Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

„Tak złota, że niepozorna, tak niebieska, że szara, tak sławna, że cicha, tak cudowna, że zwyczajna. Mój Boże o ile słów za dużo dlatego, że prawdziwa”.
Moi kochani! Tak pięknie modlił się i pozdrawiał Matkę Najświętszą nasz poeta, ks. Jan Twardowski. Z wielkim wzruszeniem staję przed wami w tej pięknej świątyni, gdzie bije żywo serce jarosławskiego ludu, który szczególnie czci każdej środy Matkę Najświętszą. Minęło już wiele łat, ale poznają te same twarze rozmodlone i pełne miłości do Matki Najświętszej. Pozdrawiam was wszystkich, wśród których wyrosłem i gdzie zrodziło się moje powołanie kapłańskie. Każda środa była dla mnie i dla mojej rodziny szczególną uroczystością, świętem ponieważ tutaj w naszej zacnej świątyni gromadzili się parafianie, aby czcić Matkę Najświętszą. Ciągle w tej świątyni, gdzie panuje szczególna atmosfera modlitwy, uwielbienia Pana Boga i Matki Najświętszej czuje się obecność kogoś kto dla Matki Bożej i dla ludzi oddał swoje kapłańskie serce. Pozwólcie, że przy tej okazji, w ten wieczór nowenny do Matki Bożej Śnieżnej podzielę się moją osobistą refleksją o moim przyjacielu ks. prał. Bronisławie Fili.
Moi kochani! Człowiek jedyny w swoim rodzaju, ktoś niepowtarzalny, można powiedzieć człowiek wielkiego formatu. Jak dziś widzę Księdza Bronisława, który jest obecny prawie na każdej nowennie do Matki Bożej, odprawiający nowennę i głoszący, jak zwykle, piękne kazanie o Niej. Jak dziś, widzę go w konfesjonale, po prawej stronie, gdzie z wielką ofiarą i rozmodleniem przyjmował penitentów. Kiedy w tej świątyni byłem ministrantem, a później lektorem Ksiądz Prałat wychowywał mnie, a także moich kolegów do prawdziwej pobożności maryjnej. Pamiętam bogatą oprawę nowenny do Matki Najświętszej, ludzi, którzy współpracowali z ks. Bronisławem Filą, Siostra Bernadetta wraz ze swoim zespołem instrumentalno – wokalnym, niezapomniana Siostra Jadwiga z dziewczynkami z asysty, wspaniali księża wikariusze współpracownicy Księdza Prałata. W żywej pamięci pragnę przywołać przynajmniej niektórych, obecnego tu do dziś ks. prał. Władysława Janeczkę, ks. Kazimierza Wójcikowskiego, ks. Edwarda Ożoga, ks. Władysława Drewniaka, śp. ks. Antoniego Ślusarczyka, śp. ks. Władysława Ubermana i wielu innych. Oni, wraz z Księdzem Prałatem, współtworzyli szczególną atmosferę maryjności. Nie można zapomnieć wspaniałych kościelnych, którzy za czasów Księdza Prałata Bronisława pracowali w tej świątyni, a byli to niezapomniany pan Jan Hebda, pan Antoni Antosiewicz, a także pan Krzeszowiec – organista, który w tak piękny sposób grał i wyśpiewywał chwałę Matki Bożej w każdą środę tygodnia.
Wszystkie prace, które podejmował, Ksiądz Fila zawierzał opiece Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Często widziałem go tutaj klęczącego pod obrazem Malce Bożej, a szczególnie w ciężkich chwilach, odprawiał Mszę św. wotywną do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Jako ministrant, a później jako kleryk często służyłem mu do Mszy św. Mój Boże! Jak dziś słyszę jego glos rozlegający się w świątyni, czy też biegnący z zakrystii, czy też z zewnątrz kościoła. Dwadzieścia lat temu w tej świątyni odprawiłem swoją Mszę prymicyjną, a było to 26 czerwca 1988 r. w tym dniu tak bardzo brakowało mi mojego przyjaciela i proboszcza Księdza Bronisława. Kiedy wracałem po święceniach kapłańskich z Przemyśla do Jarosławia to najpierw pojechałem nie do domu lecz na cmentarz na grób Księdza Prałata, aby tam w ciszy podziękować mu za wszystko i prosić go, aby mnie wspierał w mojej posłudze kapłańskiej. Często mówił do mnie – nie módl się, abyś został księdzem, ale módl się o to aby spełniła się wola Boża. I ta wola Boża się spełniła, wszystko co zaszczepił w moim sercu, wszystkie wartości staram się realizować w moim kapłańskim życiu.
Moi kochani! Muszę to przed wami wyznać, że podczas dwudziestoletniej posługi kapłańskiej czuję obecność Księdza Bronisława, a szczególnie gdy mam do załatwienia ważne sprawy dotyczące kościoła, ponieważ remontuję kościół, który bez mała ma 500 lat. Kiedy jest mi ciężko i trudno przyjeżdżam na stary cmentarz i tam polecam Księdzu Prałatowi intencje swego serca i tak jakoś, gdy przytulę swoją dłoń do jego grobowca to jakoś mi lżej. Pamiętamy pogrzeb ks. prał. Bronisława Fili, a była to właśnie środa. Po Mszy św. wieczornej, krótkiej nowennie udaliśmy się w wielkiej manifestacji ulicami Jarosławia na cmentarz, aby złożyć jego doczesne ciało i podziękować za służbę naszemu Dobremu Pasterzowi. Sądzę, że Ksiądz Prałat byt, jest i będzie zawsze żywy w naszej pamięci i będzie wspierał naszego obecnego prałata, Księdza Mariana przy pracach remontowych i nie tylko, i będzie wypraszał potrzebne łaski dla swojego następcy.
Dzisiaj stajemy u stóp naszej Matki, Jarosławskiej Patronki Rodzin i z głębi naszego serca pragniemy wołać: „Obraz został wyryty w mym sercu, obraz przepiękny, przemiły, symbol wszelkich łask obraz Bogurodzicy. Widziałem go na kraju mojej kołyski, na początku mojej pierwszej pielgrzymki, już wtedy jego rysy objawiły mi piękność Bożą. Tam nauczyłem się kochać moją Matkę i jako dziecko poświęciłem Jej cale życie”. Opowiada jeden kapłan: przypominam sobie jak w sobotę przed obrazem Matki Bożej w domu paliło się czerwone światełko i pytałem moją mamę co to znaczy? A ona mi odpowiedziała: Dziecko od dawien dawna sobotę poświęcono Matce Bożej dlatego w tym dniu trzeba dać szczególny znak miłości ku Niej. Gdybyśmy zapytali wielkich świętych naszego Kościoła: gdzie położyliście fundament świętości waszej? To na pewno by odpowiedzieli: Pod obrazem Matki Bożej. Wiele bowiem matek składało w duchu swoje dzieci, jeszcze przed wydaniem ich na świat, w ręce Matki Bożej. Św. Jan Vianey – proboszcz z Ars, jako młody chłopiec pasąc bydło przypinał obrazek Mani do drzewa, skupiał dookoła dzieci i razem z nimi odmawiał różaniec. Wielki św. Bernard po śmierci swojej matki oddał się na wyłączną opiekę Matki Najświętszej. Pius XII papież, jako uczeń, idąc do szkoły łub z niej wracając nieraz przez godzinę klęczał przed obrazem Matki Najświętszej modląc się. Wysłany potem jako legat do Niemiec trzy razy zatrzymywał się w Szwajcarii w opactwie Eisedel, i tam przed cudownym wizerunkiem prosił Matkę Najświętszą o siłę do wypełniania ciężkich i odpowiedzialnych zadań.
Dzwon na Anioł Pański, który rozbrzmiewał na początku naszego życia nie powinien zamilknąć w latach dojrzałości. Dante tak pięknie nazwał Matkę Najświętszą: „Słońcem południowym życia katolickiego”. Ten znak świetlany musi oświecać okres młodości. Jest rzeczą dowiedzioną, że młodzi chłopcy i dziewczęta, którzy w przełomowych i burzliwych latach swojego życia dochowali wierności Matce Najświętszej, pozostali wierni i Panu Bogu w wieku dojrzałym. Maryja, Gwiazda Poranna naszych lat dziecięcych, Słońce Południowe naszej młodości ma być również Gwiazdą Wieczorną naszego życia. Jest jasne i zrozumiałe, nic może zabraknąć matki lam, gdzie decyduje się sprawa naszej wieczności, bo Maryja jest również patronką umierających. W Wielki Piątek przyjęła tę rolę, opuszczony niby kamień na bruku, który wszyscy nielitościwie depczą, szedł Jezus z hańbiącym drzewem krzyża na ramionach na wzgórze Golgoty. Tak daleko byli przyjaciele, otaczali go wrogowie i szydzili z Niego. I oto jakaś niewiasta przeciska się z bocznej uliczki na trasę drogi krzyżowej by krok w krok iść za Jezusem na Golgotę. To była jego Matka, nie było matki na słonecznych wzgórzach Taboru, gdzie chciano stawiać namioty, gdzie było tak miło, gdy jednak nadchodziła śmierć Syna, Matka zjawiła się przy Nim i trwała na Kalwarii, dopóki nie przelał ostatniej kropli krwi. Wypełniła do ostatniego momentu rolę prawdziwej i kochającej Matki, a sama obecność Maryi przynosiła ulgę Jej Synowi. Kto policzy tych ludzi, dla których Maryja w chwili śmierci stała się dobrotliwą gwiazdą przewodnią? Dla wielu otwarła drogę do ojcowskiego domu. Kto zliczy tych, którym, uśmierzyła ból i uśmierzyła gniew – Syna? Jak piękne musi być niebo, gdy człowiek znajduje się w świetle chwały, a szczęśliwą śmierć zawdzięcza Matce Najświętszej.
Moi kochani! Gromadząc się dzisiaj przed cudownym obrazem naszej Matki, Pani Jarosławskiej, z głębi naszego serca, z głębi naszej duszy wołamy: Matko nasza i Królowo, Pani Śnieżna, módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
Ks. Artur Grzęda