Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 08.02.2012, świętujemy imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

18.03.2009 @ 07.55

4 marca 2009 r. – Z wielką pokorą stajemy u stóp Matki Bożej, Królowej Jarosławskich Rodzin

4 marca 2009 r. – Z wielką pokorą stajemy u stóp Matki Bożej, Królowej Jarosławskich Rodzin
4 marca 2009 roku modlitwie nowennowej w Kolegiacie przewodniczył archiprezbiter Jarosławski, proboszcz parafii pw. Chrystusa Króla w Jarosławiu, ks. prał. Andrzej Surowiec. On też wygłosił do czcicieli Matki Bożej okolicznościową homilię. Poniżej zamieszczamy jej tekst.

 

Z wielką pokorą stajemy u stóp Matki Bożej – Królowej jarosławskich Rodzin. Przychodzimy jako dzieci do najlepszej Matki, aby powiedzieć o swoich problemach, a zwłaszcza o swoich niepokojach na trudnej drodze życia.
 

Przyszło nam żyć w czasach ogromnego tempa, jakie niesie dzisiejsza cywilizacja. Przed nami ciągle nowe wyzwania – niekiedy bardzo trudne, gdzie trzeba podejmować szybkie, odpowiedzialne decyzje. Nie jest to jednak łatwe. O skali zagrożeń świadczy min. fakt, że gubią się w tym wszystkim nawet ludzie o długiej formacji. Tak trudno zachować równowagę duchowo-psychiczną. a jeszcze bardziej konsekwentną postawę Bożego człowieka. Ciągle brakuje nam ludzi – liderów o jednoznacznej postawie katolickiej. Ludzi wiernych i świadomie odpowiedzialnych za Kościół, za parafię i rodzinę. Brakuje ich zarówno wśród elit politycznych, jak i we wspólnotach parafialnych. Zbyt łatwo ulegamy nastrojom i modom – często skrajnie różnym. Chwilami niczym nie różni się to od sytuacji, w której najpierw wołano: Hosannna, a zaraz potem: Ukrzyżuj. Dlatego potrzebujemy wzmocnienia, potrzebujemy Bożej łaski, dlatego właśnie przychodzimy po pomoc do naszej Najlepszej Matki, Królowej Rodzin.

Przyczynę zagubienia widzimy bowiem m.in. w słabnącej roli rodziny, która dziś – jak nigdy dotąd – narażona jest na ogromne niebezpieczeństwa, na jeszcze nie tak dawno zupełnie nieznane ataki. Niestety, w wielu wypadkach rodziny są dziś za słabe, aby sobie z tym poradzić. Dlatego, przychodząc tutaj w postawie szczerości, przed Naszą Matką pragniemy jeszcze raz uświadomić sobie, jakie niebezpieczeństwa nam grożą i jak szukać dróg wyjścia.
 

Przychodzimy, aby m. in. oddać pod opiekę już około 90 tys. polskich euro sierot, które tęsknią za swoimi rodzicami, przebywającymi za granicą. Ci ludzie nie mają żadnej pewności, że po powrocie będą jeszcze stanowić rodzinę. Chcemy przed Twoim Obliczem, Matko i Królowo, bić też na alarm, bo drastycznie zmalała dzietność w małżeństwach. Wynosi ona zaledwie 1,2 dziecka na jedną kobietę, podczas gdy tylko dla podtrzymania stanu ludności potrzeba co najmniej 2 dzieci na miejsce dwóch odchodzących rodziców. Oznacza to, że wymieramy. Chcemy też przemówić głosem milionów dzieci nienarodzonych, bo ciągle dokonuje się zbrodni i nie wolno nawet nazywać tego po imieniu. A już absolutnie nie wolno tego pokazywać – choćby na zdjęciach, bo zbyt drastyczne, brutalne..., bo to za duży wyrzut sumienia.Chcemy upomnieć się o poszanowanie dla osób starszych w; rodzinie, o zapewnienie im godnych warunków do życia, do leczenia – a jak przyjdzie właściwy czas o godną śmierć w otoczeniu najbliższych osób z rękami pełnymi miłości... Chcemy także polecić mocno skrywany handel ludźmi, który łączy się albo z niewolniczą pracą, albo nawet ze śmiercią w celu pobrania ludzkich organów.
 

To wszystko nas przerasta. Sami jesteśmy bezsilni. Możemy jedynie łączyć się w modlitewnym błaganiu, aby Królowa Świata pomogła przemienić lodowate ludzkie serca. Serca, które powinny zrozumieć, że każda wolność silniejszych ma swe granice zawsze tam, gdzie rozpoczyna się wolność drugiego, nawet słabszego człowieka. Ten bezsilny człowiek również ma godność dziecka Bożego.
 

My wiemy, że wszelkie dobro (podobnie jak zło) ma swój początek tam, gdzie człowiek przychodzi na świat czyli w rodzinie. Popsuta rodzina daje początek zła wśród dzieci. Stąd nasze coraz większe zaniepokojenie o rodzinę i warunki jej egzystowania.
 

Myślę jednak, że stając przed Jarosławską Panią z otwartymi sercami, jesteśmy w stanie właśnie od Niej usłyszeć, że wiele zależy od nas samych. Wiele zależy od naszej dobrej woli i pozytywnej determinacji w działaniu. Musimy uwierzyć, choćby ze względu na autorytet Jana Pawła II, że budowanie cywilizacji miłości nie jest fikcją; jest bardzo możliwe i zależne od każdego człowieka indywidualnie.
 

Musimy więc najpierw przeciwstawić się wszelkim tendencjom relatywistycznym, czyli tym poglądom, które mówią że nie ma trwałych wartości. Taka postawa neguje Boga, każe twierdzić, że wszystko jest względne i zależne od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Jedynym kryterium w decyzjach jest to, aby mnie – tu i teraz – było dobrze. Takim tendencjom bardzo łatwo ulega nasza młodzież, nie zdając sobie sprawy, że tak funkcjonuje m.in. prawo buszu...
 

Dalej... Musimy bronić poszanowania dla tradycji – równie ważne są tradycje religijne, rodzinne, jak i patriotyczne (wszystkie bez wyjątku są ośmieszane). Jak w takiej sytuacji można mówić o współpracy międzypokoleniowej?! Nie da się przecież wszystkiego ciągle zaczynać od nowa... A co najważniejsze – młodsze pokolenia przy takich nastrojach tracą motywację do obrony tego, co wypracowali ojcowie. Nie mówiąc już o sytuacjach, w których za wielkie wartości byliby gotowi oddać życie.
 

Po trzecie... Swoim życiem musimy bardziej skutecznie świadczyć, że jedyną szansą dla nas jest droga Dzie¬sięciu Przykazań, Odwieczne Prawo Boże, prawo natury – prawo Stwórcy, w którym ponad wszystko jest jednak prawo miłości Boga i bliźniego. Żyjąc bowiem według tego prawa, dodatkowo umocnieni przez Boga w sposób sakramentalny, będziemy umieli zachować właściwy dystans do świata – czyli zachować odpowiednią równowagę psychiczną. Będziemy umieli patrzeć i oceniać Bożymi kryteriami, i nie stracimy sprzed oczu celu ostatecznego. Będziemy mocarzami Ducha!
 

Za wszelką cenę musimy również bronić definicji rodziny w jej katolickim rozumieniu. Ważny apel w tym względzie wystosował m. in. Ojciec Święty Benedykt XVI. Przypomniał on mocą całemu światu, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety, i żaden inny związek nie ma prawa używać tej nazwy. Tylko w takim małżeństwie, w sposób naturalny bierze początek nowe życie. Małżeństwo rozumiane jako trwała wspólnota, staje się też pierwszą i najważniejszą instytucją wychowawczą dla dziecka.
 

Wydawałoby się to oczywiste. A tymczasem zauważamy, że ginie pojęcie rodziny jako trwałej wspólnoty skierowanej na przyszłość. Proponuje się we wszechobecnych mediach tzw. nowe modele rodziny: związki na próbę, związki na określony czas, związki partnerskie wg zasady: małżeństwo tak – rodzina nie. Bardzo to odpowiada niektórym młodym ludziom, którzy zobowiązania do wierności czy odpowiedzialności traktują jako nierealne i nieżyciowe. W takim rozumieniu rodzina przestaje być jedną z najważniejszych i podstawowych wartości w życiu człowieka, bowiem zostaje zredukowana i podporządkowana innym doraźnym celom, np. względom materialnym. Konsekwentnie dzieci nie są już darem od Boga, stają się raczej przedmiotem – rzeczą, którą można sobie zafundować (i to dosłownie). A ewentualne pomyłki można regulować aborcją zwłaszcza gdyby np. dziecko było niewygodne lub po kalkulacji okazałoby się, że jest zbyt dużym wydatkiem. Ewentualnie gdyby nagle pojawiła się w tym czasie nowa, atrakcyjna propozycja, np. podróż dookoła świata, która jest zdecydowanie tańsza i bardziej atrakcyjna niż wychowanie dziecka.
 

Musimy więc podkreślać i różnymi sposobami podnosić rangę przysięgi miłości i wierności małżeńskiej. Musimy jako społeczność katolicka z dużymi tradycjami tworzyć takie warunki życia, aby młodzi ludzie – trzeba dodać, że w dobie współczesnej szczególnie słabi psychicznie i podatni różnym zgubnym nowinkom – mieli większy szacunek dla rodziny; aby mądrzej i rozsądniej dokonywali doboru przed ślubem, i w przyjaźni z Bogiem podejmowali ostateczną decyzję. Ktoś zauważył, że symbolem dużych zmian mentalnych jest min. Zmiana nazewnictwa przed małżeństwem, jak i samego małżeństwa. Dziś na przykład niechętnie używa się słów narzeczony, narzeczona, raczej mówi się w kategoriach bycia parą, bycia ze sobą, bycia na próbę. Ginie powoli (szczególnie w mediach) określenie: mąż – żona. Dla fałszywej poprawności używa się określeń: partner – partnerka. To nazewnictwo wynika z bardzo płytkiego traktowania instytucji narzeczeństwa i małżeństwa. A skutek jest taki, że odarcie narzeczeństwa z intymności, powściągliwości, ofiarności na rzecz postawy brania i używania, prowadzi później do zastraszającej skali rozwodów. W niektórych krajach rozpada się już co drugie małżeństwo. Polska niewiele odbiega od tej statystyki. W minionym roku rozwiodło się w naszej Ojczyźnie około 60 tysięcy małżeństw. A ile było z tego tytułu tragedii dzieci i samych małżonków? To wie tylko sam Pan Bóg. Te statystyki muszą nas przerażać, a jednocześnie powinny nas zobowiązywać i mobilizować.
 

Stylem Kościoła Katolickiego jest troska i praca nad konkretnym człowiekiem, nad jego wnętrzem. Niech więc i dla nas, wiernych czcicieli Matki Bożej Królowej Rodzin, wielkim wyzwaniem stanie się walka o prawidłowe, szlachetne sumienia naszych ojców, naszych matek i naszych dzieci. Niech to będzie w duchu wierności prawdzie i sprawiedliwości. Pamiętajmy jednak, że źródłem naszej siły może być tylko miłość i miłosierdzie – tak czyste i piękne, jak u pierwszych chrześcijan. A więc budujmy – wytrwale, konsekwentnie i z Bożą pomocą – lokalną, rodzinną cywilizację miłości. Amen.
 


Red.

wstecz