Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 05.09.2010, świętujemy imieniny: Doroty, Justyna, Wawrzyńca | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

21.07.2008 @ 14.32

2 lipca 2008 r. – Dobra jest Matka, która króluje w Kolegiacie…

W lipcu (2 VII 2008) comiesięcznej modlitwie o koronację obrazu Matki Bożej Śnieżnej przewodniczył nasz rodak ks. Piotr Babijczuk. On też wygłosił homilię, którą zamieszczamy poniżej.

 

Księże Marianie, chcę Ci życzyć w 25. rocznicę kapłaństwa, którą obchodziłeś nie tak dawno, wiele radości z Twojej posługi oraz wiele miłości od Pana Boga i Maryi. Chcę Ci życzyć także wiele miłości od jarosławskiego ludu, który kocha Pana Boga i Maryję, który czci w naszej świątyni te najświętsze osoby. Tutejszy lud potrafi kochać również kapłanów; obyś zaznawał tej miłości jak najwięcej. Niech Twoi wszyscy patronowie Ci błogosławią, wstawiają się za Tobą u Pana Boga w niebie. Przeżyj, księże Marianie, z nami kolejne 25 lat, a potem następne 15: tego Ci życzę w imieniu zebranych rataj księży rodaków. Nie mogliśmy być w Kolegiacie w tą niedzielę, kiedy obchodziłeś swój jubileusz. Każdy z nas miał wtedy w swojej parafii zajęcia, ale sercem byliśmy przy Tobie.
 

Drugi ukłon w stronę Księdza Mariana jest spowodowany wielką wdzięcznością za to, że zaprasza nas, księży krajanów, abyśmy mogli czcić i uwielbiać Matkę Najświętszą, Matkę Bożą: Śnieżną, Królową Rodzin oraz modlić sie o szybką koronację Jej wizerunku. Wielką radością przepełniły się nasze serca, kiedy zostałeś tutaj proboszczem. Cieszymy się, że prowadzisz tutejszy lud do zbawienia. Jednocześnie dziękuję Ci, że pamiętasz o księżach pochodzących z tej parafii, że pozwalasz nam spotykać się z tymi, spośród których wyrośliśmy, że razem modlimy się do Matki Bożej Śnieżnej, Królowej Rodzin. Bóg zapłać, Księże Marianie! Wielkim zaszczytem i darem było dla mnie spotkać się z Tobą 16 lat temu. Byłeś wówczas proboszczem w Prusieku – to taka nieduża miejscowość koło Sanoka. Mnie los przydzielił też niedaleko Sanoka. W tym czasie Ksiądz Marian tworzył równocześnie Ośrodek Rekolekcyjny w Zboiskach. Jako młody kapłan wpatrywałem się w jego postać, byłem pełen podziwu i zachwytu. Tak sobie wtedy myślałem, żeby chociaż w jakiejś części być takim kapłanem jak Ksiądz Marian. Miałem nadzieję, że może kiedyś Pan Bóg mi na to pozwoli. Dziś wiem, że nawet do jednej czwartej nie dorosłem do tego. Kiedy będę miał 25 lat kapłaństwa, to stanę tutaj i może powiem, że chociaż w połowie jestem taki jak Ksiądz Marian.
 

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu innego wielkiego czciciela Matki Bożej, ogromnie ważnego człowieka – ks. prałata Bronisława Filę. To wielki kapłan, wielki człowiek i ukochany nasz proboszcz. Modlimy się za niego i dziękujemy za łaskę bycia z nim; za to, że pozwalał nam klękać przed obliczem Śnieżnej Pani. W środowe wieczory słyszeliśmy wielokrotnie jego piękne kazania, a teraz dobry Bóg dał mu chwałę nieba. Z wielką dozą radości i ogromnego szacunku trzeba ukłonić się w stronę ks. prałata Władysława Janeczki, naszego kochanego seniora. To wielki wzór dla nas, księży krajanów. Zawsze mogliśmy i możemy liczyć na jego modlitwy, na jego poradę i dobre słowo. Dziękujemy także ks. proboszczowi Aleksandrowi, wszystkim kapłanom wikariuszom, którzy nas tutaj gościli, gdy byliśmy klerykami; tym, którzy pracowali i pracują w naszej Kolegiacie. Bóg zapłać!
 

Moi kochani, napisać jedno słowo – MATKA – to bardzo dużo, ale jednocześnie napisać opasłe tomy o matce – to za mało. Każda z nich jest inna, ale każda jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, najlepsza – bo to przecież moja czy Twoja matka. Dzisiaj może już nie pamiętasz tej, która była piękna i młoda w sukni ślubnej, a potem czuła i wiedziała, że już jesteś. Ostrożnie się z Tobą obchodziła, aby Ci nie zrobić krzywdy. Liczyła dni, kiedy masz się urodzić, przygotowała wszystko na urodziny, na chrzest. Być może ten czas oczekiwania spędzała właśnie w tym kościele, klęcząc przed obrazem, rozmawiając z Królową Rodzin. – Ty jesteś szczęśliwa, bo masz już Syna; ja też będę miała dziecko – mówiła. – Matko Boska, proszę Cię, jeżeli urodzę syna, to niech będzie mądry, dobry – taki trochę do Twojego Syna podobny. A jeżeli urodzę dziewczynkę, to niech będzie ładna, dobra i mądra – taka do Ciebie podobna. Potem bolało Twoją matkę, ale zaraz nie pamiętała bólu rodzenia. Cieszyła się, że już jesteś na świecie. Później czekała na Twój pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, na pierwsze kroki. Była szczęśliwa, gdy ludzie mówili: taki do mamy podobny. Wreszcie przyszedł pierwszy dzień w szkole, pierwsza piątka, pierwsza spowiedź i Komunia św. Teraz urosłeś, jesteś już duży. A ona? Przybyło jej lat, nie jest już taka piękna, jak wtedy. Każdy kłopot zostawia uporczywie nową zmarszczkę na twarzy, ręce stwardniały, włosy posiwiały – ale nadal jest twoja i kochana – bo zawsze taka dobra. Gdy wracasz, czeka na ciebie z obiadem; gdy nabrudzisz, to uklęknie i posprząta. Wszystko, co masz, kim jesteś, to właściwie masz od niej, od swojej matki. Od tej, która niczego nie chce za swoją dobroć. Czasem tylko czeka na to, czy powiesz jej: Dziękuję Ci, Mamo, jesteś kochana. Ilu z nas już nie ma mamy, nosi tylko jej zdjęcie, odwiedza cmentarz, aby tam się z nią spotkać przez modlitwę. Czasem pojawi się we śnie, żeby przed czymś ostrzec. Takie są nasze matki. Każda jest najpiękniejsza, najlepsza, ukochana. I taka jest też ta Matka, która króluje w Kolegiacie.
 

Kochający ojciec czy kochająca matka... czyż nie mają oni zdjęć swoich dzieci, swojej rodziny? Gdy taka osoba gdzieś wyjeżdża, gdy kogoś z rodziny nie ma przy niej, czyż nie przygląda się tej fotografii i nie czci tego kawałka papieru? Tak, bo patrzy na osoby, które ta fotografia przedstawia. Tak samo i my wpatrujemy się w wizerunek Matki Najświętszej. Nie czcimy tylko samego obrazu, ale Maryję, Królową Rodzin. Ją ten obraz przedstawia i nie do obrazu wznosimy nasze modlitwy, ale do Maryi podnosimy nasze serca.
 

Kiedyś czytałem piękne zdania będące wypowiedziami mądrych kapłanów, ojców pustyni. Przytoczę jednego z nich, Makarego z Egiptu. Mówi tak: Nawet dziecko zbyt słabe i niezdolne, by na własnych nogach zbliżyć się do swojej matki, może zwrócić jej uwagę krzykiem i płaczem, gdy jest w potrzebie. I wtedy matka lituje się nad nim, ale jednocześnie jest zadowolona, że maleństwo jej pragnie. A ponieważ nie może ono przyjść do niej, ona sama – odpowiadając na jego pragnienie – bierze je w swoje ręce, czule pieści i karmi. Podobnie czyni miłująca Matka Maryja z duszą, która zwraca się do Niej z tęsknotą. Wystarczy, że damy Jej znać, iż Jej potrzebujemy. Tak wiele każdy z nas zawdzięcza Matce Bożej, naszej Królowej kolegiackiej. I może czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna, jest matka w życiu każdego człowieka. Przekonał się o tym mój kolega, który pracował w domu dziecka. Tam, na jednym ze stołów zobaczył wyryte nożem słowa: życie bez matki nie ma sensu. Rzeczywiście, jeżeli człowiek w swoim życiu duchowym zapomni o Matce, to jego codzienność zupełnie inaczej się układa.
 

Pamiętam takie zdarzenie, kiedy młody kapłan, neoprezbiter miał odprawić Mszę św. prymicyjną w swojej wiosce. Wszyscy mieszkańcy przyszli do kościoła i czekali. Zaśpiewali jedną pieśń, potem drugą, a kapłan nie wychodził. Poszli zobaczyć, co się stało. A księdza w zakrystii nie było. Patrzą, a on jest na cmentarzu. Podeszli bliżej i zobaczyli, że klęczy przed grobem swojej matki. Klęczy i mówi: Tyś jest matką życia mojego, Twoje ręce nigdy nie dotykały mojej twarzy, Twoje usta nigdy mnie nie pocałowały, nigdy nie przytuliłaś mnie do swojego matczynego serca. Kiedy ja się rodziłem, Ty umierałaś. Kiedy ja przychodziłem na świat, Ty musiałaś oddać życie, abym ja żył. Ten kapłan poszedł najpierw pobłogosławić grób swojej matki, która go urodziła, ponosząc jednocześnie najwyższą ofiarę. Życie bez matki jest ciężkie. To ona przecież prowadzi nas przez trudne i kręte drogi.
 

Kilkadziesiąt lat temu, w jednej z wiosek w zimowy wieczór kapłan został poproszony z Najświętszym Sakramentem do umierającego. To nie były takie czasy, jak dziś. Samochody często zawodziły, a jedna parafia obejmowała kilka wsi. Kiedy ksiądz namaścił chorego i udzielił mu Komunii św., ludzie zachęcali, by pozostał z nimi do rana. Szła śnieżyca, a na plebanię było co najmniej 10 km. Ksiądz – jak każdy człowiek – chciał jednak do domu. Po drodze wzmagał się wiatr i śnieg. Wreszcie po kilku kilometrach samochód odmówił posłuszeństwa. Kapłan nie wiedział, czy wracać do domu chorego, czy iść w stronę parafii. Wysiadł, a wiatr był okropny, sypał śnieg, droga zrównała się z polem. Trudno było zorientować się, jaki kierunek obrać. Ksiądz jednak szedł, walcząc z wichrem i śnieżycą. Wyciągnął różaniec i modlił się: Maryjo, nie pozwól, żebym tu umarł, żeby to pole stało się moim grobem. Szedł dalej i nagle wiatr zelżał, śnieg jakby stał się mniejszy. W oddali kapłan zobaczył światło. Przetarł z niedowierzaniem oczy, a ono dalej świeciło. Doszedł do pobliskiego domu, zapukał. Mieszkańcy pomogli mu wejść. Kiedy tak siedział i ogrzewał się, gospodyni powiedziała: Proszę księdza, to musi być cud, to musi być opieka Matki Najświętszej. Inaczej ksiądz by zginął na tym polu. Proszę księdza, córka położyła się spać, ale w pewnym momencie obudziła się i zaczęła krzyczeć Mamo! mamo! Poszłam zobaczyć, czy dziecku się coś nie dzieje, może coś jej się przyśniło. A ona mówi: Mamo, włącz szybko światło i odsłoń zasłonę. Mnie się przyśniła nasza Pani z kościoła i powiedziała: Dziecko, zapal światło, odsłoń zasłonę. Proszę cię mamo, zrób tak. Ta kobieta spełniła prośbę córki. A po chwili usłyszała pukanie do drzwi i wpuściła księdza. Moi kochani, takich przykładów pomocy Matki Bożej jest mnóstwo. Na pewno niejeden z nas przekonał się, że Królowa Rodzin pomaga. Bądźmy Jej za to wdzięczni, ukochajmy Ją z całego serca i przyprowadzajmy tutaj również młodych ludzi oraz dzieci.
 

Prośmy o nowe powołania do kapłaństwa i zakonu. Trzeba, by z naszej parafii młodzi ludzie ruszyli w stronę kapłaństwa, żeby zobaczyli ten wielki dar, jakim dobry Bóg na pewno obdarzy naszą Kolegiatę. Trzeba jednak się o to modlić. Wypraszajmy, moi kochani, kapłanów z naszej parafii. To już 12 lat, jak ostatni ksiądz stąd wyszedł, jak przyjął święcenia i odprawił Mszę święta prymicyjną. Proszę Was, módlcie się za kapłanów, polecajcie ich opiece Matki Najświętszej. Ci księża może o tym nie mówią, ale każdego dnia w swoim brewiarzu modlą się w intencji Was, parafian, w intencji osób służących Kolegiacie. A raz w tygodniu odprawiają Mszę św. za całą parafię. Módlmy się więc za kapłanów, polecajmy ich Maryi. Niech będą to dobrzy, święci, wspaniali księża. Niech mają piękne wzory. Niech kapłaństwo ich pociągnie, niech stanie się dla nich wielkim darem, ale też wielkim wyzwaniem. Musimy się o to modlić do Matki naszej, Królowej Rodzin. Amen.

 

Ks. Piotr Babijczuk
 


Red.
wstecz