Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

- Rozpoczęliśmy Wielki Post. W tym czasie centralnym znakiem jest krzyż Jezusa – symbol Jego oddania, ofiary i miłości względem człowieka. Czym dla Pana osobiście jest krzyż?
- Jako dla katolika, symbol krzyża jest jednocześnie symbolem odrodzenia, zwycięstwa. Gdyby nie było krzyża, gdyby nie było zmartwychwstania Chrystusa, to nie byłoby człowieczeństwa, świat może by nie istniał w tej postaci, w jakiej go znamy. Zresztą chyba najważniejszym dowodem na istnienie Boga jest zmartwychwstanie Chrystusa. Krzyż nie jest tylko emblematem – jak próbowano go określać. To coś znacznie większego. W związku z powyższym, obecność krzyża w jakimkolwiek miejscu, zobowiązuje nas do właściwego postępowania, właściwego życia. Jeżeli w domu mamy krzyż, to w tym domu musimy postępować zgodne z nauką Chrystusa. Dlatego tak starałem się postępować od czasu świadomego bycia katolikiem, jeszcze przed I Komunią św. Chciałem żyć tak jak mama i babcie mnie wychowywały, brałem sobie do serca ich wskazówki. Później, kiedy już pracowałem, czasem decydowałem czy współdecydowałem o innych, te zasady mi przyświecały.
- Celowo zadałem pytanie o krzyż. Przecież to Pan, będąc dyrektorem Technikum Drogowo – Geodezyjnego w Jarosławiu, w sposób znaczący przyczynił się do umieszczenia na szkolnych ścianach symbolu Jezusa ukrzyżowanego. Krzyż zawisł w kierowanej przez Pana szkole w czasach komunistycznych, kiedy gdzie indziej go jeszcze nie było lub dopiero się pojawiał. Proszę przypomnieć tamte wydarzenia.
- Cofnijmy się więc do początku lat osiemdziesiątych. Byłem wtedy dyrektorem Technikum Drogowo-Geodezyjnego. W roku 1980, w naszej szkole jako pierwszej w mieście zawiązała się Solidarność Nauczycielska. Dzięki aktywności naszych nauczycieli, struktury te rozpowszechniły się na cały powiat i ówczesne województwo przemyskie. W 1981 roku zaczęto znów wieszać krzyże w szkołach. Czasami odbywało się to w sposób taki, jakby czyniono to na złość nauczycielom. Widocznie uczniowie myśleli, że pedagodzy nie chcą krzyża w szkole. Krzyże pojawiały się więc ukradkiem, wieczorami czy wczesnym rankiem. Umieszczano je gdziekolwiek, nad drzwiami sal, na korytarzach. Tam, gdzie ktoś zdążył to uczynić i czuł się w miarę bezpieczny. Moim zdaniem, było to niegodne krzyża, który nie jest tylko kawałkiem drewna. Postanowiliśmy zatem z kilkorgiem nauczycieli to ucywilizować. Włączyliśmy w to grupę młodzieży, o której wiedzieliśmy, że jest mądra i związana z Kościołem. Było to kilkunastu uczniów najstarszych i przedostatnich klas – głównie ówczesnych ministrantów, lektorów. Poprosiłem ich na rozmowę. Zaproponowałem, że trzeba to zrobić nie na zasadzie na złość władzy. Powiedziałem, że krzyż to jednocześnie obowiązek, to nie tylko jego powieszenie. I że skoro w pomieszczeniu, w którym będziemy przebywali, on jest, to zobowiązuje nas do właściwego zachowania. W klasie w czasie przerw nie można więc niszczyć sprzętu, być wulgarnymi, a w czasie lekcji należy naprawdę pracować. W tę akcję włączyło się kilkoro nauczycieli – wśród nich emerytowany już Zbyszek Kotliński i świętej pamięci Karolina Kubal. Poprosiliśmy księży katechetów, przede wszystkim katechetę naszej szkoły, ks. Kazimierza Wójcikowskiego żeby porozmawiać z uczniami o wartości krzyża, o obowiązkach wobec niego. Uczniowie zamówili w Kolegiacie Mszę św. Wcześniej na zajęciach warsztatowych z obróbki drewna z nieżyjącym już nauczycielem Romanem Gałuszką grupa wtajemniczonych uczniów zrobiła krzyże. Kiedy była już zamówiona Msza św., zrobiłem zebranie z przedstawicielami klas. Zadysponowałem, by wszyscy przygotowywali się do tego wydarzenia historycznego, że wieszanie krzyży odbędzie się w sposób uroczysty. Podczas Eucharystii krzyże zostały poświęcone i całą grupą z Kolegiaty, od strony ulicy Baśki Puzon, przyszliśmy do szkoły na uroczysty apel. W tamtej chwili wielu nauczycieli miało łzy w oczach. Później powiesiliśmy krzyże – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, że mają znaleźć się nad tablicami, obok orła. Dziób orła miał być skierowany w stronę krzyża, by i symbol Państwa czerpał mądrość z tego znaku. Kiedy młodzież udała się wieszać krzyże, powiedziałem nauczycielom, że jeśli któryś nie chce, to nie musi iść w tej chwili do klasy. Niech jednak da czas uczniom na powieszenie tego znaku i modlitwę. Z tego co wiem, wszyscy pedagodzy poszli od razu do klas, by uczestniczyć z młodzieżą w tej historycznej chwili. Pamiętam, jak wtedy zacytowałem na apelu słowa Ojca Świętego. Słowa te noszę do dziś na kartce w portfelu: „Świat bowiem i życie na nim mogą stać się bardziej godne człowieka jedynie wówczas, gdy człowiek sam będzie się starał być lepszym i bardziej godnym swej ludzkiej osobowości”.
- Czy w związku z tym wydarzeniem dosięgły Pana jakieś represje?
- Wiem, że w momencie gdy wracaliśmy z Kolegiaty, został wykonany telefon, że idzie procesja i ja na jej czele. Zanim doszliśmy do szkoły, odpowiednie służby były powiadomione przez życzliwych. To nie był telefon z naszej szkoły. Nie chciałbym mówić, kto to zrobił. Nie wiem nawet, czy ta osoba żyje. Po całej uroczystości pojawiły się pytania, dlaczego to uczyniłem. Mówiłem – zgodnie z prawdą – że taka była wola młodzieży i rodziców, a ja tylko tym pokierowałem. I że chcieliśmy, by wieszanie krzyży przebiegało w sposób godny. Trzeba dodać, że przez pewien czas po tym wydarzeniu w szkole dało się zauważyć odnowę moralną, a młodzież była bardzo skupiona. Później obecność krzyży oczywiście spowszedniała.
- Nikt nie próbował zdjąć tych krzyży?
- Absolutnie. To była zbyt duża siła, przeszło 20 klas i całe grono pedagogiczne było za tym. Odbyłem wtedy rozmowę z kuratorem. Powiedziałem, że u nas nie było żadnych ekscesów z tego powodu. I nie ma sytuacji jak w innych szkołach, że raz się krzyże wiesza, za chwilę ktoś je zdejmuje. Na pewno później to wydarzenie, obok innych przyczyn, poskutkowało internowaniem nauczyciela naszej szkoły Tomasza Petry i mnie. W rozmowach z panami z bezpieki wątek krzyży w szkole się przewijał.
- Kiedy odwiedza Pan dziś szkołę, nadal wiszą te same, czasem z konieczności zmienione krzyże...
- I to jest piękne. Szkoła dalej funkcjonuje dobrze – tak jak i przede mną funkcjonowała dobrze.
- A jak Pan patrzy na to, co się ostatnio działo wokół krzyża? Przede wszystkim myślę tu nie o wydarzeniach włoskich, ale tych z Jarosławia? Młodzi ludzie, w większości pewnie z rodzin katolickich, zażyczyli sobie, żeby krzyże zostały usunięte ze ścian ich szkoły. Jakie odczucia towarzyszyły Panu na wieść o tym?
- Tu bym rozdzielił to, co się działo w Parlamencie we Włoszech od tego, co miało miejsce w jarosławskiej i jeszcze jednej polskiej szkole. Miejscowe zdarzenie traktowałbym raczej jako wybryk młodych ludzi, którzy chcieli się popisać wobec swoich koleżanek i kolegów. Na pewno nie jest to żadna przyczyna ideologiczna. Wydaje mi się, że nikt ich nie nastawiał antyreligijnie. To moje zdanie, ale szczegółów nie znam. Później to minęło i oni się wycofali z wszystkiego. Chcieli zaistnieć na krótko, nie przez naukę czy osiągnięcia sportowe. Natomiast nie do wyobrażenia jest realizacja tego, co się wydarzyło na szeroką skalę we Włoszech i to, czego chcą i niektórzy nasi politycy. Przecież krzyż to symbol tego, co najlepsze. Nie chodzi jedynie o to, że ktoś się przed nim modli.
- Zastąpienie krzyża większą wartością nie jest przecież możliwe...
- Oczywiście! Nie ma innej takiej wartości. Zresztą były już próby zastąpienia religii – czy to myślą Marksa, czy innych ateistów. Wielu marksistów zrozumiało wreszcie, że jednak popełnili błąd. Wybitny umysł, profesor Kołakowski, też uznał, że nie ma niczego ponad krzyż. To symbol miłości.
- Obecnie jest Pan emerytem. Czym się Pan teraz zajmuje?
- Mimo że niebawem skończę 68 lat, Bóg pozwala cieszyć się zdrowiem i staram się być dalej aktywny. Od października zeszłego roku jestem już prawdziwym emerytem. Wcześniej pracowałem w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Obecnie jestem radnym Miasta Jarosławia oraz prezesem zarządu Akademii Trzeciego Wieku. To taki rodzaj uniwersytetu dla ludzi starszych, skupiamy około 300 osób. Cieszę się, że udało nam się coś takiego stworzyć w Jarosławiu. Nasi słuchacze mają możliwość uczestnictwa w wykładach z różnych dziedzin życia oraz realizacji swoich zainteresowań w 20 sekcjach. Myślę, że ta moja praca przynosi radość innym, nie tylko mnie samemu.
- Życzę więc dalszego zapału do pracy i dziękuję za rozmowę.