Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

Starożytna legenda mówi o patrycjuszu imieniem Jan, zamożnym człowieku, mieszkańcu Rzymu, który żył w połowie IV wieku i wraz ze swoją żoną podjęli zamiar zbudowania świątyni chrześcijańskiej. Pewnej letniej nocy sierpniowej temuż patrycjuszowi przyśniło się, iż na Wzgórzu Eskwilinu obok Świątyni Bogini Junony, która była uważana za opiekunkę nowo narodzonych, gdyż w pobliżu tejże świątyni znajdował się urząd, w którym zapisywano wszystkich nowo narodzonych Rzymian, że na tym wzgórzu spadł śnieg mimo upalnego lata rzymskiego. Kiedy przebudził się postanowił zapytać papieża Lucjusza, cóż ten sen miałby oznaczać. Jakież było zdziwienie obydwu, kiedy okazało się że taki sam sen miał i papież Lucjusz. Udali się zatem obydwaj na Wzgórze Eskwilinu i zobaczyli, że sen nie był tylko senną marą, ale rzeczywistością. Na wzgórzu mimo upalnego lata – było to 5 sierpnia, leżał śnieg. I mówi dalej ta legenda, że papież własnymi stopami wyznaczył zarys fundamentów przyszłej świątyni chrześcijańskiej. Nie wiemy czy wzniesiona wówczas świątynia była pod wezwaniem Matki Bożej, ale na pewno kolejna świątynia, zbudowana w tym samym miejscu w połowie V wieku przez papieża Sykstusa III, była poświęcona Maryi, ponieważ wzniesiona została jako votum dziękczynne za ogłoszenie Maryi Matką Bożą na Soborze Efeskim w 431 roku. Sobór ten uroczyście ogłosił, iż Maryi przysługuje tytuł Bogarodzicy.
Kościół od początku uczył, iż Maryja jest Matką Boga, ale dla wielu chrześcijan, nawet dla teologów tamtego czasu i kaznodziejów, jak chociażby dla słynnego Nestoriusza, było to niewyobrażalne, jak można twierdzić, iż kobieta – człowiek zrodziła Boga. Dlatego w swoich wystąpieniach, pismach i kazaniach nazywali Maryję tylko Christothokos tzn. Matka Chrystusa. Sobór natomiast orzekł, że Maryja była nie tylko Matką Chrystusa – Człowieka, ale była również Theothokos – Matką Boga, ponieważ z Boga było Dziecię, które w Niej się poczęło z woli Ducha Świętego, nie z woli męża, nie z innej przyczyny, ale z woli Boga. „Oto poczniesz i porodzisz Syna któremu nadasz imię Jezus, a Bóg Mu da tron jego praojca Dawida. Będzie nazywany Synem Najwyższego”. Właśnie ku czci Maryi, Bogarodzicy wzniesiono wspaniałą bazylikę rzymską na wzgórzu Eskwilinu, która istnieje do dzisiaj w Rzymie jako Bazylika Większa – Santa Maria Maggiore. Od czasów średniowiecza, w tej bazylice, znajduje się bardzo znany, wielce czczony obraz Matki Bożej, zwanej przez Rzymian: Salus Populi Romani – czyli zbawienie – ratunek ludu rzymskiego.
Pierwotnie obraz ten znajdował się w innym kościele – Santa Maria Antiqua, ale kiedy kościół ten spłonął podczas pożaru, uległ również zniszczeniu częściowo obraz. Uratowana została tylko górna część obrazu przedstawiająca Maryję siedzącą na tronie. Obraz ten, a właściwie ikona pochodzenia bizantyjskiego, został następnie umieszczony w kościele Santa Maria Nova, a ostatecznie w bazylice Santa Maria Maggiore i zawsze służył Rzymianom jako ostateczne wsparcie, ostateczna ochrona i obrona oraz pomoc w nieszczęściach. Gdy przeniesiono tenże obraz do Bazyliki Santa Maria Maggiore zaczęto nazywać go również Obrazem Matki Bożej Śnieżnej. Na pamiątkę tego wydarzenia, które upamiętnia legenda, iż w środku upalnego lata spadł śnieg. Każdego dnia 5 sierpnia co roku, na modlący się w Bazylice Matki Bożej Większej lud wiernych padają z kopuły bazyliki białe płatki róż, które przypominają to legendarne wydarzenie – płatki śniegu padające na wzgórzu Eskwilinu, jak również zawierają w sobie głębszą treść – są symbolem łask, które padają na modlący się lud, łask które spływają na tych, którzy proszą Boga za wstawiennictwem Maryi, przez Jej ręce.
Maryja jest nazywana przez lud rzymski do dnia dzisiejszego w tymże kościele: Salus Populi Romani – ratunek ludu rzymskiego. W naszym kościele, w naszej Kolegiacie, mamy kopię tegoż obrazu Matki Bożej Śnieżnej. Oby Ona stała się dla nas Tą, którą będziemy nazywać Salus Populi Jaroslawiensis – zbawienie ludu tej Ziemi, tego Miasta, tej Parafii, tego miejsca. Obyśmy tutaj doznawali licznych łask, przez Jej ręce, by spływały na nas te łaski, o które prosimy Boga przez Jej wstawiennictwo, by spadały na nas jak owe białe płatki róż, by Maryja wypraszała nam w tym miejscu to o co prosimy, to czego potrzebujemy.
W naszej świątyni, Maryja w obrazie Matki Bożej Śnieżnej, jest czczona jako Królowa Rodzin, bo jakże blisko Maryja pozostawała problemom rodziny. Kiedy sama dowiedziała się, iż ma zostać z woli Bożej, Matką Jezusa Chrystusa, śpieszy mimo swojego stanu, odległości, górskiej krainy, do krewnej Elżbiety, która również spodziewa się dziecka i potrzebuje pomocy. Czuje się jakby w obowiązku pomóc swojej krewnej. A jakże troszczy się Maryja o swoją rodzinę. Przedstawia Panu swoje narodzone w Betlejem Dziecię, to które musiała złożyć w żłobie, bo nie było dla Niego miejsca w gospodzie. W niebezpieczeństwie grożącym ze strony Heroda, ucieka razem z Józefem i Dziecięciem do Egiptu, aby tam przeczekać ten okres. Ona prowadzi z Józefem 12-sto letniego Jezusa do Świątyni, a gdy Ten się gubi, szuka go wytrwale i mówi: „Synu czemuś nam to uczynił? Oto Ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Maryja jest obecna przy Chrystusie podczas Jego nauczania, szczególnie w momencie rozpoczęcia publicznej działalności. Jest blisko tworzącej się rodziny, która zaprosiła ich na wesele. Ale oto spotkało ich wielkie, smutne wydarzenie – zabrakło wina. Nie mieli już czym uraczyć gości. Maryja zauważyła smutek tych dwojga ludzi, smutek, który nie powinien pojawić się u początku nowej rodziny, nowego małżeństwa. Dlatego mówi zatroskana do swego Syna: „Wina nie mają”. A do sług mówi: „Uczyńcie wszystko cokolwiek wam powie”. Maryja jest obecna w różnych momentach działalności Chrystusa, ale przede wszystkim jest obecna przy Nim na Drodze Krzyżowej i pod Krzyżem, gdzie otrzymuje od swojego Syna testament: „Niewiasto oto Syn Twój. Synu oto Matka Twoja. I od tej godziny wziął ja uczeń do siebie”. Maryja stała się wówczas Matką nie tylko tego jednego umiłowanego ucznia, ale stała się Matką wszystkich uczniów Chrystusa. Wśród nich również i my jesteśmy.
Maryja zwana jest w naszym obrazie Królową Rodzin, a dziś rodzina tak bardzo potrzebuje troski i opieki, ponieważ jest tak mocno atakowana, i jest niestety instytucją zagrożoną. Człowiek troszczy się o zagrożone zwierzęta, ptaki, rośliny. Potrafi nawet dla uratowania jakiejś żabki przypiąć się łańcuchem do pnia. Nie potrafi jednak z taką samą determinacją, bronić zagrożonej rodziny, która jest wyśmiewana i atakowana, której grozi niebezpieczeństwo owego apokaliptycznego wielogłowego smoka, czekającego na dziecię, które ma porodzić niewiasta, aby je pożreć. Ten wielogłowy smok w różny sposób, przez media i środki przekazu, atakuje rodzinę. Atakuje przez współczesne, wydawało by się bardzo postępowe prawodawstwo przeciwstawiające prawdziwej rodzinie karykaturę rodziny, propagując związki wynikające nie z miłości ale z wypaczenia i zwyrodnienia. Rodzina jest zagrożona przez owego smoka apokaliptycznego, a nie ma obrońców, a jeżeli są, to jest ich zbyt mało. Dlatego też trzeba uciekać się po pomoc do Tej, która troszczyła się o rodzinę swoją, która troszczyła się o rodzinę w Kanie Galilejskiej. Maryja do swego Syna zdaje się mówić: Oni w swoich rodzinach nie mają miłości. We współczesnych rodzinach brakuje odpowiedzialności, brakuje troski o dobro rodziny, o największą wartość jaką posiada rodzina, czyli o życie ludzkie od samego początku – od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Rodzina staje się zaprzeczeniem strażniczki życia ludzkiego, bo w rodzinie grozi dzisiaj często niebezpieczeństwo śmierci, zarówno tym, którzy się jeszcze nie narodzili, jak i tym, którzy wydają się w rodzinie już, ze względu na swój wiek albo stan zdrowia, niepotrzebni. Model rodziny propagowany przez apokaliptycznego smoka, raczej jest zagrożeniem dla ludzi, dla życia. To nie jest model dla życia, to jest model rodziny dla śmierci, i jej karykatura.
Maryja dzisiaj przedstawia Chrystusowi, problemy i potrzeby współczesnej rodziny. Ile jest tych potrzeb? Brak miłości w rodzinach, dzieci niechciane, zaniedbane, porzucone, już w łonie matki nafaszerowane narkotykami i alkoholem. Dzieci na które nikt nie czeka, które raczej były przeznaczone do zabicia niż do wychowania. Maryja chce przedstawić dzisiaj Chrystusowi prośby i potrzeby współczesnej rodziny. Jak wielkie jest zapotrzebowanie na serce kochającej matki, na serce kochającego ojca, na uczciwość małżeństw, wierność, wierność nie tylko w momentach kiedy jest wszystko dobrze, ale również wierność i uczciwość w momentach próby i doświadczenia, w momentach zdawałoby się klęski.
Obecna Msza św. jest sprawowana w intencji matek i rodzin oczekujących dzieci, jak również w intencji tych rodzin, które pragną własnego dziecka, ale nie mogą ich mieć. To również prośby, które chcemy Bogu przedstawić przez ręce Maryi. Ileż dzieci, tzw. sierot społecznych czeka na przybranego ojca i przybraną matkę. Ile dzieci w Polsce i na całym świecie czeka na duchową adopcję, na otwarte serce matki i ojca. Z pewnością jest to trudne do przyjęcia, kiedy nie można cieszyć się własnym potomkiem, ale nie jest to tragedia, wobec możliwości przyjęcia cudzego dziecka za swoje. Ileż musi być radości w tym, gdy cudze dziecko może do kobiety pragnącej mieć dziecko, powiedzieć mamo a do mężczyzny powiedzieć tato i za takich ich uważać. Otwórzmy więc swoje serca na potrzeby tylu ludzi, których nikt nie kocha, którymi może wielu pogardza, bo mają jakiś defekt, bo są chore, odrzucone, niechciane, bo są niczyje. To wszystko w czasie tej Mszy św. przedstawmy Chrystusowi przez ręce Maryi, Królowej Rodzin. Przedstawmy te wszystkie sprawy, które dotyczą nas bezpośrednio, ale które również dotykają wielu znanych i nieznanych nam rodzin i prośmy, by Maryja i dla nas i dla wszystkich, którzy uciekają się pod Jej obronę, była ratunkiem, by była ratunkiem dla całego dla wierzącego ludu. Amen.