Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 05.09.2010, świętujemy imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Refleksje

28.12.2009 @ 08.28

Polskie zwyczaje świąteczne. Od wigilii do ostatków

Polskie zwyczaje świąteczne. Od wigilii do ostatków
Wigilia Bożego Narodzenia (wieczerza wigilijna, wieczór wigilijny, niekiedy także gwiazdka) to w tradycji chrześcijańskiej dzień poprzedzający święto Bożego Narodzenia, kończący okres Adwentu. Uroczystą kolację tego dnia przyjęło nazywać się również Wigilią. Zwana ona jest też wilią, postnikiem, Bożym obiadem, po staropolsku godami, a na wschodzie kutią (od głównej potrawy). Tradycyjnie wieczerza wigilijna rozpoczyna się wraz z pierwszą gwiazdką na niebie. Jest to symboliczne nawiązanie do Gwiazdy Betlejemskiej, oznaczającej narodziny Jezusa, którą według Biblii na wschodniej stronie nieba ujrzeli Trzej Królowie.

 

Kolację, w polskiej tradycji postną, rozpoczyna łamanie się opłatkiem, składanie życzeń, a także modlitwa i czytanie fragmentu Ewangelii według św. Mateusza lub Łukasza dotyczącego narodzin Jezusa. Na stole przykrytym białym obrusem, z wiązką sianka pod spodem, ustawia się jedno nakrycie więcej niż jest uczestników wieczerzy. Jest ono symbolicznie przeznaczone dla niezapowiedzianego gościa, natomiast dawniej dla ducha przodków. Niegdyś wigilijna kolacja była mocno związana ze światem duchów, a dusze zmarłych krewnych były szczególnie wyczekiwane tego wieczoru. Aby nie wyrządzić krzywdy przybyłym, nie należało zajmować miejsca bez jego uprzedniego zdmuchnięcia, bo mogła na nim już siedzieć dusza.
 

Zwyczaj stawiania dodatkowego nakrycia szczególnie upowszechnił się w XIX wieku, miał wówczas patriotyczną wymowę. W wielu domach miejsce to symbolicznie było zarezerwowane dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii. Powszechnie przestrzegano na polskiej wsi, żeby liczba uczestników przy stole była parzysta, inaczej kogoś z domowników czekała śmierć w nadchodzącym roku. Na Wigilię spraszano również żebraków, bezdomnych i dziadów.
 

Przy zaścielaniu stołu sianem kładziono przy jednym z miejsc, na którym miała siedzieć młoda dziewczyna, uszytą ze szmatek lalkę. Oznaczała ona wyjście za mąż i urodzenie dziecka. W Małopolsce ze słomy wykonywano także krzyże i gwiazdy, którymi dekorowane były ściany.
 

Gospodarze przewiązywali słomianymi powrósłami drzewa owocowe, by miały dużo owoców w nowym roku. Wszystkie słomiane dekoracje w Nowy Rok wynoszono na pola. Wierzono bowiem, że w ten sposób można im przekazać zdolność rodzenia.
 

W zależności od regionu i tradycji rodzinnych, zestaw wigilijnych potraw jest różny. Zwyczajowo na stole powinny znaleźć się wszystkie płody ziemi, a potraw powinno być dwanaście. Każdego dania należy spróbować, co ma zapewnić szczęście przez cały rok. Do najbardziej typowych należą: barszcz z uszkami, ryby przyrządzane na różne sposoby (z tradycyjnym karpiem smażonym i w galarecie), kapusta z grochem, kapusta z grzybami, pierogi z kapustą, paszteciki z grzybami, kotleciki z ryżu z sosem grzybowym, kluski z makiem, cukrem i miodem, kompot z suszonych owoców, zupa migdałowa. Wschodnia tradycja dodaje tu jeszcze kulebiaka, gołąbki i kutię.
 

Zgodnie z polskim zwyczajem, potrawy wigilijne powinny być postne, czyli bezmięsne i bez użycia tłuszczów zwierzęcych przy ich przygotowaniu. Niektórym potrawom przypisywano właściwości magiczne – po wieczerzy trzeba było zjeść jabłko, żeby nie bolało gardło oraz orzechy – żeby mieć zdrowe zęby. Dzieciom dawano gotowane jajka, by nie zgubiły się w lesie podczas zbierania grzybów lub jagód. Po wieczerzy panny i kawalerowie wróżyli sobie ślub. Wyciągnięcie zielonego źdźbła oznaczało wesele, zwiędłego – oczekiwanie, a żółtego – staropanieństwo lub starokawalerstwo. Dziewczęta idąc na Pasterkę, wkładały pod pachę jabłko i wracając z nim, pytały pierwszego napotkanego mężczyznę o imię – takie miał mieć miano przyszły mąż.
 

Aby ustrzec się przed wrzodami, mieszkańcy wielu wsi małopolskich unikali jedzenia ziemniaków, zgodnie z powiedzeniem: Kto we wilijo je ziemnioki, przez rok mo boloki.
 

Kulminacyjnym momentem wieczerzy było łamanie się opłatkiem. Jest on symbolem pojednania i przebaczenia, znakiem przyjaźni i miłości. Dzielenie się nim na początku wieczerzy wigilijnej wyraża chęć bycia razem, bo przecież ludzie skłóceni nie zasiadają do wspólnego stołu. Nie zapominano również o zwierzętach. Dawano im resztki wieczerzy, do której razem z pomyjami wrzucano kawałki opłatków. Karmienie potrawami przygotowywanymi na Wigilię miało zabezpieczać inwentarz przed urokami czarownic i guślarek. O północy gospodarz udawał się do obory, bo według tradycji zwierzęta mówiły wówczas ludzkim głosem. Nie należało ich jednak podsłuchiwać.
 

W Małopolsce opłatkiem (zazwyczaj kolorowym, a nie białym) przystrajano także izby na Boże Narodzenie. Można było wycinać z niego gwiazdy lub przestrzenne konstrukcje nazywane światami, symbolizowały one narodzenie Chrystusa. Tego typu ozdoby wieszane były u powały, na podłaźniczkach, później na choinkach. Na wieczerzę wigilijną zapraszano nie tylko zwierzęta domowe, ale również leśne – w tym wilki. Rozrzucano dla nich przed domem pożywienie, aby nie podchodziły pod domostwo w nowym roku. Do stołu zapraszano także wiatr, stado wróbli i mróz. Zaznaczano jednak, że jeśli nie przyjdą dziś, to niech już nigdy nie przychodzą. Ten zwyczaj był wyrazem niechęci wobec nieproszonych gości – takich jak choroby, nieszczęścia i śmierć.

Magiczne zwyczaje i przesądy

Dzień wigilijny bogaty jest w zwyczaje i przesądy posiadające magiczną moc, zazwyczaj znajdujące swój rodowód w lokalnych, przedchrześcijańskich wierzeniach. Jednym z nich był zakaz szycia, tkania, motania i przędzenia. Uważano je za czynności szczególnie lubiane przez demony, które mogły zjawić się wszędzie tam, gdzie zakaz złamano. Do dzisiaj przestrzega się, aby w Wigilię nie kłócić się i okazywać sobie wzajemnie życzliwość. Przetrwał też przesąd, że jeśli w wigilijny poranek pierwszym gościem w domu będzie młody chłopiec, przyniesie to szczęśliwy rok. Wszelkie zranienia oraz choroby w czasie świąt odbierane są jako zapowiedź kłopotów ze zdrowiem. Myśliwi tego dnia tradycyjnie udają się na polowanie, którego pomyślny wynik zapewni opiekę na cały rok patrona łowiectwa – św. Huberta. Istnieje także przesąd, aby spróbować każdej z dwunastu wigilijnych potraw, bo wtedy ich nie zabraknie w następnym roku. Niektórzy pozostawiają w portfelu łuski z karpia, które mają przynieść szczęście.
 

W Małopolsce wiele zjawisk miało znaczenie symboliczne. Gospodynie obserwowały niebo, ponieważ wiele gwiazd wróżyło, że kury będą się dobrze niosły w nadchodzącym roku. Jeśli na niebie można było zaobserwować chmury, oznaczało to, że krowy będą dawały dużo mleka, co gwarantowało także dostatek sera i masła. Wieczór wigilijny był również istotny dla panien, które chciały się czegoś dowiedzieć na temat zamążpójścia. Wróżby były bardzo podobne do andrzejkowych: dziewczęta puszczały na wodę bańki mydlane lub ustawiały pionowo zapałki i rozsypywały je, by zobaczyć skąd nadejdzie przyszły mąż. Inna ciekawa wróżba polegała na tym, że pannie zasłaniano oczy, a ona miała podejść do płotu i wybrać jeden kołek. Jego wygląd miał świadczyć o urodzie przyszłego męża, to znaczy jeśli kołek był krzywy, to mąż mógł być kulawy, a jeśli krótki – to niski.
 

Na Podhalu był zwyczaj czarowania jabłoni. Rano w Wigilię gazda zarzucał na siebie kożuszek, brał siekierę pod pachę i szedł do ogródka przed chałupę, gdzie miał drzewko owocowe. Spostrzegłszy to gaździna, wybiegała za nim i podczas gdy gazda, przyłożywszy siekierę do gruszy lub jabłoni, wykrzykiwał gniewnie: A zetne cie, to ona znowu wołała na męża: Nie ścinaj, bo będzie rodziła! I tak trzy razy. Po czymś takim wystraszone drzewko miało być trzy lata bardzo urodzajne. A gaździna, dokonawszy obrony skazanego niby na ścięcie drzewa, wracała do chałupy i wyrabiała chleb. Zatoczywszy bochenki, umywała ręce z ciasta, brała wodę, kropidło i szła do ogródka pokropić śliwy, aby także były rodzone.

Od podłaźniczki do choinki

Zanim w okresie bożonarodzeniowym w domach pojawiła się choinka, tradycyjną ozdobą była podłaźniczka (podłaźnik, jutka, sad rajski, boże drzewko, wiecha). Obyczaj ten związany z pogańską tradycją ludową i kultem wiecznie zielonego drzewka zachował się na wsiach jeszcze do lat 20. XX wieku – szczególnie na Podhalu, ziemi sądeckiej i krakowskiej. Podłaźniczki to gałązki jodłowe – zdobione jabłkami, orzechami, ciasteczkami, kolorową bibułą, wstążkami i przede wszystkim światami, jak nazywano kolorowe krążki opłatków. Każdy z elementów podłaźniczki symbolizował coś innego, np. opłatki i ciastka miodowe zapewnić miały bogactwo i dobrobyt, jabłka i orzechy – wzrost i urodzaj, a także miłość. Światła przeznaczone były dla dusz zmarłych krewnych.
 

Wieszanie podłaźnika w dzień Wigilii było ważnym wydarzeniem w domu. Zawsze zawieszał go gospodarz, na Podhalu obowiązkowo ubrany w cuchę przewiązaną powrósłem uplecionym ze słomy. Z czasem czynności tej towarzyszyć zaczęły modlitwy Anioł Pański, Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario. Choinka (drzewko świerka, sosny lub jodły) na wsiach małopolskich upowszechniło się dopiero na przełomie XIX i XX wieku.

Kolędnicy

Kolędnicy to przebierańcy, którzy w okresie bożonarodzeniowym chodzili po wsiach od domu do domu z życzeniami pomyślności w Nowym Roku. Zwyczaj (zachowany jeszcze obecnie w niektórych regionach) obchodzony był od Wigilii (lub drugiego dnia świąt) do Trzech Króli. Zdarzało się, że dodatkowo w zapusty i ostatki.
 

Grupa kolędnicza nosiła maszkary, którymi dla żartu straszono widzów. Najbardziej popularną był Turoń, osadzony na kiju – z ruchomą, kłapiącą paszczą. Ten rodzaj kolędowania nosił nazwę chodzenia z Turoniem. Zamiast Turonia wodzono niedźwiedzia, kozę, konia, koguta. Popularne również były pochody z gwiazdą, wykonaną z kolorowego papieru, podświetloną od środka, przymocowaną ruchomo do drzewca. Kolędnik trzymający ją nazywany był gwiazdorem lub gwiaździchem. Chodzili też szopkarze z szopką i kukiełkami, odgrywający przedstawienia o narodzinach Jezusa w Betlejem. Popularne były też zespoły zwane Herodami. W biblijną opowieść przyjścia Jezusa na świat wplatano ludowe wątki i tradycje. Charakterystycznymi postaciami w grupach kolędniczych byli: pasterze, Trzej Królowie, Dziad, Baba (za postacie kobiece przebierali się również chłopcy), Żyd, Cyganka, muzykanci. Życzenia składano wierszem albo kolędą. Płatano przy tym figle, recytowano zabawne rymowanki, całemu widowisku towarzyszyła atmosfera ogólnej wesołości. W zamian za życzenia, przyjmowane jako pomyślna wróżba urodzaju i powodzenia, gospodarze obdarowywali przebierańców świątecznymi smakołykami lub wykupywali się drobnymi datkami. Obchód kolędniczy był wyczekiwanym wydarzeniem, pominięcie domu uważane było za zły znak.
 

W Krakowskiem koza chodziła niekiedy samodzielnie, za towarzystwo mając jedynie kapelę i śpiewaków. Chłopak odgrywający rolę kozy narzucał sobie na głowę i ramiona wywrócony włosem na wierzch kożuch, w ręku trzymał kij z osadzoną na nim drewnianą głową, obitą kozią skórą i ozdobioną rogami, a na szyi zawieszony miał dzwonek. Podczas występu kolędników, koza skakała po izbie, przedstawiając pantomimę do muzyki koziej kapeli, złożonej z gęślarzy, basisty i bębnisty. Pod koniec występu kolędnicy skandowali:

Gdzie koza chodzi – tam żytko rodzi,
Gdzie jej tropy – powstają kopy,
Gdzie zwróci rogi – wznoszą się stogi.

 

W dniu Świętego Szczepana, czyli 26 grudnia, najważniejsze były odwiedziny i kontakty rodzinne. Tego dnia w kościołach święcono owies, którym następnie posypywano się nawzajem. Dawano go także koniom, ponieważ miał je chronić przed chorobą i dawać im siłę. Tego dnia gospodarze przyjmowali nowe osoby na służbę, odnawiali umowy, o czym świadczy powiedzenie: Na święty Scepon kozdy sługa pon. Interesującym zwyczajem w Małopolsce było obkolędowywanie chłopców przez dziewczęta, polegające na śpiewaniu kolęd i przyśpiewek pod oknami interesujących młodzieńców.
 

Wierzono, że w okresie godnich świąt aktywne są czarownice szkodzące zarówno zwierzętom, jak i ludziom. Podobnie uważano, że czasem ich działania jest dzień św. Jana. Przed czarownicami zabezpieczano się w ten sposób, że kładziono siekierę ostrzem do góry na progu domu lub obory.


Zapusty

Wierzono, że w wigilię Nowego Roku duchy zmarłych przychodzą ogrzać się przy piecu. Dlatego należało posprzątać w kuchni i postawić koło pieca ławę. Sień i kuchnię posypywano białym piaskiem, aby można było potem zobaczyć ślady stóp duchów.
 

Po godach następował karnawał, inaczej zapusty, czyli okres zimowych balów, maskarad, pochodów i zabaw. Po Małopolsce chodzili wówczas przebierańcy zapustni. W Krakowskiem grupy przebierańców nazywano: pokuśnikami, spyrcarzami, służałymi, pucherami i drabami. Karnawał rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli, a kończy w Środę Popielcową. Zwyczaj ten wywodzi się z kultów płodności i z kultów agrarnych.
 

Od głębokiej przeszłości utrzymywało się przekonanie, że im wyższe będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże. Między innymi dlatego karnawał jest tak ściśle związany z tańcami. Na wsiach praktykowano także tańce dookoła ogniska, najczęściej w formie koła. Tańczono również na len, tj. należało wysoko podskakiwać, aby len rósł wysoko. Wszelkie zabawy kończyły się we wtorek o północy symbolicznym zawieszeniem patelni na kominie lub wyniesieniem jej do lasu – od tej pory zaczynał się bowiem post.

 

Dr Katarzyna Jarkiewicz
„Ignatianum” — Kraków

 


Red.
wstecz