Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-02-2019, świętujemy imieniny: Anety, Lehca, Leona. | Sprawdź także liturgię na dziś.

KAPŁAŃSTWO TO PRZYGODA MOJEGO ŻYCIA

19.06.2010 @ 18.58

KAPŁAŃSTWO TO PRZYGODA MOJEGO ŻYCIA

KAPŁAŃSTWO TO PRZYGODA MOJEGO ŻYCIA
Z ks. prałatem Władysławem Prucnalem, spowiednikiem w kościele pw. Świętego Ducha, rozmawia Piotr Czech


- 27 czerwca minie 56 lat od chwili, gdy przyjął Ksiądz święcenia kapłańskie. Jak z perspektywy czasu ocenia Ksiądz ten okres służby Bogu i drugiemu człowiekowi?

- 14 lat przepracowałem jako wikariusz; 33 jako proboszcz w parafii Wiązownica, jednocześnie przez prawie 30 lat pełniąc urząd dziekański. Od 9 lat jestem na tak zwanej emeryturze. Na tak zwanej, bo nadal pracuję i będę pracował do ostatnich chwil – chociaż po chorobie muszę zwolnić. Moje kapłaństwo odbieram jako wielką, wspaniałą przygodę życia. To były bardzo pracowite lata. Przeżyłem je równocześnie bez większych problemów, wstrząsów czy konfliktów. Zawsze spotykałem się z serdecznością i życzliwością księży oraz osób świeckich. Gdybym miał jeszcze raz wybierać drogę życiową, nie zmieniłbym swojej decyzji.

- Jak rodziło się Księdza powołanie?

- Jako młody człowiek pasjonowałem się leśnictwem, planowałem podjąć takie studia. Potem moje zainteresowania skupiły się wokół wojska. Kiedy byłem już w liceum, zrodziła się myśl o kapłaństwie. Podczas komisji wojskowej odwodzono mnie od mojego pomysłu. Siedzący w niej kapitan powiedział nawet, wskazując na otwartą dłoń: Tu mi włosy wyrosną, jak ty zostaniesz księdzem. Włosy mu nie wyrosły, a ja księdzem jestem.

- Kto był dla Księdza wzorem kapłana?

- Bezsprzecznie zaimponowali mi proboszczowie z mojej rodzinnej parafii – Nienadówki koło Rzeszowa. Pierwszy to ks. Michał Bednarski, drugi – ks. Edward Stępek. To byli wspaniali, szlachetni kapłani. Ich postawa wpłynęła na mój wybór pójścia za Chrystusem. Zawsze obserwowałem ich na lekcjach religii i w kościele, gdy sprawowali Eucharystię i głosili niezapomniane kazania. Obaj byli bardzo cenieni przez parafian.

- Jakie chwile z kapłańskiej służby zapadły Księdzu szczególnie w pamięci?

- Największe wrażenie zrobiła na mnie moja pierwsza parafia – Rudnik nad Sanem. Tamtejszy proboszcz był mądrym duszpasterzem i dobrym, zgodnym człowiekiem. Przyznam, że niezmiernie lubiłem tamtą parafię i sam byłem w niej ceniony. Po dziś dzień wracam myślami w miejsce, gdzie spędziłem pierwsze 3 lata mojej pracy. Równie ważna była dla mnie parafia Wiązownica. Kiedy zostałem tam skierowany na proboszcza, parafia znajdowała się w ogromnie trudnej sytuacji. Dotyczyło to administracji, kwestii materialnych i religijności. W pierwszej chwili strach było myśleć o tym, co mnie czeka. Potem przyszła jednak siła i przekonanie, że dam radę, uporządkuję wszystko. Współpraca z ludźmi układała się pomyślnie. Wspólnie odbudowaliśmy parafię pod względem religijnym i materialnym. To było dla mnie największą satysfakcją. Kiedy po 33 latach przyszła chwila rozstania, odejścia na emeryturę, wszyscy płakali. Pocieszyłem wtedy moich parafian, że na razie zmieniam mieszkanie, ale wrócę do nich po śmierci – bo w Wiązownicy będzie mój pogrzeb. Więź z wiązownickimi parafianami pozostała do chwili obecnej. Teraz, kiedy poważnie chorowałem, dali tego najlepszy wyraz. Podobnie było z jarosławskimi kapłanami i świeckimi, którzy na co dzień odwiedzają kościół pw. Świętego Ducha. Iluż ludzi modliło się za mnie i odwiedzało mnie w szpitalu. Kiedy wróciłem do pełni zdrowia, nie kryli wielkiej radości z tego faktu. Dziś chcę im serdecznie za to podziękować.

- Jako emeryt pełni Ksiądz obowiązki spowiednika we wspomnianym kościele. To jedyna świątynia w Jarosławiu, gdzie można skorzystać z sakramentu pokuty w dni powszednie w godzinach przedpołudniowych.

- Kościół pw. Świętego Ducha odgrywa w Jarosławiu i okolicach doniosłą rolę. Można powiedzieć, że jest swego rodzaju pogotowiem duszpasterskim. Panuje słuszne przekonanie, że tu zawsze przed południem można się wyspowiadać. Wiele osób, w różnych sytuacjach życiowych, przychodzi właśnie tutaj oczyścić się z grzechów. Odkąd pamiętam, nigdy nie siedziałem w tym kościele w konfesjonale bezczynnie. Chętnych do pojednania się z Bogiem nigdy nie brakuje. Poza tym jest to świątynia o małych rozmiarach, urządzona skromnie i gustownie zarazem. Każdy, kto tu wchodzi, odczuwa bliskość Boga. Nogi automatycznie uginają się do klęczenia, a modlitwa sama płynie z serca. Kościół znajduje się w centrum miasta, obok przystanku. Ogromna liczba ludzi wstępuje więc na spotkanie z Jezusem wystawionym przez cały dzień w Najświętszym Sakramencie.

- Dziś pełni Ksiądz przede wszystkim funkcję spowiednika. A co w pracy duszpasterskiej sprawiało dawniej Księdzu największą satysfakcję?

- Jako emeryt spowiadam, odprawiam Msze św. i przeważnie co drugą niedzielę głoszę kazania. Dawniej oczywiście pracy miałem więcej i wszystkie dziedziny duszpasterstwa traktowałem równo. Trzeba jednak przyznać, że najwięcej radości przyniosło mi Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży w parafii Wiązownica. Była to mocna, dobrze zorganizowana grupa. KSM uważam za swoje dziecko.

- W jaki sposób Ksiądz najchętniej odpoczywa?

- Od najmłodszych lat byłem pasjonatem roweru. Pamiętam, że z okazji I Komunii świętej (jeszcze przed wojną) dostałem właśnie rower. Nikt inny w całej szkole go nie miał. Do teraz, przez szereg lat, byłem zapalonym rowerzystą. Po ostatniej chorobie, z której cudownie wyszedłem, pozostały mi przechadzki. Z przyjemnością z nich korzystam.

- Dziękuję za rozmowę.


Fot. Kacper Loc
«« Wstecz