Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 06.09.2010, świętujemy imieniny: Beaty, Eugeniusza, Lidy | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

17.08.2007 @ 08.22

4 lipca 2007 r. – Nasi praojcowie mieli wielki kult do Matki Bożej Śnieżnej...

4 lipca 2007 r. – Nasi praojcowie mieli wielki kult do Matki Bożej Śnieżnej...
4 lipca 2007 roku, nowennę, Mszę św. sprawował ks. prał. Władysław Janeczko, wikariusz tutejszej parafii, który w homilii powiedział:

 

Ukochani Wy moi. Matki Najświętszej dziedzictwa wybrane!
 

Od kilu miesięcy, w każdą pierwszą środę (miesiąca gromadzimy się liczniej, niż zwykle przed tronem naszej Matki; Matki Bożej Śnieżnej, Królowej Rodzin, aby prosić o rychłą koronację naszego obrazu. Kazania wygłaszają księża wikariusze, którzy dłużej pracowali w naszej Parafii, i stali się świadkami kultu do Matki Najświętszej.
 

Matka Boża Śnieżna, królująca w głównym ołtarzu najpierw kilka wieków przebywała w nawie bocznej kościoła, tam gdzie jest obecnie święty Michał Archanioł. Tam była Jej nawa – nawa Matki Bożej, mówi, o tym niebieski kolor frezu. Po kasacie Zakonu Jezuitów i rozebraniu Kolegiaty Wszystkich Świętych stojącej w Rynku, parafię przeniesiono właśnie do naszego kościoła, zbudowanego ponad 400 lat temu przez księży Jezuitów. Tam gdzie przebywali Jezuici, zakładali szkołę, i gdzie budowali klasztor, tam zawsze zaczynali od poświęcenia obrazu Matki Bożej Śnieżnej, kopii Matki Bożej Salus Populi Romani – Zbawienie Ludu Rzymskiego z Bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. I ponad 400 lat temu sprowadzili ten obraz do naszej świątyni. Przez 200 lat ten kościół nie był kościołem parafialnym, dopiero od ponad 200 lat jest kościołem parafialnym. Parafia była przy Kolegiacie Wszystkich Świętych, stojącej w Rynku, tam gdzie obecnie jest zieleniec. Tam był drugi kościół parafialny w Jarosławiu a plebania znajdowała się gdzie obecnie jest hala targowa. Przy plebani była pierwsza szkoła parafialna, prowadzona przez Kościół, a pierwsza szkoła średnia w Jarosławiu, w drugiej połowie XVI w. powstała właśnie przy tym kościele. Jedna czwarta tej szkoły to budynek przy kościele w którym obecnie mieszkają księża.
 

Nasi praojcowie mieli wielki kult do Matki Bożej Śnieżnej, skoro w tym kościele było aż dwa Jej obrazy. Jeden obecny, tu w nawie głównej, a kiedyś w nawie bocznej z tą sukienką pozłacaną, a drugi bez sukienki, który znajdował się w kaplicy świętej Teresy. W tej kaplicy do 1925 r. był skarbiec Fary, przechowywano w nim najcenniejsze rzeczy z tego kościoła. Gdy siostrę Teresę od Dzieciątka Jezus Ojciec Święty ogłosił świętą i patronką misji katolickich, wymalowano jej obraz, i nałożono go na obraz Matki Bożej Śnieżnej. Został on odkryty na nowo, kiedy robiono remont ołtarza i wtedy okazało się, że pod obrazem św. Teresy jest obraz drugi – Matki Bożej Śnieżnej, co potwierdza wielki kult tegoż wizerunku w przeszłości. Ten ołtarz przed którym jesteśmy, został zbudowany w 1956 r. na pamiątkę trzystulecia ślubów kazimierzowskich. Starsi ludzie, którzy mają już ponad sześćdziesiąt lat pamiętają ten ołtarz główny w stylu gotyckim, był zbudowany z piaskowca, który się już sypał, odlatywały kawałki kamienia i ksiądz Fila razem z obecnym wtedy proboszczem, ks. Władysławem Opalińskim zbudowali ten nowy ołtarz. Początkowo umieszczono w nim obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który znajdował się tu do 1975 r., a wcześniej w głównym ołtarzu, tym gotyckim, była figurka Matki Bożej Niepokalanej, która teraz jest w przedsionku głównym kościoła.
 

Kiedy tu przyszedłem 1 sierpnia 1970 r. w nowennie uczestniczyło dwa razy więcej ludzi niż obecnie. Było już miesiąc po podziale parafii, gdyż podziału dokonano 1 lipca 1970 r. i wówczas powstała parafia przy kościele ojców Reformatów i Dominikanów. W tamtym czasie jeszcze siłą tradycji, cały Jarosław przychodził tu na nowennę do Matki Bożej. Przychodzili nie tylko ludzie starsi ale było bardzo dużo dzieci i młodzieży – teraz niestety tylko delegacje dzieci i młodzieży uczestniczą w tym nabożeństwie. Dziadkowie, babcie powinni zapraszać swoich wnuków, tu na nowennę i z nimi przychodzić, żeby wychowywali się pod okiem i opieką Matki Najświętszej. Wtedy w życiu będzie się im lepiej układać, jeśli będą blisko Maryi w Jej szkole, na modlitwie do Niej, na nowennie nie pobłądzą, nie pooplątają sobie życia. Trzeba więc nam te dobre tradycje podtrzymywać i młodych zachęcać bo to dla ich dobra, żeby nie zmarnowali swojego życia, nie chodzili swoimi drogami ale drogą przykazań, żeby się kierowali w życiu tym co Matka Najświętsza sobie tyczy – „Wszystko czyńcie co wam Syn Mój powie”.
 

Mamy Matkę w niebie, Matkę najlepszą i najpiękniejszą. Ona w chwale, my jeszcze w drodze. Czy dojdziemy do nieba, do zbawienia? To już od nas zależy, od naszej dobrej woli. Maryja czeka na nas. Przypomnijmy sobie Kalwarię – Pan Jezus umiera, przed swoją śmiercią mówi z krzyża: „Oto syn twój... Oto Matka twoja”. Znamy dobrze znaczenie tych słów. Dla Maryi, po ludzku sądząc, wielka tragedia. W miejsce tak idealnego, tak wspaniałego Syna, otrzymuje miliardy dzieci, i to jakich dzieci? „Synu patrz co Ty Mi dajesz!? Widzisz? – Niewidomi, głusi, sparaliżowani, a nawet jeśli ciało zdrowe, to jak bardzo wiele jest chorych dusz! Pycha, zmysłowość, pijaństwo, niewiara, lenistwo, zazdrość, zakłamanie! Synu, takie dzieci mi dajesz?” – „Tak, dla wszystkich będziesz Matką. Drogę do serca Mego masz otwartą”. I Maryja spełnia rolę Matki od tylu już wieków. Dla chorych jest uzdrowieniem, dla strapionych pocieszycielką, dla grzeszników ucieczką, dla wszystkich wspomożeniem, nieustającą pomocą.
 

Opowiadają, że św. Gertruda miała dziwną wizję – widziała Maryję przyodzianą w wielki płaszcz a pod nim mnóstwo najrozmaitszych, przeważnie dzikich zwierząt: lwy, tygrysy, lamparty, niedźwiedzie. Maryja głaska je i przemawia do nich czule, ze słodyczą i powoli dzikie zwierzęta stawały się łagodne jak baranki. Patrząc na tę zmianę, zrozumiała Święta, że zwierzęta te były obrazem grzeszników, którzy nawracają się jak tylko Maryja roztoczy nad nimi swoją opiekę. Całe życie człowieka to długa , pełna niebezpieczeństw i odpowiedzialności droga. W każdym dniu, w każdej chwili potrzebujemy łaski, bo w każdej chwili jesteśmy zagrożeni. Może się zdarzyć nieszczęśliwy wypadek, choroba, pożar, oszczerstwo, potwarz, jakieś zagmatwane sprawy, zniechęcenie, silna pokusa, zły i przewrotny świat. Tyle chwil w życiu, a każda z nich nie wiadomo co przyniesie; możemy umrzeć, stanąć przed Bogiem, usłyszeć nieodwracalny wyrok, który zadecyduje o naszej wieczności. Jezus dał nam Maryję za Matkę. Ona czuwa nad nami w naszym życiu. Żyjemy krótko, żyjemy aby służyć Bogu i drugim pomagać, umieramy aby Go widzieć. Krótka dewiza ale to złoty klucz do rajskiej bramy. Głupotą i bezbożnym szaleństwem jest mieć wielki cel a prowadzić byle jakie życie. Mahatma Ghandi, ten wielki człowiek, nie był chrześcijaninem, a jednak umiał dobrze myśleć. „Człowiek nie dlatego jest człowiekiem, że ma dwie ręce i dwie nogi, ale jest człowiekiem, kiedy staje się tabernakulum Boga” – to są jego słowa. Zadziwiające! Święty Paweł napisze: „Nie wiecie, że jesteście świątynią Boga?”. Maryja była pierwszym żywym tabernakulum Boga. I Ona dała nam Boga; teraz największą dla Niej radością jest, gdy widzi, że w duszach Jej dzieci mieszka Bóg. Nie ustawajmy zatem w wołaniu: „módl się za nami”, z Maryją zadania życiowe zawsze będą łatwiejsze i lepiej wykonane.
 

W chwilach śmierci Maryja często działa cuda bo wie, że ta chwila zadecyduje o wieczności. Czy śmierć jest naszym wrogiem? Tak. Można nawet powiedzieć, że jest wrogiem nieprzejednanym. W wiecznej walce z życiem, śmierć zawsze zwycięża. Chory, jego rodzina, lekarz, apteki, szpitale wszyscy muszą złożyć broń gdy śmierć się zbliży. Od czasu jak istnieje ludzkość, pochłonęła miliardy istnień ludzkich. Nigdy nienasycona czyha na człowieka, chodzi za nim, w pewnym momencie go zabiera. Ze śmiercią nie można rozmawiać. Jest zbyt silna i świadoma swej siły. Jest tylko jeden środek, tak postępowali święci: św. Franciszek z Asyżu, św. Wincenty mówili do niej: „moja siostro”. O niej przypomina nam każde „Zdrowaś Maryjo”, ile razy odmawiamy „módl się za nami grzesznymi, w godzinę śmierci naszej”. Maryja myśli o życiu naszym, ale myśli także o naszej śmierci więcej niż my sami.
 

Młody człowiek zaniedbał się w modlitwie i stracił wiarę. Jedno mu tylko pozostało: „Zdrowaś Maryjo". Umierającej matce przyrzekł, że codziennie będzie odmawiał tę modlitwę. Teraz nie wierzył w Boga, nie kochał Jego Matki, ale ze względu na obietnicę, jedno „Zdrowaś” odmawiał codziennie. Płynęły lata, doszedł do przekonania, że życie jego nie ma sensu. Pewnego dnia przyłożył sobie pistolet do skroni. Jeden maleńki ruch i koniec ze wszystkim. Przypomniał sobie jednak w tym momencie, że dziś jeszcze nie odmówił: „Zdrowaś Maryjo”. Zaczął więc odmawiać. Kiedy doszedł do słów: „i w godzinę śmierci...” zadrżał. To jest godzina mojej śmierci. Broń wypadła mu z ręki, zaczął płakać. Usłyszał dzwon z kościoła na Anioł Pański, Maryja go uratowała. Poszedł poszukać księdza i pojednał się z Bogiem. Uratowane było życie, uratowana została dusza nieśmiertelna. To dzieło Maryi!
 

Maryja nie może zapomnieć o duszach czyśćcowych i nie zapomina. Prawdę tę wyraził pędzlem jeden z największych artystów, malarzy świata – Michał Anioł. Namalował w Kaplicy Sykstyńskiej na Watykanie, gdzie wybierają nowych Papieży, słynny obraz Sądu Ostatecznego. Szczególnie uderza w nim jeden szczegół – Maryja trzyma w ręku wielki różaniec perłowy, którego chwytają się dusze czyśćcowe a Maryja za pośrednictwem różańca wciąga je do nieba. Syn Jej, Jezus, nigdy nie broni Jej tego. Jest Matką, a matka chce mieć wszystkie dzieci przy sobie. Jest Królową nieba, ma pewne prawa, zna swoje uprawnienia i korzysta z nich w pełni. Maryja czeka na nas, na mnie i na Ciebie, czeka i patrzy. Zawsze gotowa do usług, gdy widzi naszą dobrą wolę pomaga. A z Maryją zwycięstwo pewne. „Kto Mnie znajdzie życie ma, temu Syn zbawienie da”. Amen.

Ks. Władysław Janeczko

 

 


Red.
wstecz