Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 31.07.2010, świętujemy imieniny: Ignacego, Lodomiry, Romana | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Wywiady

25.11.2009 @ 19.48

KAŻDA DUSZA JEST WAŻNA

KAŻDA DUSZA JEST WAŻNA
Z ks. Janem Ziają, misjonarzem posługującym w Kazachstanie rozmawia Marek Przybylski.


Jan Paweł II, będąc w Wadowicach – swym rodzinnym mieście – mówił, że tu, w tym miejscu wszystko się zaczęło: życie, wiara, szkoła. A gdzie zaczęło się życie, wiara i powołanie Księdza ?


Pochodzę z Łańcuta, z parafii farnej. Właściwie korzenie rodziców są w parafii Sonina. Dzieciństwo, pierwsze 4 lata życia, spędziłem w Soninie. Potem przenieśliśmy się do Łańcuta. Byłem ministrantem, mocno związanym z kościołem parafialnym. Potem była szkoła średnia. Miałem zawsze takie przywiązanie do Kościoła, chociaż początkowo o powołaniu nie myślałem. Z czasem, u końca szkoły średniej pojawiła się myśl, by zostać księdzem. Wstąpiłem do Seminarium Duchownego w Przemyślu. Święcenia przyjąłem w roku 1992. Jeśli chodzi o misje, to nie brałem tego pod uwagę. Co prawda interesowałem się tymi sprawami i słuchałem dosyć uważnie tych wszystkich, którzy w innych krajach służyli Panu Bogu.


W jakich parafiach posługiwał Ksiądz po święceniach kapłańskich?


Najpierw byłem posłany do parafii św. Wojciecha w Krośnie. Po dwóch latach zostałem przeniesiony do Zarzecza pod Przeworskiem. Myślę, że jest to najlepiej wspominana przeze mnie parafia. Po 3 latach pracy w Zarzeczu, trafiłem do Przemyśla, do parafii Błonie. Koledzy, którzy mnie odwiedzali, żartowali, że z Przemyśla jest tylko droga do Medyki, a potem na Wschód. Może te ironiczne słowa Pan Bóg wziął na serio. Po dwóch latach w Przemyślu, zdecydowałem się na posługę misyjną na Wschodzie. Do Kazachstanu wyjechać miałem najpierw na dwa, trzy lata. Jestem tu jednak już o wiele dłużej, bo od września 1999 roku.


W jakimś stopniu w tej decyzji dopomógł Księdzu obecny ordynariusz diecezji Astana, abp Tomasz Peta.


Kiedy wyjeżdżałem, on został dopiero mianowany administratorem nowej diecezji. Później został jej ordynariuszem. Rzeczywiście, zdecydowałem się na diecezję północną – właśnie z biskupem Petą, pochodzącym z diecezji gnieźnieńskiej, a pracującym od lat na Wschodzie.


O ile dobrze wiem, to Ksiądz w niedługim czasie został następcą ks. abpa Pety w parafii, w której on wcześniej pracował.


Tak, miałem szczęście być proboszczem w parafii Oziornoje. Stało się to po półrocznej praktyce u kolegi, ponieważ trzeba było jakoś wejść w nową mentalność, język, pracę. W marcu roku jubileuszowego 2000 zostałem skierowany do parafii Oziorne, byłej parafii obecnego biskupa.


Aktualnie pracuje Ksiądz w Koksztadzie...


Tak, od 9 lat. Parafia nosi wezwanie św. Antoniego.


Ale to nie jedyny kościół obsługiwany przez Księdza?

Życie parafialne skupia się w centrum miasta, do którego ludzie przyjeżdżają z wiosek. Ksiądz na miejscu jest bardzo potrzebny, wierni przyjeżdżają z różnymi pytaniami. Tam wiara dopiero się zaczyna. Oprócz tego mam do obsługi jeszcze cztery wioski w odległości 25, 90, 100 i 150 km od miejsca centralnego. Nie jeżdżę tam zbyt często   przede wszystkim dlatego, że jestem sam i trzeba być na miejscu, w parafii. W miarę możliwości staram się te miejsca nawiedzać. Są to wioski w większości typowo polskie. Liczba parafian jest stosunkowo mała. Każda dusza w oczach Bożych jest ważna, dlatego nie liczymy czasu i benzyny. Staramy się dotrzeć do ludzi, którzy chcą i mają potrzebę spowiedzi, sakramentów świętych.


Co w pracy Księdza jako misjonarza jest najważniejsze, najpiękniejsze?


Misje mierzy się inną miarą niż życie w normalnych strukturach Kościoła, który jest rozwinięty. Misjonarz cieszy się z każdego nowego człowieka, jaki pojawi się we wspólnocie i właściwie od zera zaczyna się interesować Chrystusem. Prosi o modlitewnik, pyta o chrzest, o spowiedź. Dlatego myślę, że te nawrócenia – takie świeże, takie nowe, a nawet samo zainteresowanie Chrystusem po wielu latach ateizmu na tamtych terenach, stają się wielką nagrodą dla każdego misjonarza.


Papież Benedykt XVI ogłosił Rok Kapłański. W jaki sposób ten rok zaznaczy się w Księdza parafii?


Ksiądz Arcybiskup skierował list do diecezjan. Odczytaliśmy go w parafiach. Na razie staramy się od czasu do czasu powiedzieć kazanie na temat kapłaństwa. Staramy się uwrażliwić ludzi na problem powołań, których jest mało, na potrzebę modlitwy za kapłanów i o nowe powołania.


Ostatnie pytanie. Ksiądz od czasu do czasu przyjeżdża do Polski, do swojej rodzinnej miejscowości. Przygląda się Ksiądz życiu poszczególnych parafii. Czy rodzi się wtedy jakaś myśl, słowo krzepiące od misjonarza – Polaka do ludzi, którzy tutaj żyją?


Jeśli mam powiedzieć coś „krzepiącego” na koniec tego wywiadu, to na pewno chciałbym zaapelować, żebyśmy my, Polacy, wracali do korzeni. Na nowo odkrywajmy wiarę, która dawno została zaszczepiona i starajmy się postępować według tradycji naszych przodków. Często ta nasza wiara jest troszkę pod zasłoną, bez świeżości i radości. Warto jednak wracać do źródeł. Jeśli porównuję wiarę na Wschodzie, gdzie tyle lat dominował ateizm, to tym ludziom jest trudniej odkrywać Boga. My mamy o wiele łatwiej, ponieważ nasi rodzice, dziadkowie pokazywali nam Chrystusa. Droga Chrystusowa jest zawsze i powinna być najważniejsza. Jako wierzący, mamy do czego wrócić, mamy jakieś odniesienie, jesteśmy w lepszej sytuacji. Dlatego życzyłbym swoim Rodakom, by ciągle odkrywali od nowa wiarę, by stawała się ona świeża, bardziej autentyczna i żebyśmy dziękowali Bogu za wiarę naszych przodków. Chciałbym też prosić o modlitwę za misje – żeby te narody, które nie znają Chrystusa, jakoś mogły Go znaleźć. Życzę tej świeżości wiary całej Wspólnocie parafii kolegiackiej, drogim Czytelnikom W cieniu Kolegiaty. Proszę o dar modlitwy za mnie, za wszystkich misjonarzy oraz tych, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa.


Dziękuję za rozmowę.
 


Red.
wstecz