Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 09.09.2010, świętujemy imieniny: Aldony, Jakuba, Sergiusza | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

20.04.2009 @ 07.14

1 kwietnia 2009 r. – Bądź pozdrowiona Maryjo Królowo Rodzin...

1 kwietnia 2009 r. – Bądź pozdrowiona Maryjo Królowo Rodzin...
W pierwszą środę kwietnia (1 IV 2009 r.) homilię na nowennie o koronację cudownego wizerunku Matki Bożej Śnieżnej wygłosił rektor jarosławskiego Opactwa ks. prał. Marek Pieńkowski. Poniżej publikujemy treść homilii Księdza Marka.

 

Bądź pozdrowiona, Maryjo Królowo Rodzin, której przychodzę pokłonić się jako tutejszy parafianin. Bądźcie pozdrowieni Jej wierni czciciele, którzy nie tylko w pierwsze, nie tylko w każde środy miesiąca, ale o wiele częściej klękacie tutaj w świątyni, aby powierzać Jej swoje troski i swoje nadzieje. Dzisiaj jest dzień nieco inny niż wszystkie. Od rana uważniej słuchamy naszych rozmówców, orientując się, czy ktoś nie próbuje nam zrobić jakiegoś żartu, czy nie próbuje nas zapędzić w jakąś śmieszną sytuację. Od rana słuchamy radia czy czytamy gazety lub portale internetowe, zastanawiając się, czy któraś z podanych wiadomości nie jest primaaprilisowym żartem. Prima aprilis; prima – pierwszy, aprilis – kwietnia. Po prostu nazwanie daty w języku łacińskim, a w naszym szarym życiu taki dzień, kiedy uśmiechamy się. A może boimy się, aby ten żart wobec nas nie okazał się zbyt mocny? Dzisiaj jedno z mediów musiało czym prędzej wyjaśniać, że informacja o końcu świata, którą podali, jest nieprawdziwa. Była ona bardzo naukowo uzasadniona, była poparta jakimś autorytetem astrofizyka i wiele osób zamiast się uśmiechnąć, po prostu przestraszyło się końca świata. Jak to jest ze śmiechem, radością, żartem, dowcipem w naszym życiu, w naszej codzienności? Czy można o tym mówić tutaj, w świątyni, przed w miarę chyba poważnym wizerunkiem Pani Jarosławskiej?
 

Moi Drodzy! Pismo święte nie tak często mówi o radości Pana Jezusa i Matki Bożej. Czy dlatego, że się nie uśmiechali? Raczej nie, byli normalnymi ludźmi – tak jak każdy z nas. Śmiali się i radowali jak każdy człowiek, ale Pismo święte jest tylko wielkim skrótem ich życia i nie pisze o rzeczach oczywistych. Popatrzmy, ile razy czytamy o tym, że Pan Jezus zasnął? Tylko raz, gdy było to w samym środku burzy i żaden inny człowiek pewnie by nie zmrużył oka. Ile razy czytamy, że Pan Jesus zjadł posiłek? Też niezwykle rzadko, chyba że przy tej okazji rozmnożył chleb dla wielu tysięcy albo była to pierwsza Eucharystia, gdy zwykły chleb przestał być zwykłym chlebem. Pismo Święte nie mówi nam o rzeczach oczywistych. Na to szkoda było kartek i zapisywania tego. Pan Jezus i Maryja śmiali się, uśmiechali, radowali równie często jak każdy z nas. Kiedy Ewangelia mówi o ich radości, to musi być ona jakaś szczególna np. kiedy Maryja przychodzi do św. Elżbiety, żeby niejako potwierdzić posłanie anioła. Kiedy może wreszcie porozmawiać o swoim wybraniu, wtedy krzyczy, a nawet śpiewa: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim zbawcy”. Chociaż w opisie wesela w Kanie Galilejskie nie ma nic o Jej uśmiechu, to była tam właśnie po to, by dzielić radość nowożeńców, by dzielić radość tej rodziny. Była tam po to, aby zapobiec zniknięciu uśmiechu z ich ust, aby nie zostali zawstydzeni przed całą okolicą, że zabrakło im wina. Jej Syn, Jezus, rozradował się z kolei w Duchu Świętym, gdy popatrzył na bogatego młodzieńca; gdy się dowiedział, że od dziecka przestrzegał przykazań.
 

Nie szukajmy takich miejsc, bo są to tylko szczególne chwile w życiu Jezusa i Maryi. Radość była natomiast ich codziennością. Czy gdy słyszymy o Jezusie, do którego lgnęli grzesznicy, celnicy i jawnogrzesznice, to wyobrażamy Go sobie jako człowieka z ponurą miną? Jako sędziego, który miał wydać wyrok śmierci? Czy jako kogoś, kto patrzył na nich z łagodnością, ze współczuciem, z nadzieją, z optymizmem?
 

Chyba tak. Radość jest czymś, co na kartach Biblii traktuje się jako coś normalnego i oczywistego. Radość jest czymś niezwykle chrześcijańskim – szczególnie od momentu, gdy Chrystus przezwyciężył ostateczne źródło smutku, jakim może być tylko i wyłącznie grzech człowieka. Jezus zwyciężył szatana i śmierć. Radość jest „obowiązkiem” każdego z nas. Ktoś zapyta: a gdy popatrzymy na wizerunki świętych, na wizerunki Maryi, Jezusa, także na wizerunek Śnieżnej Pani, to czy nie są one jakoś takie poważne; czy widzieliśmy kiedyś Maryję uśmiechniętą od ucha do ucha na jakimkolwiek obrazie? W Polsce istnieją dwa sanktuaria Matki Bożej Uśmiechniętej: jedno w miejscowości Pszów, a drugie w miejscowości Leśno. W jednym znajduje się obraz, a w drugim figura Maryi.
 

Moi Drodzy, dzisiaj specjalnie przyglądałem się ze wszystkich stron tym wizerunkom w Internecie i powiem Wam, że trzeba się naprawdę wpatrzyć, by dostrzec tam uśmiech Maryi. Oczywiście nie jest zasmucona, ten uśmiech jest bardzo leciutki. Nikt nie wymaga od Matki Bożej, tej nawet uśmiechniętej, żeby Jej radość była bardzo zewnętrzna, taka na pokaz. Żaden artysta nie ośmieli się nadać wizerunkowi Matki Bożej zbyt radosnego wyrazu twarzy, bo przychodzimy do kościoła nie tylko po to, aby dziękować, nie tylko po to, aby się cieszyć z różnych spraw i wydarzeń. Jakże często przychodzimy płakać. Kiedy mówimy o chorobie kogoś bliskiego, o śmierci kogoś bliskiego. Chyba byśmy się źle czuli, gdyby Matka Boża namalowana czy wyrzeźbiona w sposób jednoznaczny wskazywałaby, że Ona się śmieje w takim momencie. Jej oblicza we wszystkich świątyniach są takie raczej tajemnicze, jest przede wszystkim jakiś spokój, pogoda ducha, jakieś zamyślenie, refleksja. Ona przyjmuje wszystko, co Jej przedkładamy, chowa to w swoim sercu, przedkłada Swojemu Synowi, ale też jest pełna nadziei.
 

Dzisiaj przychodzi do nas nowa moda, powstała ona chyba w Ameryce, potem dotarła do Europy Zachodniej, ale powoli gości także i u nas. Wchodzimy do niektórych urzędów i widzimy uśmiechniętych pracowników. Tego wymaga od nich osoba, która ich zatrudnia. Mają być stale uśmiechnięci. Ale my przebywając z nimi, czujemy, że ten uśmiech jest jakby przyklejony do ich twarzy, że być może ta osoba nosi jakąś troskę w swoim sercu, ale nie ma prawa jej wyrazić w miejscu swojej pracy, musi się bowiem uśmiechać. Myślę, że nie raz w takim towarzystwie czujemy się gorzej, niż gdyby ten ktoś był ponury i zasmucony. I moglibyśmy się szczerze spytać: Co pani jest? Co panu dolega? Czy coś się stało w rodzinie? Uśmiech przyklejony do twarzy to nie jest coś chrześcijańskiego; to uśmiech na pokaz, radość za wszelką cenę. Wydobywanie takiej radości za pomocą alkoholu czy narkotyków nie jest absolutnie chrześcijańskie. A jaka jest chrześcijańska radość? Może właśnie taka, jak nosili ją w sobie Jezus i Maryja. Taka zwyczajna, prosta, wynikająca z nadziei pokładanej w Panu Bogu.

Niedawno w naszym mieście pojawiły się dwie siostry zakonne ze zgromadzenia Urszulanek Serca Jezusa Konającego albo Urszulanek Szarych – tak też są nazywane. Ich założycielka, św. Urszula Ledóchowska, zostawiła im pewien testament. My, kapłani znamy go dobrze, bo co roku w Jej wspomnienie odczytujemy go w kapłańskim brewiarzu. Pozwólcie, że tutaj, od tronu Matki Bożej, pozostawię testament Urszuli Ledóchowskiej, bo wyczytała go przed obliczem Bożym, przed różnymi wizerunkami Matki Bożej i odczytała go niewątpliwie jako wolę Bożą nie tylko dla swoich współsióstr, ale dla każdego wierzącego. Pisze tak: Podaję wam tutaj rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, a które szczególnie dziś w naszych czasach (pisała to chyba ponad sto lat temu, ale jest to bardzo aktualne) bardzo jest pożądane, mianowicie „apostolstwo uśmiechu”. Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca. Uśmiech na Twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do Ciebie, by Cię o coś poprosić, o coś zapytać, bo Twój uśmiech zwiastuje chętne spełnienie prośby. Nie raz uśmiech Twój może wlać do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. I jeszcze jedna piękna, głęboka, choć nie tak łatwa myśl. Pisze dalej tak: Ciężkie dziś życie i pełne goryczy, ale Bóg zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Bóg zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż, a więc Ty nie musisz tego przydawać. Nam pozostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej, przez rozsiewanie wokoło uśmiechów – tych małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często. Amen.

 


Red.
wstecz