Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

W lipcu 1951 r., gdy wróciłem z kolonii w Pruchniku, dowiedziałem się, że mamy nowego opiekuna. Został nim przybyły właśnie z Rzeszowa ks. wikary Bronisław Fila. Pomimo że były to trudne czasy, liczba ministrantów przy Farze wahała się w granicach od 150 do 200. Wiek służących do Mszy św. był zróżnicowany – od początkujących klas szkoły podstawowej aż po tych, którzy byli w klasach maturalnych różnych jarosławskich szkół. Ksiądz Bronisław niemal od samego początku czynił wszystko, aby pozyskać zaufanie swoich nowych podopiecznych. Tak wielka liczba ministrantów zmuszała do tego, aby podzielić ich na grupy. Każda z nich liczyła 8 – 10 osób, podział odbywał się w zasadzie wg wieku. Na czele każdej z grup stał i odpowiadał za nią tzw. senior. Wszyscy mieli ustalony harmonogram. Zgodnie z nim, każdy przychodził w danym dniu do kościoła, aby służyć do Mszy św. albo uczestniczyć w nabożeństwach. Ksiądz Prefekt – bo taki miał tytuł opiekun ministrantów – rozliczał seniorów grup z ciążących na nich obowiązków. Osobnym zagadnieniem była konieczność nauczenia się ministrantury – oczywiście po łacinie. Za nieusprawiedliwioną nieobecność na dyżurze (tak nazywano obowiązek służenia w określonym czasie) trzeba się było wytłumaczyć.
Dla swoich podopiecznych Ksiądz Bronisław starał się w miarę możliwości organizować także rozrywki. I tak w jednej z sal na parterze wikarówki przygotował miejsce do gry w ping – ponga. Natomiast na placu za wikarówką (od strony Liceum Plastycznego) było boisko do siatkówki. Obie te dziedziny sportowe stanowiły dla chłopców wielka frajdę. Każdego roku Ksiądz organizował św. Mikołaja. Wtedy to obdarowywał nas książkami i słodyczami. W okresie Bożego Narodzenia organizowany był opłatek. Podczas takich świątecznych spotkań – oprócz poczęstunku – były także występy artystyczne (głównie humorystyczne przyśpiewki o poszczególnych ministrantach, a także o księżach pracujących w parafii).
W okresie przygotowań do większych uroczystości kościelnych odbywały się szczególne zebrania wszystkich ministrantów (normalne zebrania odbywały się przynajmniej raz w miesiącu). Przed Wielkim Tygodniem było ich zawsze kilka. Atrakcję takich zebrań stanowiło trenowanie adoracji Krzyża w Wielki Czwartek. W tym celu – gdy kościół już opustoszał – wychodziliśmy na środek świątyni. Ksiądz układał przed ołtarzem dużą drapakę, do której należało podchodzić w przyklękach tak długo, aż nasz Opiekun uznał, że robimy to należycie.
Za niewłaściwe zachowanie podczas nabożeństw Ksiądz Bronisław zadawał nam kary pisemne. Polegały one na napisaniu 100, 200, nawet 300 razy zdania typu Nie będę rozmawiał podczas nabożeństwa lub Nie będę śmiał się przy ołtarzu. W tym momencie przypomina mi się szczególny przypadek. Było to na zakończenie roku – kiedy śpiewano po łacinie Te Deum. W hymnie tym znajduje się tekst o brzmieniu Salvum fac populum Tuum Domine. Znajomość łaciny u prostych ludzi była właściwie żadna, natomiast chęć sławienia Pana Boga wielka. Staliśmy przed ołtarzem, a za nami jakaś kobiecina na cały głos wyśpiewywała: Szablą w kark popielatego w kominie. Słysząc to, buchnęliśmy śmiechem. Nie uszło to uwagi bacznego Księdza Fili. Po nabożeństwie wpadł jak bomba do zakrystii, z krzykiem wymieniając nazwiska sprawców i ogłaszając wyjątkową karę – napisania 500 razy: Nie będę urządzał śmiechów na nabożeństwie. Po chwili, gdy już ochłonął z nerwów, wyjaśniono mu przyczynę naszego zachowania. Wówczas sam zaczął się śmiać i karę anulował.
Szczególną oprawę miało wprowadzenie nabożeństwa Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Z postanowienia Księdza Fili zostaliśmy kimś w rodzaju ojców chrzestnych tego obrazu. Do górnej ramy wizerunku przypięte były wstążki, które trzymaliśmy w dłoniach podczas całej uroczystości. W tym miejscu nasuwa mi się smutna refleksja porównania tamtych czasów z dniem dzisiejszym... W oprawie każdej procesji – czy to rezurekcyjnej, czy Bożego Ciała – uczestniczyła ogromna rzesza ministrantów. Prawie każdy miał wyznaczoną dla siebie rolę – niesienie chorągwi, baldachimu czy otaczających go lampionów, dzwonienie. Dziś o czymś takim trudno marzyć.
Także od młodzieży Ksiądz Fila – już jako proboszcz – wymagał, aby uczestnicząc we Mszy św. szkolnej, stała ona na środku kościoła. Młodzi mieli być ustawieni wg przynależności do szkoły i klasy. Takiego porządku pilnowali Księża Katecheci.
Z czasami ministranckimi wiąże się także wspomnienie wycieczek, które organizował nasz Opiekun. Mimo ogromnych trudności, potrafił załatwić wagon kolejowy, którym odbyliśmy pielgrzymkę do Częstochowy. I jeszcze jedno wspomnienie – gdzieś w 1956 albo 1957 r. zorganizował wycieczkę w Bieszczady do miejscowości Wojtkowa. Proboszczem był tam wtedy brat ówczesnego wikarego w Farze, Ksiądz Kotyrba. W czasie tego pobytu – dla zapewnienia nam wyżywienia – zakupiono cielę. W świetle obowiązujących wtedy przepisów, był to ubój nielegalny. Z tego, co wiem, pociągnięto za to Księdza Filę do odpowiedzialności karnej.
Marek Iwanowski