Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

Siostry i Bracia, pozwólcie, że na początek podzielę się doświadczeniem obecności, opieki Matki Bożej. Kiedy wstąpiłem do zakonu, kiedy byłem w nowicjacie z braćmi, przekazano nam pewną piękną tradycję, którą praktykowaliśmy. Każdego ranka, przed pójściem do kaplicy na wspólne modlitwy, jako bracia nowicjusze klękaliśmy na korytarzu nowicjatu przed obrazem. Obrazem, który przedstawiał Matkę Bożą – Stojącą Panią. Miała Ona płaszcz rozciągnięty na ramionach, a pod nim ukrytych braci i siostry z rodziny dominikańskiej. Każdego ranka, kiedy klękaliśmy przed tym obrazem, odmawialiśmy modlitwę Pod Twoją obronę. Polecaliśmy się opiece Matki Bożej, prosząc o Jej wstawiennictwo na cały rozpoczynający się dzień. To była piękna tradycja, którą praktykowałem jako młody dominikanin, nowicjusz – i coś z tego mi zostało. Każdego dnia rano polecam się opiece i wstawiennictwu Matki Bożej, każdego dnia rano przed modlitwami odmawiam właśnie Pod Twoją obronę. Polecam się pod Twoją obronę, Matko Boża.
Kochani, pozwólcie, że przytoczę jeszcze historię, skąd się wziął wspomniany obraz. Opowiada ją jedna z legend dominikańskich. Otóż kiedy święty Dominik założył zakon, Matka Boża poleciła mu, aby jego bracia i on sam modlili się przez Jej wstawiennictwo, aby czcili Ją jako swoją Matkę. Któregoś dnia Dominik miał taki sen: znalazł się w niebie; dostrzegł tron, na którym siedział Pan Bóg. Po Jego prawicy był Jezus Chrystus. Dominik dostrzegł też obok piękną Panią, była to Maryja. Zaczął rozglądać się w lewo i w prawo, zauważył wielu świętych. W pewnym momencie jednak się zasmucił. Nie widział bowiem w niebie żadnego dominikanina. Spojrzał na Maryję i powiedział: Przecież to Ty powołałaś nasz zakon, przecież to Ty prosiłaś, abyśmy głosili Twoją chwałę, abyśmy odmawiali różaniec. Wtedy Matka Boża uśmiechnęła się, odchyliła swój płaszcz, a pod nim byli bracia dominikanie. Oblicze Dominika rozpromieniło się radością. Jest to oczywiście legenda. W każdej jednak legendzie jest ziarnko prawdy, które zostawia nam tradycja.
Warto oddawać się pod opiekę Matki Bożej, zawierzać się Maryi każdego dnia – jako tej, która jest naszą nie tylko Pocieszycielką, ale naszą Wspomożycielką. Jest – śmiałbym powiedzieć – Matką niezawodnej nadziei. Taką Matką, która prowadzi nas w stronę nieba i w stronę Pana Boga. Czyni to najszczerzej, najczyściej, najdelikatniej. Prowadzi nas jak Matka – za rękę. Warto z taką nadzieją wpatrywać się w Maryję, w Jej oblicze. Z taką nadzieją warto odmawiać każdego dnia Zdrowaś Maryjo, Pod Twoją obronę i różaniec. Różaniec to nasza droga do nieba. Jedno zdrowaś po kolejnym zdrowaś przybliża nas do Pana Boga.
Kochani, zadziwiające jest to, jak bardzo ludzie potrafią zaufać Panu Bogu. Kiedyś byłem na rekolekcjach w Łodzi. Miasto o wiele większe od naszego, ale jednocześnie bardzo szare, smutne i – wydaje się – jedno z bardziej zlaicyzowanych miast Polski. To miejsce, w którym ludzie już w niewielkim stopniu pamiętają o Panu Bogu i przyjmują Go do swego życia. Tam właśnie spotkałem pewnego inżyniera – emeryta. Był już po siedemdziesiątce. Kiedyś zaproponował mi wycieczkę po Łodzi. Skorzystałem z zaproszenia, gdyż nie znałem tego miasta. Mój przewodnik zaczął mnie obwozić po różnych zakątkach miasta, pokazywać różne budynki, które skonstruował. Zaczął mi o tym opowiadać. Uderzyło mnie, że jest tym niesamowicie zafascynowany. To, co mówił, promieniowało jakąś świeżością i radością. Nie było w tym przygnębienia, nie dało się wyczuć nuty szarości, poczucia podeszłego wieku i przeświadczenia, że wszystkiego już w życiu dokonał i teraz pozostaje oczekiwanie na śmierć z różańcem w ręku. Nie! On był pełen życia. Jego słowa błyszczały jakąś iskrą nadziei – i to mnie strasznie urzekło. Pomyślałem: niesamowite, że w takim wieku człowiek potrafi fascynować się życiem, umie z lekkością patrzeć w przyszłość. Kiedy potem zabrał mnie do siebie do domu, usiedliśmy z nim i żoną przy herbacie. W rozmowie wyszło, że to człowiek autentycznej, głębokiej wiary i nadziei. Mówił: Proszę ojca, ja nigdy nie tracę nadziei. Wiem, że Matka Boża jest ze mną, że Matka Boża mi pomaga każdego dnia. Dlatego nigdy nie tracę nadziei. To było niesamowite odkrycie i świadectwo. Kiedy Matka Boża jest z nami, to człowiek nie ma podstaw ku temu, aby tracić nadzieję. Mówię to po to, abyśmy umieli z taką właśnie nadzieją spoglądać w stronę nieba, abyśmy z taką nadzieją mogli spoglądać na nasze życie. Nawet gdy jest ono trudne, nawet kiedy doświadczamy choroby, przygnębienia, zmartwień, takiej codziennej egzystencji. Kiedy może właśnie córka czy syn stracili pracę, kiedy borykamy się z pewnymi problemami, trudnościami – jest niezawodna nadzieja. Nadzieja w Matce Bożej i powierzanie siebie Matce Bożej. Skoro Maryja jest ze mną, to wszystko inne, dzień po dniu się ułoży. I może nie tyle patrzmy, co będzie za 5, 10 lat czy 20 lat, ale co będzie jutro. Czy wstając jutro, powierzę się Matce Bożej i zaproszę Ją do swojego życia?
Kiedyś pracowałem w Szczecinie – też na takiej ziemi, która nie była przesiąknięta głęboką wiarą ludzi. Odwiedzając chorych w pierwsze piątki miesiąca z Komunią Świętą, uczęszczałem do pewnej staruszki, która miała niemal 100 lat. Nie wychodziła z domu, siadała tylko na łóżku. Większość dnia spędzała leżąc, obok miała radio, wraz z którym się modliła, kiedy słuchała Radia Maryja. Na kraju łóżka wisiał różaniec. Kiedy przychodziłem, brała ten różaniec do ręki i mówiła: Tu jest moja siła. W Matce Bożej jest moja siła. Nie wiem, czy dożyję następnego dnia, ale dzisiaj proszę, by Matka Boża dawała mi siłę. Pracowałem tam 7 lat i przez cały ten czas odwiedzałem tę kobietę. Nieraz było tak, że mówiła: Nie wiem, czy się za miesiąc spotkamy. Odpowiadałem, że jak Pan Bóg będzie chciał, to się spotkamy. Za miesiąc, pełna uśmiechu, witała mnie z Najświętszym Sakramentem i cieszyła się niesamowicie, że może przyjąć Pana Jezusa. To była jej nadzieja: modlitwa przez wstawiennictwo Matki Bożej i Eucharystia, którą mogła przyjmować tylko w domu. Kiedy nie była już w stanie uczestniczyć we Mszy świętej w kościele, czekała i cieszyła się, że Pan Jezus sam do niej przychodzi. Któregoś dnia jej syn powiedział mi takie słowa: Żeby ojciec wiedział, jak ona czeka, jak ona spogląda w kalendarz i wypatruje, kiedy będzie ten pierwszy piątek miesiąca. A niech tylko ojciec by spróbował się spóźnić, to płakałaby i nasłuchiwała, czy aby nie skrzypią schody na klatce. Tak bardzo wielką nadzieję pokłada w Matce Bożej i tak wielką siłę swego życia upatruje w Eucharystii.
Popatrzcie, jak wielki skarb mamy dzięki Jezusowi Chrystusowi, dzięki tradycji Kościoła. Jak wielki skarb mamy w postaci Eucharystii, którą możemy każdego dnia przyjmować, kiedy na całym świecie sprawowane są Msze święte. W każdym kościele w sposób całkowicie swobodny możemy przyjść i zetknąć się z Jezusem w Eucharystii. Jaki wielki skarb mamy w osobie Matki Bożej, która nam patronuje, przewodzi, która czuwa nad nami. Czyni to jak Matka troskliwa, delikatna, subtelna, kochająca, która ogarnia nas swoim płaszczem – niczym na opisywanym na początku obrazie. Zachęcam Was, abyście właśnie tak wyobrażali sobie Matkę Bożą – jako tę, która pod swoim płaszczem trzyma każdego z nas, która pod swoim płaszczem trzyma Waszą rodzinę. Trzyma także tych, którzy nie domagają, za których trzeba się szczególnie modlić. Właśnie w Niej, naszej Opiekunce najukochańszej, pokładajmy nadzieję, a będziemy w pełni entuzjazmu każdego dnia. Amen.