Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 06.02.2012, świętujemy imieniny: Amandy, Bogdana, Doroty | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

10.02.2008 @ 12.53

6 luty 2008 r. (Środa Popielcowa) – Przyjdź Najświętsza Matko…

6 lutego 2008 r. w Środę Popielcową modlitwie przewodniczył rodak Kolegiaty, ks. Jan Rokosz pełniący posługę kapłańską w parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli.

 

Rozpoczynamy Wielki Post, a to jest szczególny czas łaski, szczególne Boże miłosierdzie. Ta moc Boża jakby pęcznieje, żeby eksplodować na nas. W naszej rodzinie parafialnej ten szczególny czas łaski jest złączony jeszcze z wydarzeniem nowenny oraz pożegnania obrazu Matki Bożej Śnieżnej. Zawsze widzimy naszą Matkę w Jej obrazie tutaj w centralnym ołtarzu, spogląda na nas od wieków. A dzisiaj drodzy, na początek Wielkiego Postu Ona jakby wychodzi z wielką bliskością do nas, stoi tutaj w tej świętej ikonie, spogląda na nas z bliska.
 

Będąc tutaj w tej naszej rodzinie i szczególnie wzywając Ją, jako Królową Rodzin na początku pragnę dać świadectwo jak mnie dotknęła Najświętsza Matka, Królowa Rodzin, Nasza Matka Jarosławska, Matka Boża Śnieżna. A było to drodzy tak: gdy rodzice sprowadzili się do Jarosławia, na ulicy spotkałem kolegów, którzy zaprosili mnie do kościoła na nowennę. Przyznam się szczerze, że nie byłem wcześniej ministrantem, a już zaczynałem szkołę średnią. Nowenna środowa dla nas młodych ludzi była zawsze wydarzeniem. Był to czas wielkiej łaski od Boga, czas wyboru papieża, czas wielkiego wylania Ducha. Tutaj w Kolegiacie życie duchowe tętniło niesamowicie. Wielu z nas pamięta te wydarzenia. I co pamiętam najbardziej z tych dni? Pamiętam najbardziej drodzy nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. I teraz z perspektywy czasu zaczynam o wiele bardziej to wszystko rozumieć, że to Ona mnie wtedy dotknęła, że to Jej miłość jak magnez ściągnęła mnie tutaj.
 

I wtedy też zaczęło się moim sercu jakieś pragnienie bycia tutaj bardzo często, także pragnienie modlitwy, także pragnienie wyzwalania się z różnych grzechów, pracy nad sobą. pewnego dnia zawołał mnie ksiądz proboszcz, prałat śp. Filia i mówi: kochany czy ty nie myślałeś o tym by być księdzem? Powiedziałem: nie. I tak zostało wrzucone pierwsze ziarno, które chociaż na początku ze strachu odrzuciłem. Wyobraźcie sobie, młody człowiek, który przyszedł bliżej ołtarza, dopiero poznaje te wszystkie sprawy, trochę się lęka, patrzy na księdza jak on przy tej wielkiej księdze stoi, czyta, nagle wiadomość: czy ty nie chciałbyś zostać księdzem? Ten strach jak to będzie możliwe, żeby czytać, żeby modlić się, żeby przemawiać do ludzi. Oczywiście, gdy pierwszy raz powiedzieli mi, że trzeba czytać czytanie, trzeba się uczyć, wziąłem sobie lekcjonarz do domu, z takim przejęciem w domu wieczorem czytałem to czytanie. Gdy wyszedłem pierwszy raz do czytania, to czułem jak moje nogi są z „waty”, ale jakimś cudem ostałem się przy tej ambonce.
 

Moi Drodzy! Po czasie widzę, że to było dotknięcie Matki Najświętszej, w tej niepowtarzalnej atmosferze, wspólnocie, że to była miłość Jej serca. Po czym jeszcze poznałem moi drodzy, że to Ona? Poznałem to po tym ze pragnąłem odmawiać różaniec i tak było, że rzeczywiście różaniec był dla mnie modlitwą, która mnie ciągnęła. Chociaż przyznam się szczerze, że nie zawsze, bo człowiek miody, pragnie różnych rzeczy, ciekawi go, wchodzi w różne ciekawostki i niebezpieczeństwa itd. Tak jak to młodość, nie zawsze przy niej jest roztropność, ale to Jej serce coraz bardziej oddziaływało. I tak właśnie się stało, że pewnego dnia, gdy już chyba skończyłem szkołę, przyszliśmy tutaj do ks. prałata Władysława, żeby go odwiedzić. Lubiliśmy z nim przebywać, był też naszym katechetą i on wyświetlał slajdy o Matce Bożej Fatimskiej, o Jej orędziu. I na tym tak niepozornym spotkaniu, żeśmy się chwileczkę zatrzymali, posłuchałem tego orędzia, jakiś wstrząs przeżył mój duch. Wtedy pierwszy raz w sercu usłyszałem: idź do Seminarium, będziesz księdzem. Popatrz się Matka Boża mówi o tym wszystkim, o pokucie, o nawróceniu, o ratunku dla świata. I taka wewnętrzna walka: a przecież ja nie potrafię, ja nie umiem, ja jestem zalękniony. Słyszę takie natchnienie: „Nie bój się, nie bój sie, ja będę z tobą”. I rzeczywiście, po tym spotkaniu, poszedłem do Księdza Proboszcza, który ucieszył się moją decyzją. Jego serce kapłańskie czuło to wcześniej. I tak się rozpoczęła ta przygoda, którą teraz dostrzegam jako miłość Matki Najświętszej, która mnie przygarnęła tutaj zaraz na początku jak się znalazłem w tej parafii, dzięki młodym ludziom, kolegom. Jakże ważne jest, żeby młodzi ludzie stawali się apostołami.
 

Dzisiaj jesteśmy tutaj jako rodzina parafialna, dlatego pragnąłem dać wam takie osobiste świadectwo, jak teraz dostrzegam tę miłość Matki Najświętszej. I nie mogę się oprzeć temu, co odczuwa dzisiaj moje serce, w tym momencie, gdy zaczyna się Wielki Post i gdy nasza Matka jest tutaj tak blisko nas, gdy nasz kościół zewnętrzny się odnawia, gdy ten cudowny obraz także idzie do odnowy. Mam wrażenie, że jest to jakiś wielki znak dla nas, że wybiła godzina Ducha Świętego dla naszej parafii, że wybił czas niesłychanej łaski. Ostatnio jak w mojej rodzinie odszedł mój brat, półtora roku młodszy ode mnie, Bóg z jakąś nową siłą dał mi osobiście zrozumieć, czym jest rodzina, jak ta wielka miłość, Boża miłość pragnie działać poprzez rodzinę. Jak Bóg chce być w rodzime, i chce odnowić wszystko w nas. Bóg pragnie, żeby moc Świętej Rodziny zstąpiła na nasze domy, na nasze relacje, na to wszystko, czym jesteśmy. Mam też takie wrażenie moi drodzy, że to wszystko, co się tutaj u nas dzieje jest wielkim poruszeniem Ducha Świętego, na które czekaliśmy bardzo długo. Nie wiem czy wy to odczuwacie, ale dzielę się z tym i tak proszę Boga o ducha wiary i ducha nadziei, żebyśmy mogli tą miłość przejąć.
 

W czytaniu, które słyszeliśmy: nawróćcie się do Boga całym sercem. Jeśli sercem odczujemy miłość Matki Najświętszej, jak Ona na nas działa, to wtedy nasza wspólnota, nasza rodzina parafialna doświadczy darów i charyzmatów Ducha Świętego. Maryja jest nasza Matką, ona nas przygarnia, ona po prostu trzyma każdego z nas, jak to Dziecię Jezus. Jej miłość jest niepojęta przez nas, ale my jej doświadczamy nieustannie. W Meksyku, jest niesłychany obraz Matki Bożej. Świętemu Juan Diemu, ukazała się Matka Najświętsza i na szacie dała mu róże, aby zaniósł je biskupowi, a gdy on przyniósł i pokazał, to ukazał mu się obraz Matki Bożej nie ręką ludzką zrobiony. Do Gwadelupę ściąga Matka Boża wiele milionów pielgrzymów z całego świata. Szczególnie Ona też troszczy się o życie poczęte i gdy rząd wprowadził ustawę aborcyjną obraz Matki Bożej, widzieli to wszyscy rozświetlił się, z Jej wnętrza, z Jej łona biło światło, okazało się, że to światło to dokładnie dziecko w łonie matki. I to światło świeci. Niestety nie przejęli się tym ci, którzy powinni. Meksyk nawiedziła straszna powódź. Dla uświadomienia ludziom jak wielka jest miłość Matki Najświętszej do nas, jak Ona ceni nasze życie, jak pragnie wejść do nas i nam przynosi to wszystko, co jest Boskie. Mam takie wrażenie, że szczególnie Duch Święty wstępuje na naszą parafię, że On pragnie nas odnowić, że te nawet mury zewnętrznie i wewnętrznie, cały ten wystrój Kolegiaty, który woła o odnowienie jest jakąś liturgią nawet tego świata materialnego, który woła do naszego ducha, który udziela nam łask, udziela nam siły, udziela nam światła, ażebyśmy prawdziwie do głębi serca się tym przejęli. To co się teraz dzieje, że przyjście Księdza Proboszcza do nas, że ten czas, że to wszystko jest Bożą reżyserią, która pragnie dokonywać wśród nas przedziwnych rzeczy.
 

Na czym polega drodzy to, że Duch Święty może działać przez nas i w nas i z nami. My czujemy się tą rodziną, że ciebie obchodzi to, co tutaj się dzieje, że ty jesteś tutaj i wspierasz to przedsięwzięcie środkami materialnymi, ale przede wszystkim odczuwasz tę wielką miłość, którą daje nam Bóg, do której nas wychowuje Matka Najświętsza. Że tutaj się dokonuje w tej rodzinie parafialnej coś najważniejszego: Liturgia Zbawienia, przedsionek nieba, wspólnota świętych. Dzisiaj w Rzymie Papież przewodził w kościele św. Sabiny Liturgii, i na wejście była śpiewana Litania do Wszystkich Świętych. W tej Litanii czuć jak całe niebo przychodzi do nas, nasi święci przodkowie, wszyscy święci nasi opiekunowie, aniołowie, archaniołowie, Matka Najświętsza, wszystkie chóry świętych i błogosławionych. Papież powiedział, że „Modlitwa jest motorem wszechświata, nie tylko świata”. Ta modlitwa wspólna, gdy jesteśmy tutaj razem, to Duch Święty działa w nas. Oddala moc szatana, rozrywa kajdany zła, daje nam nadzieję, daje nam siłę wiary i wzajemne poczucie bliskości, radość, że jesteśmy dziećmi Boga, że Matka Najświętsza trzyma nas w rękach i jeszcze bardziej przygarnia, że Swoim płaszczem zasłania nasze grzechy.
 

Czego trzeba dzisiaj każdemu z nas? Tego poczucia, że jestem kochany, że jest chciany, że jego życie ma sens, że Pan nasz, który przyszedł przez Matkę Najświętszą, przez Nią przychodzi i przez Nią przyjdzie. Jak w wizji Apokalipsy widzimy Niewiastę toczącą walkę i Ona dzisiaj wychodzi tutaj do nas, żeby odnowić to wszystko w nas. Ona chce nas przygotować na tę Liturgię, która nie zna końca, na szczęście, które nieustannie wzrasta.
 

Moi Drodzy! Jesteśmy w tej parafii jako szczególnie wybrani. Popatrzmy na obraz, czy widzimy to najświętsze oblicze Matki? Jakże ono jest ciepłe, subtelne i serdeczne, ono nie jest tylko na płótnie. Czy czujecie ducha tej miłości, która płynie z całego tego obrazu? Będąc na wschodzie 7 lat, tam szczególną czcią jest otoczona ikona, obraz Matki Najświętszej. Tam szczególnie jest rozwinięta teologia ikony, że obraz ma swoją duszę. I dusza tego obrazu Matki Najświętszej jest rodzinna, bliska, ogarniająca nas. To Matka Najświętsza idzie nas wszystkich odnowić, idzie do Boga, wypraszać nam łaski, nowego ducha tchnąć w całą naszą parafię, wziąć wszystkie nasze sprawy, które są stare, grzeszne. Rdzę tego świata, bród tego świata Ona jako Matka bierze ze sobą i chce odnowić. Ten zewnętrzny znak, moment odnowy jest niesamowicie ważny. Czeka nas wszystkich tutaj wielka odnowa Ducha Przenajświętszego, czeka nas wielkie zesłanie Ducha Świętego. Ona oblubienica Ducha Świętego idzie wstawić się za nami, odnowić nasze serca. Musimy się tym przejąć kochani, musimy tego na sobie doświadczyć. Jan Paweł II mówił o wielkiej wiośnie Kościoła, o nowej Pięćdziesiątnicy, o której już wcześniej mówił Jan XXIII i Paweł VI. Ten czas rozpoczyna się dla naszej parafii. Z wielką mocą trzeba nam błagać, żebyśmy tej chwili nie przespali, żebyśmy tej chwili nie przepuścili, żeby nasza wiara nie została tylko ludzka, żebyśmy poruszenie tej wody Ducha Świętego wykorzystali i zechcieli wprowadzić w serce.
 

Chcemy wołać do Maryi: Przyjdź Najświętsza Matko! Tak naprawdę to Ty wychodzisz z tego ołtarza do mojego domu, to mojej rodziny, do moich spraw trudnych, radosnych, do mojej pracy. Matko, Twoja miłość, Cię po prostu wyciąga z tego ołtarza, Ty nie chcesz być tylko tutaj zewnętrznie w obrazie, Ty chcesz być swoim sercem w naszych rodzinach, chcesz uczynić wiosnę, wspaniałą wiosnę, a my Dzieci Kościoła poczujemy Boga w swojej rodzinie. Poczujemy, że my coś musimy dać dla tej parafii, dla Kościoła. Poczujemy się nawzajem potrzebni dla siebie. Poczujemy się ludźmi napełnionymi Bogiem. Co za szczęście, gdy człowiek ma blisko Chrystusa. Żadne skarby tego świata nie są w stanie serca ludzkiego tak uszczęśliwić jak właśnie żywa obecność Chrystusa. Najświętsza Matko, która dzisiaj tak blisko wychodzisz do nas, ze swoim sercem, które całe jest pełne Ducha miłości, wiary i nadziei, popatrz na nas, otwórz nasze dusze, otwórz nasze serca. Spraw, abyśmy mogli prawdziwie przyjąć Ciebie. Aby nasza odnowa była wielka, była głęboka. Aby to poruszenie Ducha Świętego, jakie zstępuje przez Twoje wstawiennictwo, aby ten czas łaski wypraszany przez Ciebie przez wieki stał się dla nas eksplozją jedności i miłości, stał się dla nas rzeczywistym poruszeniem oraz wejściem Ciebie do naszych rodzin, do naszych domów, do naszych serc. Amen.


Ks. Jan Rokosz
 


Red.
wstecz