Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-02-2019, świętujemy imieniny: Anety, Lehca, Leona. | Sprawdź także liturgię na dziś.

Zakochać się w Chrystusie

25.04.2012 @ 13.22

Zakochać się w Chrystusie

Zakochać się w Chrystusie
Z rekolekcjonistą o. Piotrem Kolochem ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, obecnie pracującym w Sanktuarium Maryjnym w Kodniu rozmawia Mariusz Kamieniecki

 

Mottem wygłoszonych przez ojca rekolekcji w naszej kolegiacie były słowa zaczerpnięte z Apokalipsy św. Jana „Postawiłem jako dar przed tobą drzwi otwarte…”. Skąd taki wybór?
 
Z jednej strony zawsze warto bazować na przepełnionych miłością i wiarą listach św. Jana Ewangelisty do konkretnych gmin chrześcijańskich, z drugiej występujący tam motyw „otwartych drzwi” przypomina mi czas współpracy ze Wspólnotą odnowy w Duchu Św: Effatha. Tam otwarte drzwi, których nie trzeba wyważać są niejako kluczem do poznania prawdy - prawdy, która często bywa ukryta, ale która jest dla nas dostępna, do której trzeba dążyć.
 
Ile prawdy jest w stwierdzeniu, które się czasem pojawia, że rekolekcje to tylko taka pobożna, albo intelektualna gadanina?  

Słowo Boże jakie płynie w tym czasie to przede wszystkim dar, którym możemy się ubogacić, a rekolekcje to czas łaski, ale tylko od człowieka zależy czy i w jakim stopniu skorzysta z tego daru. Rekolekcje to także czas, kiedy możemy odkryć fundamentalne wartości, zweryfikować na ile nimi żyjemy, a na ile one są trochę obok nas, a wszystko po to, żeby ustawić je na nowo w centrum naszego życia. Rekolekcje to zarazem czas intensywnego głoszenia Słowa Bożego, intensywnej modlitwy rekolekcjonisty za wiernych i wiernych za głoszącego nauki, aby ubogacony światłem Ducha Św. mógł dotrzeć z przesłaniem prawdy do jak największej grupy ludzi. Wszyscy zwykle jesteśmy zabiegani, a rekolekcje to taki przystanek, gdzie możemy odpocząć, zreflektować się, odłożyć to co niepotrzebne na bok, czasem coś naprawić, by z nowymi siłami iść dalej naprzód. Jeżeli staję przed Panem Bogiem w pozycji wiary, to mogę mieć pewność, że Bóg do mnie przemówi, skieruje do mnie swe słowo. A zatem znów pojawia się ten element otwarcia: jeżeli się otworze, to Słowo Boże do mnie dotrze i zacznie działać, ale do tego konieczna jest nasza współpraca z łaską. Kluczem do tego otwarcia jest Boża miłość.
 
Rekolekcje to zatem czas ćwiczeń duchowych dla wiernych, a czym rekolekcje są dla kapłana, który je głosi?

Osoba rekolekcjonisty i sposób mówienia, które od strony ludzkiej są niewątpliwie istotne, to z Bożej perspektywy są na dalszym planie. Pierwszy jest zawsze Bóg, który działa w nas i przez nas. Dlatego nie wolno zapominać, że każde rekolekcje to czas działania Boga, w którego trzeba się wsłuchiwać. Dla mnie osobiście rekolekcje, to dzielenie się tym, co sam przeżyłem, czego już wcześniej doświadczyłem, co wyniosłem ze współpracy z ludźmi. To czas, w którym każdy kapłan w poczuciu służby staje się nie tylko dobrowolnym i radosnym, ale też ofiarnym darem dla innych. Trzeba pamiętać, że stając przed ludźmi kapłan staje się narzędziem w ręku Boga.
 
Czy podczas głoszenia nauk, mimo doświadczenia towarzyszy ojcu trema?

Może zabrzmi to trochę nieskromnie, ale stając przed ludźmi nie mam tremy. Owszem, może była na początku drogi kapłańskiej, kiedy bijące serce mało nie wyrwało się z piersi. Z czasem nabrałem doświadczenia i to wszystko ustąpiło. Mam jednak świadomość, że życia duchowego nie da się zmierzyć, że nie jestem aktorem, a rekolekcje to nie mój występ. Dlatego zawsze towarzyszy mi świadomość, że Duch Św. jest ze mną, że działa wśród ludzi, otwiera im oczy i to nie moje umiejętności czy elokwencja, ale Jego moc może rodzić owoce.
 
Rekolekcjonista daje siebie ludziom, ale czy otrzymuje coś w zamian?

Pan Jezus, który powiedział dawajcie, a będzie wam dane ma zawsze rację. Dając otrzymuję i tak jest zawsze. Kiedy np. jeździłem na rekolekcje z młodzieżą oazową w trakcie swojego urlopu, nigdy nie miałem wrażenia, że coś tracę – przeciwnie zawsze zyskiwałem, mam tu na myśli rozwój duchowy i doświadczenie duszpasterskie. Dużo się nauczyłem i jestem za to wdzięczny Panu Bogu. Bez tej inspiracji, bez tych doświadczeń nie mógłbym dzisiaj stanąć przed ludźmi ze słowem, które głoszę. Obecność wśród ludzi daje mi także możliwość ciągłego poznawania życia.
 
Co zatem jest największą nagrodą dla rekolekcjonisty?

Może nie tyle nagroda, co największa radość jest wtedy, kiedy słowo trafia, burzy, czasem nawet gorszy, ale sprawia, że w ludziach wzrasta pragnienie Boga. Ta radość jest jeszcze większa, kiedy efektem rekolekcji są nawrócenia, które jako spowiednik dostrzegam w konfesjonale. To dowód, że Duch Św. działa.
 
Rekolekcje to także współpraca z ludźmi…
 
Od ołtarza można dostrzec koncentrację ludzi, ale gdyby ktoś ziewał czy nawet spał, bo i takie sytuacje też mogą się zdarzyć, to jest to sygnał, że ludzie są albo zamknięci, albo rekolekcje są słabo przemodlone przez rekolekcjonistę i przez wiernych i dlatego nie trafiają. Stąd tak ważne jest modlitewne przygotowanie do rekolekcji ze strony głoszącego jak i parafii.
 
Co zdecydowało, że wybrał ojciec kapłaństwo jako drogę służby Chrystusowi?
 
Pragnienie służenia Panu Bogu, może jeszcze niezbyt dojrzałe towarzyszyło mi od wczesnego dzieciństwa. Byłem ministrantem, a w IV klasie szkoły podstawowej w wypracowaniu na pytanie: kim chcę być? napisałem, że kapłanem, misjonarzem, i że wyjadę na misje do Afryki. Z czasem to pragnienie coraz bardziej dojrzewało, aż przyszedł moment wyboru drogi, studia, lata formacji i święcenia kapłańskie.
 
- Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej to świadomy wybór…?
 
Tak. Jak już wspomniałem zawsze pasjonowała mnie posługa misjonarska. W Lublińcu – mojej rodzinnej miejscowości jest klasztor Ojców Oblatów. Tam od najmłodszych lat przyglądałem się pracy kapłańskiej, która mnie zafascynowała.  
 
Przez wiele lat pracował ojciec w Czechach. Wydawałoby się, że słowo „misje” nie bardzo pasuje do kraju europejskiego, tymczasem rzeczywistość jest zgoła inna…
 
Można posługiwać się zarówno terminem misje jak i ewangelizacja, która jest wszędzie. W Republice Czeskiej ok. 70 proc. ludności stanowią ateiści i agnostycy. Tylko niecałe 30 proc. to katolicy, a reszta to protestanci różnej maści. Czesi są zatem jednym z najbardziej zlaicyzowanych społeczeństw Europy. Kościół w tym kraju, w konsekwencji skomplikowanych wydarzeń historycznych i kilkudziesięciu lat panowania reżimu komunistycznego, dziś z trudem odbudowuje swoje miejsce. Ja pracowałem w diecezji ołomunieckiej na Morawach, gdzie coś takiego jak duszpasterstwo masowe jak w Polsce nie istnieje. Kromieryż liczy 28 tys. mieszkańców, z czego 55 proc. oficjalnie deklarowało, że są ludźmi wierzącymi, ale tylko 6 do 8 proc. uczęszczało na niedzielną Mszę św. W innych częściach Republiki Czeskiej jest jeszcze gorzej. Praca ewangelizacyjna w tym kraju nie jest łatwa, ale taka jest pedagogika Boża, który przez krzyż uczy, oczyszcza i do siebie przyciąga.
 
Przed Czechami sporo pracy…
 
To długa droga. Trzeba pamiętać, że historia tego państwa jest inna niż historia Polski. Kościół katolicki w Polsce mimo prześladowań zawsze był strażnikiem wartości i ostoją polskości. Miał i wciąż posiada wzorce godne naśladowania jak chociażby bł. Jan Paweł II, czy prymas Wyszyński, do których może się stale odnosić i je naśladować. W Czechach, które bardziej cechuje mentalność germańska niż słowiańska jest inaczej. Monarchia habsburska czy później austrowęgierska tolerowały rozmaite grupy etniczne, nawet religijne, bo inaczej zlepek ten rozleciałby się bardzo szybko. W tej sytuacji trudno jest mówić o jednoznacznych wzorcach czy silnych osobowościach w dziedzinie chociażby wiary czy religii. Myślę, że potrzeba czasu i wytężonej pracy także w dziedzinie ewangelizacji, bez tego trudno oczekiwać natychmiastowej poprawy i wzrostu liczby wierzących w tym kraju.
 
Czym obecnie się ojciec zajmuje?
 
Półtora roku temu wróciłem do Polski. Przez ostatnie miesiące służę pielgrzymom w Sanktuarium Maryjnym w Kodniu zarówno jako spowiednik jak i przewodnik przybliżając historię tego świętego miejsca, gdzie króluje obraz Matki Bożej koronowany koronami papieskimi. Warto podkreślić, że była to trzecia koronacja obrazu koronami papieskimi na terenach dawnej Polski: pierwsza miała miejsce na Jasnej Górze w 1717 r., druga rok później w Trokach k. Wilna, a trzecia właśnie w Kodniu 15 sierpnia 1723 r.
 
Czego chciałby ojciec życzyć parafianom Kolegiaty?
 
Życzę każdemu, aby się zakochał w Chrystusie.
 
Dziękuję za rozmowę.

 


Fot. Marcin Lewandowski

«« Wstecz