Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

Był rok 2000 – Jubileusz Chrześcijaństwa. Miałem wtedy 6 lat i nie przypuszczałem, że właśnie w tym roku spotka mnie tak wielka, niecodzienna niespodzianka, a zarazem ogromna łaska. Na ręce weźmie mnie Ojciec Święty Jan Paweł II, uczyni znak krzyża na moim czole i pobłogosławi moją rodzinę.
Na wakacjach 2000 roku z całą rodziną zostaliśmy zaproszeni do Rzymu. Mieliśmy spotkać się z przyjaciółmi – Włochami, u których moi rodzice kiedyś mieszkali i pracowali. Chciałem obejrzeć miasto moich pierwszych dni życia – bo tam się urodziłem. Mimo upału i długiej podróży, dzielnie znosiłem trudy. Nadszedł najszczęśliwszy dla mnie dzień, który na zawsze pozostanie w mojej pamięci. To dzień spotkania z Ojcem Świętym. Opatrzność Boża jak zawsze czuwała nad nami. I choć rodzice zamierzali w tym dniu zwiedzić miejsce męczeństwa chrześcijan – Koloseum, Pan Bóg miał inne plany i za to z całego serca Mu dziękuję. Kiedy więc wybraliśmy się zwiedzać Koloseum, w pewnej chwili mama powiedziała: Pomyliliśmy linię metra i zajechaliśmy do Watykanu. W takiej sytuacji poszliśmy na Plac Świętego Piotra. Otwierałem szeroko oczy ze zdumienia, widząc tłumy ludzi. Rodzice tłumaczyli mi, że w Roku Jubileuszowym z różnych stron świata przyjeżdżają wierni, aby otrzymać błogosławieństwo od Jana Pawła II. – Co my zrobimy? Nie mamy biletów, aby wejść do Bazyliki św. Piotra. Może się uda? – zastawaliśmy się. I udało się. Po chwili znaleźliśmy się we wnętrzu pięknej Bazyliki. Promienie słońca oświetlały marmurową posadzkę i twarze ludzi o czarnej i białej skórze. Rodzice najpierw skierowali kroki do figury św. Piotra, aby według tradycji ucałować jego duży palec u stopy. Następnie powoli zbliżyliśmy się do głównego ołtarza, ponieważ przy nim miała być odprawiona Msza św. w intencji służby zdrowia. Ogłoszono przez megafon, że Ojciec Święty skieruje słowa pozdrowienia i udzieli błogosławieństwa. Zrobił się ogromny szum w świątyni. Ludzie zaczęli przygotowywać miejsce przez środek Bazyliki dla Papieża. Zaczęli wyciągać ręce przed siebie, fotografować. Rozległ się głos: Laudetur Jesus Chrystus i burza oklasków. Nie rozumiałem jeszcze wtedy, dlaczego wszystkim tak bardzo zależało na spotkaniu z Ojcem Świętym. Skąd tyle łez wzruszenia, fleszy i gromkich braw?
Papież długo nic nie mówił, był zmęczony i poważnie chory. Po przemówieniu skierował swoje kroki właśnie tam, gdzie staliśmy. Pamiętam, jak mama trzymała mnie na rękach, mocno tuliła do serca. Kiedy jednak zorientowała się, że Papież zbliża się do nas, zwróciła się z prośbą do księdza kardynała stojącego przed nami, aby pozwolił nam podejść bliżej i ucałować Ojca Świętego. Jan Paweł II, słysząc tę prośbę, spojrzał swoim błogosławionym wzrokiem na nas. Nachylił się, aby mnie wziąć na ręce, przytulić i zrobić znak krzyża na czole. Powiedział wtedy: Błogosławię całą Twoją rodzinę. W tym czasie mój tata zrobił to właśnie zdjęcie, które dziś zostało umieszczone w naszym parafialnym czasopiśmie.
Kiedy zostałem dotknięty przez Papieża, poczułem wielki spokój i do tej pory czuję Jego dotyk. Był to jedyny i niepowtarzalny gest. Od tego spotkania minęło już 10 lat, a ja ciągle żywo w mej pamięci zachowuję ten obraz i myślę, jakim jestem szczęściarzem. Wobec Ojca Świętego mam pewne zobowiązanie. Mam być Jego nadzieją, świadkiem Chrystusa, nie mogę Go zawieść. Kiedy co wieczór kładę się na spoczynek, mój wzrok kieruję na fotografię z Papieżem i modlę się o Jego rychłą beatyfikację. Jestem przekonany o świętości Wielkiego Polaka. Jego Totus Tuus stało się również moim hasłem. Staram się go naśladować. Jan Paweł II inspiruje mnie do takiego życia, bo wiem, ze jest przy mnie i pomaga mi.
Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa w jedności Ducha Świętego składam dzięki za ten szczęśliwy dzień Roku Jubileuszowego.
Adalberto Korneńko