedną, z przyjacielem Karola Wojtyły, Żydem Jerzym Klugerem. Opowiadał on w sposób bardzo bezpośredni o wspólnym dzieciństwie i wczesnej młodości przeżytej – jak to określał – z „Lolkiem”. Lolek jako mały chłopiec potrafił psocić, znał się na żartach, jednocześnie był bardzo zdolnym uczniem, szlachetnym i pobożnym człowiekiem. Wojna rozłączyła obu wadowiczan na długo i spotkali się dopiero w Rzymie podczas jednej z sesji Soboru Watykańskiego II. Czas i odmienność religijna jednak nie stanowiły przeszkody, i nie zatarły przyjaźni, która przetrwała 79 lat, do końca życia Papieża Wojtyły. Kluger sam bądź z żoną Renee (katoliczką) bardzo często gościł u Ojca Świętego, który ochrzcił jego wnuczkę, pobłogosławił także jej małżeństwo, a ponadto zdążył jeszcze ochrzcić Tiarę – prawnuczkę swego żydowskiego przyjaciela. Innym przykładem, który pokazuje człowieczeństwo i niezwykłość Papieża Wojtyły, była rozmowa z prof. Alicją Chybicką, kierownikiem Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Pani profesor opowiadała mi o pielgrzymce dzieci chorych na białaczkę do Jana Pawła II. Jak wspominała, dla jej podopiecznych te spotkania były chwilami radości, które odsuwały na bok myśli o chorobie i dawały siły, by walczyć o życie ze zdwojoną energią. W tej grupie był chłopiec z ostrą białaczką. Po każdej chemioterapii miał bardzo złe wyniki i podróż do Watykanu mógł przypłacić nawet życiem. Odłączony bezpośrednio od chemii Bartek, bo tak miał na imię, wsiadł do autokaru i mimo obaw dojechał do Rzymu. Mało tego, po spotkaniu z Janem Pawłem II, a więc po mniej więcej pięciu – siedmiu dniach od zakończenia chemioterapii, kiedy zazwyczaj wyniki są najgorsze, dziecko miało wręcz fantastyczne, wcześniej u niego niespotykane wskaźniki. Prof. Chybicka, jako osoba wierząca, określa tego typu przypadki pomocą Bożą, mianem niewytłumaczalnego zdarzenia na granicy cudu. To najlepiej pokazuje, kim był Jan Paweł II.
 
- Ostatnie lata Pańskiej pracy upłynęły w znacznej mierze pod znakiem Jana Pawła II. Czy dzięki temu ta niezwykła postać stała się Panu jeszcze bliższa?

- Podobnie jak wielu z nas, należę do „Pokolenia Jana Pawła II”. Kiedy kard. Wojtyła został Papieżem, uczęszczałem do szkoły podstawowej. Uczestniczyłem w kilku pielgrzymkach papieskich, a w 2000 r., w Roku Jubileuszowym, byłem w Rzymie na środowej audiencji. Nigdy jednak nie miałem szczęścia osobiście spotkać się z Ojcem Świętym. Myślę jednak, że ten brak zrekompensowała  mi możliwość kontaktu z osobami bliskimi Papieżowi. Dzięki temu Jan Paweł II jest mi na pewno bliższy, jawi się przede mną jako człowiek autentyczny, który swoim życiem pokazywał wielką miłość do Chrystusa i do bliźniego. Wkrótce ci, którzy znali Ojca Świętego osobiście, a także ci, którzy nie spotkali się z nim oko w oko, będą mogli zanosić przez Jego przyczynę swoje prośby do Pana Boga. Zresztą chyba wielu z nas, nie czekając na oficjalny werdykt Kościoła, już od dawna polecało Bogu swoje intencje za pośrednictwem Jana Pawła II.
 
 - Dziękuję za rozmowę.

 

 


Red.
«« Wstecz