Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu
Witaj na kolegiata.org !

Witaj na kolegiata.org !

Dzisiejsza Ewangelia stawia nas u stóp krzyża. Najwyższy Kapłan Nowego Przymierza ofiaruje Bogu Ojcu na ołtarzu krzyża swoje życie za grzeszną ludzkość. Świadek Jego życia określił je krótko: „Przeszedł dobrze czyniąc”. Niewidomym wzrok przywracał; głuchym słuch, trędowatych oczyszczał z ran, paralitykowi kazał wziąć na plecy łóżko i iść do domu, opętanych uwalniał od złego ducha, głodnych cudownie karmił, jawnogrzesznicy nie potępił, Jairowi i wdowie z Nain wskrzesił dzieci, a przyjaciela Łazarza po czterech dniach wyprowadził z grobu. To za który z tych czynów Go ukrzyżowali?
Pod krzyżem Matka. Ona zawsze jest najbliżej dziecka, szczególnie tego cierpiącego. Co teraz dzieje się w sercu Maryi? Jaki ból! Jak ludzie, którym tak wiele dobra uczynił, potraktowali Jej Syna? Nawet najbliżsi Go opuścili. Nie ma Piotra, którego uczynił głową swego Kościoła. Nie ma pozostałych apostołów. Nie ma uzdrowionych, cudownie nakarmionych, nie ma uwolnionych od złych duchów. Ludzie są tacy niewdzięczni. Tak krótko pamiętają o otrzymanych dobrodziejstwach.
Pod krzyżem, obok Maryi, tylko Jan i kilka kobiet. Z wielkich rzeszy idących za Nim w dniach tryumfu nie ma teraz nikogo. Samotny, pozornie opuszczony także przez Ojca, umierający Jezus i osamotniona Matka. W bólu, w cierpieniu, w godzinie śmierci człowiek jest bardzo samotny. Tylko on i jego ból. Tylko on i nadchodząca śmierć. Jako kapelan szpitalny mogę coś o tym powiedzieć.
Gasnącym już wzrokiem Jezus obejmuje Matkę i ucznia, i z wysokości krzyża formułuje swój testament: „Niewiasto, oto syn Twój; synu, oto Matka twoja”. Konający Bóg – Człowiek w osobie Jana przekazuje Matce całą ludzkość. Po ludzku sądząc, zamiana dla Maryi bardzo niekorzystna. Za Jezusa otrzymuje słabych, grzesznych, nieraz niewdzięcznych ludzi. Czy zgodzi się na taką zamianę? Na nasze szczęście – godzi się. Tam, pod krzyżem, z woli Jezusa i Jego Matki dokonuje się adopcja, której skutki trwają do dziś i trwać będą do końca świata. To na jej mocy możemy mówić i mówimy do Maryi: Matko! Na Kalwarii osierocona ludzkość otrzymuje Matkę.
Maryja jako Matka ma określone obowiązki wobec dzieci, a dzieci wobec Niej. Jakie to obowiązki? Najpierw każda matka uczy i wychowuje swoje dzieci. Czego uczy nas Maryja? Całkowitego zaufania Panu Bogu. Zawierzenia nawet wbrew logice, wbrew rozsądkowi i prawom natury. Ona w Nazarecie, przy Zwiastowaniu uwierzyła, że będzie Matką Syna Bożego. Z tej racji mogłaby oczekiwać od Boga jakichś względów, specjalnego traktowania. A tymczasem co Ją spotyka? Od samego początku wiatr w oczy. Zapowiedziane Dziecię rodzi się z dala od domu, w miejscu przetrzymywania zwierząt. Każda matka zaprotestowałaby przeciwko temu, oburzałaby się. Ona się z tym godzi. Później ucieczka do Egiptu. Dlaczego Bóg w cudowny sposób nie chroni Jej Syna? Dlaczego naraża Ją, Józefa i Dziecię na tyle kłopotów, niewygód, zagrożeń? Następnie trzydzieści lat ukrytego życia Jezusa. Każdy z nas niepokoiłby Boga pytaniem: Kiedy mój Syn okaże się tym, kim ma być, kim jest? A później życie publiczne... wcale nie było usłane różami. Prześladowany przez wrogów, musi się ukrywać. Lud Go nie rozumie, czeka tylko na cuda. I wreszcie w Wielki Piątek wszystko się wali. Jezus, Jej Syn skazany na śmierć! Umiera na krzyżu, a miał być Synem Bożym! Tego już nikt z nas by nie wytrzymał, każdy przynajmniej by się żalił, że miało być inaczej. Ale czy miało być inaczej?
Maryja na wszelkie niezrozumiałe, niepojęte zdarzenia odpowiada jak przy Zwiastowaniu: „Oto ja służebnica Pana mojego, niech mi się stanie według słowa Twego”. Jak dobrze wyregulowany zegar, na każdą wolę Bożą odpowiada: tak – tak – tak. Ani jednego nie. Tak na cierpienie, tak na chorobę, tak na wszystko, co nas spotyka. Oto przykład i nauka wynikające z życia naszej Matki. Zawierzyć, zaufać Panu Bogu. Czy ja tak potrafię? Czy ufam Bogu i zawsze zdaję się na Jego wolę? My tak często Pana Boga traktujemy jak biuro zleceń, jak zakład usługowy. Przedstawiamy prośbę i oczekujemy natychmiastowej realizacji. Efekt musi być zgodny z naszym zamówieniem! Pan Bóg jest często dla nas jak automat, do którego wrzucamy drobną monetę modlitwy i oczekujemy, że natychmiast zjawi się zamówiony kubek z kawą. Jeśli nie, bijemy pięścią w automat, kopiemy, wyrażając swoje niezadowolenie. Modliłem się, prosiłam, a Pan Bóg mnie nie wysłuchał – ileż to razy, jako kapelan szpitalny, spotykałem się z taką reakcją chorych. Umieć i chcieć powtórzyć za Maryją: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Umieć nie tylko powtórzyć, ale według tej zasady żyć! To jedyna recepta na mądre i szczęśliwe życie. Przyjąć wolę Bożą taką, jaka jest; nie majstrować przy niej. Inaczej zawsze przegrywamy. Bóg wie, co dla nas najlepsze. Naszą mądrością powinno być, nawet w cierpieniu i nieszczęściu, powtórzyć za Maryją: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. To może być nieraz bardzo trudne. To wiele kosztuje, ale jest konieczne.
Maryja nie tylko nas uczy, ale – jak każda matka – bezgranicznie kocha każde dziecko. Bóg dał Jej serce najczulsze – ponad serca wszystkich matek. Aby mogła być Rozdawczynią i Szafarką nieprzebranych zdrojów łask, wysłużonych bolesną męką i śmiercią Jezusa Chrystusa, powierzył Jej niezgłębiony skarbiec Jego zasług: Wszystkie skarby, co są w niebie, Bóg wylał, Panno, na Ciebie. Od wieków idzie ta najtroskliwsza Matka między swe ziemskie dzieci, zarówno dobre jak i złe, i wszystkim niesie w darze swe najlepsze serce. Puka do najnędzniejszych serc, zagląda do najbiedniejszych domostw, by wszystkim dobrze czynić. Grzesznym niesie ufność, smutnym pociechę, cierpiącym ukojenie, zrozpaczonym nadzieję. Nie skąpi nikomu łask doczesnych i wiecznych, czerpie je bowiem z bezdennej skarbnicy Miłosierdzia Bożego. Nigdy też nie ustaje ani się nie zniechęca, chociaż nieraz niewdzięczni ludzie od drzwi swego serca Ją odpędzają. Za to dobrzy garną się do Jej stóp we wszystkich swoich potrzebach, kłopotach i nieszczęściach. Każdy czuje dziwną do Niej śmiałość i choćby najgorszym był, nie obawia się do Niej przystąpić.
Taka jest nasza Matka. A jakim ja jestem dzieckiem? Dziecko zwyczajnie jest podobne do rodziców. Czy Maryja może się ze mnie cieszyć? Czy jestem do Niej podobny, podobna? Czy potrafię, jak Maryja, zawsze pełnić wolę Boga? Czy, jak Ona, jestem otwarty na ludzi i czy, jak Ona, niosę im swoją miłość?
Dziś gromadzi nas w tej szacownej świątyni modlitwa; gorące pragnienie, by Maryja, Matka Boża Śnieżna, Królowa Rodzin królująca w ołtarzu, została ukoronowana. To pragnienie bardzo aktualne. Wojujący ateizm, chcąc wyeliminować Boga z życia społeczeństw, atakuje rodzinę – kolebkę wychowania, nośnik podstawowych wartości, miejsce kształtowania młodego człowieka. Jaka rodzina – takie społeczeństwo. Uderzenie w rodzinę – to uderzenie w podstawy społeczności. Osłabić rodzinę – to osłabić ducha chrześcijańskiego.
Stąd najpierw próby rozbicia trwałości małżeństwa i rodziny. Wmówić małżonkom, że ich związek obowiązuje tak długo, jak im to odpowiada, jak długo służy ich interesom, jak długo ich bawi i niewiele kosztuje. Tak łatwo przyswajamy wzorce lansowane przez telenowele, zachowania podpatrzone w czasie pobytu na Zachodzie. Dalej: osłabić, zniszczyć rodzinę przez zanegowanie istoty małżeństwa. A małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, który owocuje wydaniem potomstwa. Zatem trzeba dziś powiedzieć, że małżeństwem jest związek homoseksualny. Nie tylko powiedzieć, ale zrealizować! I żądać dla takiego związku takich samych praw, jakie mają małżonkowie. A więc prawa adoptowania i wychowania dzieci! I takie prawa zwariowane parlamenty nadają! A chore społeczeństwa to akceptują! Tam już nie wolno mówić: ojciec, matka, ale rodzic A i rodzic B! Świat oszalał! Zboczenie, chorobę uznaje się za normę. To postawienie zdrowego rozsądku na głowie.
Miss Kalifornii została wykluczona z ubiegania się o tytuł Miss Ameryki i pozbawiona dotychczasowego tytułu tylko dlatego, że publicznie stwierdziła, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a nie homoseksualny. Na takie oświadczenie gejowskie jury oszalało z wściekłości. Zauważmy: krzykliwi zwolennicy tzw. tolerancji tolerują tylko własne poglądy. Powiedziałem wcześniej, że świat oszalał. To jednak nie tak. Oszalała grupa krzykliwych ludzi, która terroryzuje swoimi poglądami całe społeczeństwa. Wmawia się nam, że tylko takie poglądy są słuszne, poprawne politycznie. Kto ich nie przyjmuje, jest homofobem, ksenofobem czy jakimś innym fobem. A my boimy się takich epitetów i milczymy... i poddajemy się terrorowi. My, wierzący, musimy wypowiedzieć wojnę moralnemu terroryzmowi spod znaku gejowskiej, różowej kokardki. Na akcję moralnego terroru musimy odpowiedzieć akcją antyterrorystyczną. Nie możemy, nie wolno nam bezradnie przyglądać się temu, co wokół nas się dzieje. Musimy pogłębiać wiarę, umacniać miłość między małżonkami i w naszych rodzinach. Musimy mieć odwagę stanąć w obronie wyznawanych zasad. To nieraz przerasta nasze siły. Jesteśmy słabi, skłonni do złego. Szukajmy więc pomocy u kogoś mocniejszego, u naszej Matki. I Wasz Ksiądz Proboszcz, kierując się tymi motywami, pragnie, by Matka Boża wzięła nas w obronę, by była czczona w Waszym obrazie pod tytułem Królowa Rodzin. Chcemy wspólnie prosić Maryję, by wzięła w swoją opiekę nasze polskie, jarosławskie rodziny, by broniła naszych małżeństw i rodzin. Stąd ta nowenna; starania, by ten obraz ukoronować. Gdy nasze ludzkie siły zawodzą, sięgajmy po pomoc z góry, pomoc niezawodną. Maryja na weselu w Kanie pokazuje, jak troszczy się o rodzinę, o małżeństwo – nawet o tak prozaiczne sprawy, jak brak wina. Potrzeba tylko, by Ją i Jej Syna zaprosić do naszych małżeństw i rodzin. Ona do nas mówi, jak na weselu w Kanie: „Cokolwiek powie wam mój Syn – uczyńcie”. A Jej Syn mówi: Zachowuj przykazania, Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem. Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dopiero wtedy możemy być pewni Bożej pomocy. I dopiero wtedy możemy oczekiwać od Maryi, że będzie Królową naszych Rodzin. A nie może być Królową tam, gdzie nie króluje Jej Syn, czyli tam, gdzie panuje grzech, złość, nienawiść. Usuwanie więc z naszego życia tego zła to najlepsze przygotowanie się do koronacji Matki Bożej.
Zróbmy wszystko, by Maryja najpierw byłą Królową naszych serc; by nasze myśli, słowa i czyny były podobne do Jej myśli, słów i czynów. I by nasze życie było zgodne z wolą Jej Syna.
Ona zawsze dotrzymuje swoich zobowiązań, zawsze zdaje się wołać do nas słowami Konopnickiej:
Nigdym Ja ciebie, ludu, nie rzuciła,
Nigdym ci swego nie odjęła lica,
Ja po dawnemu moc twoja i siła
– Bogarodzica! Amen.