Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-02-2019, świętujemy imieniny: Anety, Lehca, Leona. | Sprawdź także liturgię na dziś.

Trudne tematy wymagają prawdy

28.11.2011 @ 21.35

Trudne tematy wymagają prawdy

Trudne tematy wymagają prawdy
Z ks. biskupem Marcjanem Trofimiakiem, ordynariuszem diecezji Łuckiej na Ukrainie rozmawia Mariusz Kamieniecki


- 13 października br. na cmentarzu komunalnym we Włodzimierzu Wołyńskim przewodniczył Ksiądz Biskup uroczystościom związanym z pochówkiem szczątków 367 ofiar odnalezionych podczas tegorocznych prac archeologiczno-ekshumacyjnych na terenie miejscowego grodziska. Powstanie tam kolejny obok Katynia, Miednoje, Charkowa i Bykowni cmentarz polskich ofiar zbrodni NKWD. Jaki jest dziś wśród Ukraińców wydźwięk zbrodni dokonanych na Polakach?

- Trudno mówić o jakimś większym wydźwięku. Z jednej strony była uroczystość, obrzęd pochówku z udziałem przedstawicieli władz ukraińskich i polskich, był też biskup prawosławny, ale z drugiej strony nigdzie i nic się o tym nie mówiło i nie mówi. Owszem, w Łucku przemknęła informacja o odnalezieniu szczątków ofiar, ale nie było to nagłaśniane tak, jak być powinno. A już na pewno nigdzie nie padło stwierdzenie, że dotyczyło to zamordowanych Polaków. Ponadto ludzie tak się przyzwyczaili do faktów odnajdywania zbiorowych mogił, że już na to nie reagują. Może w przyszłości uda się zwrócić na to uwagę opinii publicznej, ale póki co, nie ma większego zainteresowania tym tematem. Stwierdzam to z przykrością.

 - Z czego to wynika, czy wciąż żywe są tam historyczne podziały?

- Inaczej sprawa ma się z ofiarami NKWD, a inaczej zbrodni ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA. Może warto podkreślić, że kiedy w sierpniu w Ostrówkach k. Lubomla na Wołyniu odbył się pogrzeb szczątków ponad 300 polskich kobiet i dzieci ekshumowanych wiosną i latem br., którzy zginęli z rąk UPA i miejscowej ludności ukraińskiej w 1943 r., to po raz pierwszy w uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele ukraińskich władz wojewódzkich. W modlitwach brał też udział prawosławny arcybiskup. Może nie do końca to, co się wydarzyło w tym miejscu przed laty zostało nazwane po imieniu, ale tylko po to, by nie zamykać drogi, która uniemożliwiłaby poszukiwania kolejnych szczątków. Pamiętajmy, że na Ukrainie mogił jest jeszcze dużo, a szczątki ofiar tam złożone wciąż wymagają godnego pogrzebania. Trzeba też powiedzieć, że Polacy mogą bez problemów przyjeżdżać na tego typu uroczystości i odbywa się to bez specjalnych negatywnych reakcji ze strony miejscowej ludności.
 
- W Ostrówkach nie obyło się jednak bez reakcji nacjonalistycznej partii „Swoboda”, która chciała zakłócić te uroczystości…

- To prawda. W przeddzień pojawili się przedstawiciele „Swobody” z pretensjami, że liczby pomordowanych są zawyżone, próbowali nawet liczyć odnalezione szczątki, ale w końcu od tego odstąpili. Moim zdaniem ofiar jest znacznie więcej niż się o tym oficjalnie mówi, ale do ustalenia tego potrzebne są bardziej drobiazgowe badania antropologiczne. Tak czy inaczej, zarówno w przypadku zbrodni OUN-UPA czy ofiar NKWD, sprawy nie są należycie nagłaśniane na Ukrainie.
 
- Jest to temat niewygodny?

- Jeżeli chodzi o ofiary NKWD, to obecna władza jakoś nie bardzo chce o tym mówić, nieco inaczej jest natomiast w kwestii zbrodni i ofiar ukraińskich nacjonalistów. Tutaj sprawa jest bardziej znana, ale specjalnie się jej nie nagłaśnia. Zupełnie inaczej wyglądało to za prezydenta Juszczenki, gdzie temat praktycznie nie istniał. Te różnice są także zauważalne w przypadku upamiętnień ofiar głodu na Ukrainie 1932-1933 r. Podczas gdy za prezydenta Juszczenki szeroko o tym mówiono, to obecnie jest to temat, który praktycznie przestał istnieć. Jedynie tylko niektóre organizacje próbują o tym przypominać. To pokazuje wahania i prądy polityczne, które na Ukrainie zmieniają się wraz z władzami. Nasza rola w tych uwarunkowaniach politycznych polega na tym, aby nie zadrażniać, ale jednocześnie nie milczeć. Jest to odkrywanie prawdy przy pomocy małych kroków. Owszem, pojawiają się zarzuty, że jesteśmy zbyt ostrożni, ale proszę mi wierzyć: nie ma innego wyjścia. To, że możemy szukać kolejnych miejsc pochówków ofiar zbrodni, że możemy je godnie po chrześcijańsku pochować, to jest wielka rzecz. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że to nie wszystko.
 
- Jak na te działania reaguje miejscowa ludność?

- Trzeba powiedzieć, że spotykamy się z życzliwością miejscowych i w zasadzie nigdzie nie było antagonizmów. Przykładem może być akcja stawiania krzyży na miejscach nieistniejących już polskich wiosek na Wołyniu. Na początku ludzie patrzyli na to dość nieufnie, ale z czasem się to uspokoiło. Miejscowi przychodzili do nas, opowiadali o dawnych wydarzeniach, a wszystko sprowadzało się do jednego: przecież setki lat żyliśmy sobie tak dobrze, w zgodzie i przyjaźni – ludzie to pamiętają. Weźmy taki przypadek z jednej z miejscowości, kiedy jeden z naszych księży pracował dość długo przy wymianie starego, zniszczonego krzyża. Było już późno i trzeba było światłami samochodu oświecać miejsce robót. Nagle zajechał traktor, z którego wysiadł młody człowiek i zbulwersowany zapytał: Co wy tu robicie po nocy? Kiedy usłyszał, że na miejsce starego, zbutwiałego krzyża stawiany jest nowy, odetchnął z ulgą, bo obawiał się, że ktoś usiłuje zniszczyć krzyż. Po chwili dodał: Przebaczcie nam to, co wam uczyniliśmy… To pokazuje, że wśród zwykłych ludzi w zasadzie nie ma zawiści. Atmosfera jest natomiast podsycana przez antagonistów – jak wspomniana już partia „Swoboda”. Jest to historia wciąż bardzo bolesna i nie tak łatwo można wyleczyć rany. Naszym zadaniem jest jednak przełamywanie lodów i uprzedzeń.
 
- Nacjonalizm ukraiński wciąż jest obecny. Świadczy o tym chociażby, na szczęście nieudana, próba nadania lotnisku we Lwowie imienia Stepana Bandery. Czy po objęciu władzy przez prezydenta Janukowycza mamy do czynienia z debanderyzacją – zwłaszcza w zachodniej części Ukrainy?

- W pewnym sensie tak, choć w wielu środowiskach zbrodnicza OUN-UPA wciąż pozostaje wzorcem ideowym tzw. patriotycznego wychowania. Nawet sam fakt odebrania przez prezydenta Janukowycza tytułu bohatera Ukrainy Stefanowi Banderze, który to tytuł w ostatnich dniach sprawowania władzy zbrodniarzowi nadał prezydent Juszczenko, też o czymś świadczy. Obecnemu prezydentowi zależy na poparciu zachodniej Ukrainy, gdzie nastroje nacjonalistyczne są wciąż żywe, dlatego jego działania są bardzo ostrożne. Nie mniej jednak widać, że proces uspokojenia nastrojów nacjonalistycznych ma miejsce. Radykalne zmiany są jednak jeszcze daleko. Dopóki prawda o tych wydarzeniach z przeszłości nie wybrzmi, nie ma mowy o dobrej przyszłości.
 
- „Niedokończone Msze wołyńskie. Martyrologium duchowieństwa wołyńskiego - ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej” – to tytuł wystawy, która podróżuje po Polsce, a ostatnio można ją oglądać na KUL…

- Ta idea ma upamiętniać zbrodnie ludobójstwa, jakie zostały dokonane na Wołyniu. W drugą niedzielę lipca w całej diecezji łuckiej obchodzone jest wspomnienie ofiar tragedii, a we wszystkich kościołach odprawiane są Msze św. jak w Dzień Zaduszny – tylko w intencji zmarłych. Naszym obowiązkiem jest kontynuować te Msze św., które zostały przerwane, bo w wielu wypadkach prześladowcy mordowali z ogromną nienawiścią także w kościołach. Stąd też idea Niedokończonych Mszy wołyńskich – wystawa, która objechała już dużą część Polski. Nie chodzi nam o rozdrapywanie ran, i nie to jest naszą intencją, ale z drugiej strony mamy prawo i obowiązek pamiętać, nie możemy też milczeć. Analiza historyczna i polityczna nie należy do nas, od tego są specjaliści i to ich zadaniem jest poszukiwanie dróg, jak podać sobie ręce. Musi to nastąpić w prawdzie, bez prawdy nie będzie to możliwe. My mamy obowiązek pamiętać i modlić się, stąd właśnie ta idea Niedokończonych Mszy wołyńskich.
 
- „Przyjadą, poklepią nas po plecach, a potem jak zwykle musimy radzić sobie sami” – powiedział Ksiądz Biskup we wrześniu br. w Lubomlu o polskich politykach przyjeżdżających na Kresy. Czy Polacy na Ukrainie mogą liczyć na pomoc z Polski?
 
- Od władz otrzymujemy okazjonalne deklaracje sympatii, jednak bardzo mało jest rzeczywistej pomocy. Wszystko to się kończy zazwyczaj na bardzo pobożnych życzeniach i obietnicach. Owszem, początkowo oczekiwaliśmy, byliśmy nawet zadowoleni, że ktoś o nas pamięta, ale niestety jesteśmy rozczarowani. Ciągle mamy jednak nadzieję, że coś w tej materii się zmieni.
 
- Dziękuję za rozmowę.

Fot. Denis Tyczyński

«« Wstecz