Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-02-2019, świętujemy imieniny: Anety, Lehca, Leona. | Sprawdź także liturgię na dziś.

BÓG, PRZYCHODZĄC NA ŚWIAT, STAŁ SIĘ IKONĄ

15.01.2012 @ 08.47

BÓG, PRZYCHODZĄC NA ŚWIAT, STAŁ SIĘ IKONĄ

BÓG, PRZYCHODZĄC NA ŚWIAT, STAŁ SIĘ IKONĄ
Z o. Bohdanem Krubą, proboszczem cerkwi obrządku bizantyjsko – ukraińskiego pw. Przemienienia Pańskiego w Jarosławiu rozmawia Marek Przybylski


-
Naszą rozmowę zacznijmy od wyjaśnienia istotnej kwestii. Kilka miesięcy temu uczniowie na jednej z lekcji przyrównali błędnie obrządek grekokatolicki, który Ojciec reprezentuje, do Kościoła prawosławnego. Co więcej, bardzo trudno było im wytłumaczyć, że między prawosławnymi a katolikami obrządku bizantyjsko - ukraińskiego (tzw. grekokatolicy) istnieje wielka różnica. Podobne problemy z rozróżnieniem tych Kościołów ma wiele osób.

- Przede wszystkim Kościół obrządku bizantyjsko – ukraińskiego jest Kościołem katolickim, istnieje w jedności z papieżem i przyjmuje całe nauczanie Kościoła katolickiego. Sam Kościół greckokatolicki, jak mylnie się podaje, nie powstał w czasie tzw. Unii Brzeskiej (1596). Jest to tylko data powrotu do pierwotnej jedności. Należy pamiętać, że w roku 988 książę Włodzimierz ochrzcił Ruś Kijowską. Parę lat wcześniej jego babcia, św. Olga, też przyjęła chrzest. A Włodzimierz szukał, która wiara będzie lepsza dla jego ludu. Zapraszał do siebie wysłanników tradycji Kościoła Zachodniego i Kościoła Wschodniego. Wybrał tradycję Kościoła Wschodniego, twierdząc, że jest ona bliższa jego ludowi. Trzeba pamiętać, że wtedy nie mówiło się jeszcze o Kościele Wschodnim i Zachodnim. Zresztą Kościół jest jeden. To, że mamy obrządek rzymsko – i greckokatolicki, oznacza jedynie różnicę w sposobie sprawowania liturgii. Ta odmienność bierze się z dwóch wielkich kultur. Mimo tych różnic obrządkowych do 1054 roku panowała jedność. Wierni spotykali się, wspólnie się modlili. Nie było z tym problemu. Dopiero rok 1054 przyniósł tzw. schizmę wschodnią, podział Kościoła. Poprzez kolejne wieki zerwanie tej jedności stawało się faktem. Kościół praktycznie podczas chrztu św. Włodzimierza był jeden. Książę, przyjmując chrześcijaństwo z tradycji wschodniej, przyjął niejako i to zachodnie - bo chrześcijaństwo było jedno, niepodzielone. Unia Brzeska była więc powrotem do jedności z czasów chrztu św. Włodzimierza. My, grekokatolicy, uważamy, że nasz Kościół nie powstał w czasie Unii Brzeskiej. Sięgamy głębiej – do czasów chrztu św. Włodzimierza właśnie. Nasz Kościół jest katolicki, choć zachowujemy wschodni sposób sprawowania liturgii. Jednak całe nauczanie, łącznie z dogmatami, sakramentami i moralnością mamy identyczne jak w Kościele katolickim obrządku łacińskiego.

- Poprzednie pytanie miało właśnie pokazać ten dziwny fakt, że tak bezmyślnie i beztrosko Kościół greckokatolicki nazywa się prawosławnym.

- Według mnie takie błędne przyrównywanie nas do prawosławia wynika raczej z niewiedzy. To nie jest jakaś złośliwość i celowe działanie. Dzisiaj większość ludzi młodych czerpie wiedzę z telewizji. A tam często zdarza się, że pokazują Mszę św. greckokatolicką i podpisują, że to cerkiew prawosławna, albo odwrotnie. Bardzo mało się o tym mówi. A szkoda, bo między nami a prawosławiem są znaczne różnice. To są dwa różne Kościoły.

- Warto więc wspomnieć o strukturze obrządku greckokatolickiego.

- Jest ona bardzo prosta. Zwierzchnikiem całego Kościoła jest Benedykt XVI. Kościoły wschodnie mają tzw. patriarchaty. Kościół greckokatolicki posiada obecnie arcybiskupstwo większe. To tyle co patriarchat, tylko że nie ma tego tytułu oficjalnie potwierdzonego. Kościołem tak naprawdę rządzi synod biskupów. Jest to ciało, które podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje, włącznie z wyborem nowych biskupów, których akceptuje Ojciec Święty. Są arcybiskupi i biskupi diecezjalni. W roku 1996 bł. Jan Paweł II podniósł diecezję przemyską rytu bizantyjsko - ukraińskiego do godności metropolii. W Polsce grekokatolicy mają metropolię przemysko-warszawską z siedzibą abp. Jana Martyniaka w Przemyślu i diecezję wrocławsko-gdańską z biskupem we Wrocławiu. Ta druga wchodzi w skład metropolii przemysko-warszawskiej. Kościół greckokatolicki w Polsce jest w pełnej łączności z Kościołem greckokatolickim na Ukrainie. Biskupi z Polski i Ukrainy są w jednym synodzie. Postanowienia synodu, który odbywa się na Ukrainie, są realizowane i w Polsce. Dotyczy to szczególnie sprawowania liturgii.

- Parafia, w której Ojciec pracuje, należy do archidiecezji przemysko-warszawskiej i nosi wezwanie Przemienienia Pańskiego. Proszę przybliżyć nam tę wspólnotę.

- Parafia liczy 30 rodzin. Wierni są bardzo oddani. Mamy piękną cerkiew, którą się szczycimy. Przodkowie pozostawili nam cudowną spuściznę, o którą mamy obowiązek dbać. Oprócz Jarosławia, swoją posługą duszpasterską obejmuję jeszcze dwa kościoły dojazdowe: w Wietlinie i Kobylnicy Wołoskiej. W każdą niedzielę w tych trzech świątyniach sprawuję liturgię.

- Ojciec jest narodowości polskiej z korzeniami ukraińskimi...

- Tak. Urodziłem się w Elblągu, ale rodzice moi i dziadkowie są narodowości ukraińskiej. Określamy siebie jako Ukraińców mieszkających w Polsce. Na kapłana kształciłem się w naszym seminarium w Lublinie, przy KUL - u. Po skończeniu seminarium pracowałem w Przemyślu. Od 2007 roku jestem w Jarosławiu.

- Cerkiew w Jarosławiu nosi tytuł konkatedry, czyli jakby drugiego kościoła w diecezji po kościele katedralnym w Przemyślu. Skąd taka nazwa?

- Ten tytuł pochodzi jeszcze z czasów, gdy historia podzieliła teren Polski. Przemyśl trafił pod okupację sowiecką, a Jarosław pod niemiecką, granica przebiegała przez San. Wtedy to grekokatolicki biskup przemyski Kocyłowski, wysłał swego pomocnika do Jarosławia. Miał on kierować tą częścią diecezji, która pozostała pod nadzorem Niemców. W latach 1939-1941 roku bł. bp Grzegorz Łakota mieszkał na plebani w Jarosławiu. Najprawdopodobniej z tych czasów pochodzi wspomniany tytuł naszej świątyni.

- Ile jest Mszy św. w jarosławskiej cerkwi?

- W niedzielę odprawiamy jedną Mszę św. (o godz. 9.00). Więcej nie trzeba, bo nie mamy dużo parafian. Zawsze przed Mszą św. odbywa się nabożeństwo do Matki Bożej, gdyż tu właśnie znajduje się Jej cudowna ikona. W tygodniu Msze św. sprawowane są o 7 rano. Zdarza się, że na prośbę wiernych godzina rozpoczęcia Eucharystii jest przesuwana.

- Liturgia nie jest odprawiana w języku polskim.

- Odprawiamy w języku starocerkiewnym, czyli języku św. Cyryla i Metodego. U nas jest to język liturgiczny, chociaż wchodzą języki narodowe podczas głoszenia homilii i kazań. Liturgie są dłuższe niż w Kościele rzymskokatolickim, gdyż są to liturgie św. Jana Chryzostoma. Od jego czasów nie były poddawane żadnym reformom. Nie dokonywano zmian ze względu na ich znaczenie, świętość i Boże pochodzenie.

- Radością i wielkim skarbem jarosławskiej parafii jest ikona Matki Bożej. Przypomnijmy, że w 1996 roku została ona ukonorowana koronami papieskimi. Jaki wpływ na parafię i wiernych ma cudowne oblicze Matki Bożej – Bramy Miłosierdzia?

- Wszyscy jesteśmy przekonani, że Matka Boża uratowała naszą parafię. Wystarczy wspomnieć smutną historię cerkwi. Po 1947 r., po „akcji Wisła”, wysiedlono prawie całą ludność ukraińską. W Jarosławiu zostały tylko dwie rodziny, które były mieszane. Cerkiew praktycznie opustoszała. Później niszczała. Wielkie zasługi w ratowaniu tej świątyni ma śp. ks. Bronisław Fila. Należy mu się za to wielki szacunek naszej wspólnoty i modlitwa przed cudownym wizerunkiem. Jako jedyny kapłan w Jarosławiu, czynił wielkie starania, by ratować to miejsce. Miał z tego powodu niemałe kłopoty. W końcu przejął cerkiew jako kościół szkolny. Odprawiano tu Msze św. Kiedy później odebrano mu ten kościół, jeździł w tej sprawie do Warszawy. Niejeden raz ścigali go za to różni „dygnitarze”. Z drugiej strony były ogromne wpływy i naciski Kościoła prawosławnego, który chciał tę świątynię przejąć. Kościół grekokatolicki w czasach komunizmu był pozbawiony wszelkich praw, Kościół prawosławny dawał sobie jakoś radę – nawet kosztem współpracy z ówczesną władzą. Ludzie nasi, gdy dowiedzieli się o staraniach przejęcia cerkwi, poszli do Księdza Fili z prośbą o pomoc. On podjął się tego z odwagą i zatroszczył się o świątynię. I on, i ks. Aleksander Kustra remontowali cerkiew, ratując ją od zniszczenia. Jesteśmy święcie przekonani, że to sama Matka Boża uratowała świątynię. Dziś okazuje się, że gdy kościół był już zamknięty, wiele rzeczy poginęło. Ikony jednak nikt nie ruszył. W ołtarzu była bardzo długo, do około 1950 roku. Nikt nie odważył się je zabrać. Dopiero później ikonę przejęło Muzeum w Jarosławiu. Następnie przekazało ją do Warszawy, do Akademii Sztuk Pięknych, by sprawdzić jej stan. Tam została poddana gruntownej konserwacji. Na początku lat osiemdziesiątych grekokatolicy wrócili do cerkwi i zrobili wielkie poruszenie, spowodowane poszukiwaniem obrazu Matki Bożej. Wszyscy byli przekonani, że ikona została gdzieś wywieziona, zaginęła. Tymczasem okazało się, że jest przechowywana nieopodal, w muzeum. Zaczęły się więc (zakończone sukcesem) starania o jej odzyskanie. A uroczystości koronacyjne dziś przyrównujemy do tzw. „wielkiego wybuchu”. Niektórzy mówią, że świat powstał w wyniku takiego „wielkiego wybuchu”. Dla nas to też był „wielki wybuch”, czas przyjazdu wielu pielgrzymów i zmian. To wtedy pokazaliśmy naszą cudowną ikonę całemu światu. Koronację przygotował ks. Bogdan Prach. Zbierano wówczas złoto w całej Polsce po naszych parafiach. To było pierwsze takie wydarzenie po odrodzeniu i wyjściu z niewoli naszego Kościoła. Ta ikona jest nadzwyczajna. Wiele jest ciekawych historii z nią związanych. Przed nią ludzie powierzali Maryi ważne sprawy, modlili się i zostali wysłuchani.

- Może Ojciec zdradzić jedną z takich historii, gdzie widać namacalnie działanie Matki Bożej?

- Opowiem ostatnią taką historię, której doświadczyłem. Przyjechał do mnie starszy pan z Belgii. Okazało się, że jego ojciec przed wojną mieszkał w Jarosławiu i niedawno zmarł. Syn przyjechał do naszego miasta w poszukiwaniu swoich korzeni. Przyszedł do mnie i opowiedział swoją historię. Powiedziałem, że nie zachowały się żadne dokumenty na temat jego ojca. Zapytałem, skąd ma pewność, że jego ojciec modlił się w tej cerkwi. Wtedy ten starszy człowiek wyjął z kieszeni kopertę, w której miał obrazek przedstawiający naszą ikonę. Dostał ten obrazek kiedyś od ojca właśnie. Była na nim zaznaczona data: 1933. W tymże roku w jarosławskiej cerkwi odbywał się jubileusz. Przyniósł mi ten obrazek, pokazał. Potwierdziłem, że pochodzi on z naszego kościoła. Ten mały, zniszczony już obrazek pomógł odszukać korzenie tego mężczyzny. Inaczej odszedłby z kwitkiem. Nawet takie proste rzeczy, na które nie zwracamy może uwagi, są zasługą Matki Bożej. Sam fakt, że ta cerkiew nadal istnieje, że została odnowiona – to też dzieło Maryi. I to, że na 15 – lecie koronacji (sierpień 2011 r.) przybyło tylu hierarchów. Bez wsparcia Matki Bożej tak ważni goście nie przyjechaliby do parafii, która liczy 30 rodzin.

- W Ojca obrządku kult ikon ma ogromne znaczenie. Proszę przybliżyć w skrócie wymowę tych świętych przedmiotów – znaków.

- Trudno sobie wyobrazić cerkiew bez ikon. Któryś z wielkich teologów Kościoła Wschodniego powiedział: „Gdy chcesz pokazać komuś swoją wiarę, zaprowadź go do cerkwi i pokaż mu ikony”. Nasza wiara przedstawiona jest na ikonach. Nazywamy je, jak powiedział Paweł Florencki, „bramą do nieba”. Przez pryzmat ikon możemy już teraz dojrzeć przyszły świat, do którego zmierzamy. Możemy ujrzeć niebo. Dlatego w cerkwiach ikony są bardzo ważne. One nie pełnią jedynie funkcji wystroju, one uobecniają nam świętych i wydarzenia wiary. Prowadzą od czegoś materialnego ku czemuś duchowemu, osobowemu. Na przykład ikona Chrystusa prowadzi nas ku Niemu samemu. Dlatego mówimy, że ikona uobecnia. W czasie Bożego Narodzenia w cerkwi wystawia się ikonę Narodzenia Chrystusa. Ona uobecnia to wydarzenie, które działo się ponad dwa tysiące lat temu. Ona nas prowadzi do tamtych wydarzeń. Nawet nie mówi się, że ikony się maluje, ikony się pisze. Na tej desce zapisuje się naszą wiarę. We wszystkich cerkwiach stawia się ikonostasy. To takie przegrody stworzone ze świętych ikon. Ikonostas dzieli cerkiew na dwie części: prezbiterium i świątynię wiernych. Ale tak naprawdę ikony łączą nas z najświętszym miejscem w cerkwi, gdzie jest przechowywana Eucharystia. Stojąc przed ikonostasem, widzimy postacie, które przez swoje ziemskie życie osiągnęły zbawienie i złączyły się z Chrystusem. Przechodząc przez ikonostas, wchodzimy w przestrzeń świętości Boga. Liturgia w Kościele Wschodnim jest najpełniejszą i najpiękniejszą modlitwą. Podczas modlitwy doskonałej (Eucharystii) kapłan wchodzi przez centralne drzwi ikonostasu i wychodzi do wiernych parę razy. Oznacza to, że biorąc udział w liturgii, mamy dostęp do tych rzeczy najświętszych. I tak naprawdę możemy zakosztować nieba. Dlatego wielu teologów wschodnich nazywa cerkiew „niebem na ziemi”. Wchodząc do cerkwi, wchodzimy w rzeczywistość Bożą. Proszę zwrócić uwagę, że Kościół Wschodni pilnuje tego, żeby cerkwie nie miały białych ścian. Każdy zatem skrawek cerkwi powinien być zamalowany, by coś przedstawiał. Wierny, wchodząc do świątyni, musi poczuć, że wchodzi do wyjątkowego miejsca, że dotyka czegoś nadzwyczajnego. Cerkiew jarosławska należy do nielicznych starszych cerkwi, które przetrwały i które urzekają pięknem dawnych malowideł i ikon. Ikony żyją, one nie są martwymi przedmiotami. Ikony umierają, kiedy pozbawione są modlitwy. My jesteśmy o tym przekonani. Dlatego, proszę zwrócić uwagę, wierni stawiają świece przed ikonami, są one okadzane i całowane – nieraz po sto tysięcy razy. Są takie ikony, które od pocałunków są aż powycierane. Ikona zatem żyje i jest widocznym znakiem obecności Boga w cerkwi czy w mieszkaniu, w którym taki święty przedmiot mamy. W Kościele Wschodnim istnieje przekonanie, że Chrystus jest obecny w Eucharystii, Słowie Bożym i w Słowie Napisanym, czyli w ikonie. W naszym Kościele nie ma adoracji Najświętszego Sakramentu, choć się Go przechowuje. Nasz Kościół do adoracji wystawia ikony. I tak jak każdy, wchodząc do Kościoła rzymskokatolickiego, uwielbia Jezusa ukrytego w Hostii, tak u nas adoruje się Chrystusa w ikonie, w której jest obecny. Na naszych procesjach nie nosimy Najświętszego Sakramentu, ale ikonę Chrystusa. Wierzymy bowiem, że jest obecny w tym świętym znaku. Bóg, przychodząc na świat, pokazał swoje oblicze i stał się ikoną. Był podobny do nas. Stał się bliski dla każdego z nas. Ikona ma zatem duże znaczenie, ona długo powstaje. Świętej ikonie towarzyszą setki, tysiące ludzkich modlitw, próśb, podziękowań, łez.

- Jako że rozmawiamy przed świętami Bożego Narodzenia, które będzie Ojciec przeżywał zgodnie z rozkładem dni świątecznych kalendarza juliańskiego, jakie życzenia chciałby Ojciec usłyszeć? Co takiego leży Ojcu szczególnie na sercu?

- My odmierzamy czas zgodnie ze starym kalendarzem juliańskim. Wszystkie święta są u nas 14 dni później, z wyjątkiem Zmartwychwstania Pańskiego, które jest uroczystością ruchomą. Życzyć moglibyśmy sobie przede wszystkim, by ten rok był spokojny, by niczym szczególnym nas nie zaskoczył. Chciałbym, by to był rok spokojny, bo czeka nas dużo pracy. W 2012 będziemy kontynuować renowację ikonostasu. Jest to wielkie przedsięwzięcie. Prosimy, by Duch Święty natchnął ludzi, którzy rozdają pieniądze, by o nas pamiętali, by wspomogli to dzieło. Ten ikonostas nie jest tylko nasz, to dziedzictwo kulturowe wszystkich. On jest dla naszego miasta, on tu pozostanie. Nas nie będzie, a ikonostas pozostanie. Życzylibyśmy sobie, by zamierzone prace udało się zakończyć. Może z Bożą pomocą tak będzie. Życzę też, by nie zabrakło zdrowia, by wierni (w większości osoby starsze) mogli się nim cieszyć, by ich dzieci nie musiały wyjeżdżać za pracą. Tracimy przez to dużo wiernych i to jest nasze wielkie zmartwienie. Na tak małą parafię mam kilka rodzin, których sytuacja jest trudna. Wyjeżdżają, wracają, znowu jadą. To jest tułaczka, poniewierka, która rodzi rozbicie ludzkich relacji, rodzi tragedie. To życzenie postawiłbym na pierwszym miejscu: żeby ludzie mogli sobie spokojnie żyć, mieć pracę, chodzić do cerkwi i modlić się. Dla mnie – jako księdza, który tymi ludźmi w sposób duchowy się opiekuje – jest bardzo trudne, gdy widzę takie sceny: zbliżają się święta, a mamy czy taty w domu nie będzie, bo wyjechali gdzieś na Zachód. Stąd potem biorą się rozbite rodziny. Oby dla nas ten rok był bardziej stabilny i pewny. Sobie i wszystkim zatem życzę spokojnego roku.

- Dziękuję za rozmowę, mając nadzieję, że życzenia Ojca staną się udziałem wszystkich nas.

 


Red.

«« Wstecz