Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 22-03-2019, świętujemy imieniny: Bogusława, Jagody, Katarzyny. | Sprawdź także liturgię na dziś.

1 luty 2012 r. - MARYJA RADOŚCIĄ IZRAELA

28.02.2012 @ 18.41

1 luty 2012 r. - MARYJA RADOŚCIĄ IZRAELA

1 luty 2012 r. - MARYJA RADOŚCIĄ IZRAELA
Stajemy przed obliczem Matki Bożej – Jarosławskiej Królowej Rodzin podczas kolejnej nowenny, aby rozważyć litanijne wezwanie: „Radości Izraela módl się za nami”.


Maryja była radością Izraelitów, gdyż oczekiwali na Mesjasza, a Ona była Jego Matką. Matka Jezusa niesie tę radość nie tylko Izraelitom, ale po wypowiedzeniu swojego „tak” wobec woli Boga niesie tę radość do krewnej Elżbiety. Idzie do niej z Jezusem, aby się Nim dzielić. Jak  zaświadcza Elżbieta, gdy usłyszała pozdrowienie Maryi poruszyło się z radości dzieciątko w jej łonie. To nie przypadek, że treść tego wezwania rozważamy w scenerii, gdy przy ołtarzu jeszcze widnieją figurki z tajemnicy Bożego Narodzenia. Maryja nie zatrzymuje narodzonego Jezusa dla siebie, ale to swoje szczęście, tę Miłość ofiaruje wszystkim: pasterzom, mędrcom i każdemu, kto przychodzi złożyć Mu hołd, kto w darze pragnie ofiarować Mu swoje serce, aby jego radość była pełna. Ofiaruje Go w świątyni, gdzie ta radość Symeona i Anny jest również radością wszystkich, którzy spotykają Jezusa, spotykają Zbawiciela. A potem towarzyszy Jezusowi, bo trzeba uciekać do Egiptu, przed okrutnym Herodem.  Po powrocie z Egiptu towarzyszy cały czas Jezusowi, gdy głosi Królestwo Boże. Przychodzi Kalwaria, przychodzi Golgota. I tam nie trzeba było słów, ale to znamienne „Synu oto Matka Twoja”, „Matko oto Syn Twój”. Od tego momentu jest i naszą Matką, jest i naszą Królową, którą tu czcicie jako „Królową Rodzin”.

Kochani! Spójrzmy na tę naszą Matkę w kategoriach naszej codzienności. Kiedy patrzymy na własne życie, to widzimy, ile w nim utrudzenia, jak wielki bagaż przeróżnych doświadczeń. I czasami pytamy samych siebie czy damy radę? Zastanawiamy się, czy codzienne życie stanie się lżejsze? Wielu ludzi lęka się o swoją przyszłość, o swoich najbliższych. Co będzie, jeżeli rozwiążą kolejną firmę? Co będzie, jeżeli upadnie kolejny zakład? Skąd wziąć środki, aby zapłacić za czynsz, za mieszkanie i kupić coś do jedzenia, sprawić dzieciom ubranie, to co konieczne, najpotrzebniejsze? I to są pytania, którymi żyjemy każdego dnia. Wiele jest codziennych problemów i czasami chciałoby się uciec, wyjechać, zostawić, zapomnieć. Ale znów trzeba wracać. I będą powroty, i będzie pamięć o tym, co boli. I będą pytania: dokąd iść? co robić? jak żyć, aby życia nie przegrać? I może w tym wszystkim, co przeżywamy, w tym utrudzeniu, zakłopotaniu tracimy Jezusa, zaczynamy się rozglądać za pokrzepieniem, pocieszeniem. Może czekamy na list, kartkę, telefon, wiadomość, szukamy ludzi, którym chcielibyśmy coś o sobie powiedzieć, często takich znajdujemy. Ale ludzie, jak to ludzie – nie zawsze się sprawdzają. Bardzo często zawodzą, a może i niejednokrotnie wysłuchają i wykorzystają to, co wiedzą, przeciwko nam. Na szczęście jest ktoś, kto nigdy nie zawodzi, kto nigdy nie zdradzi, kto nigdy nie zawiedzie, kto w tym codziennym zmaganiu z trudnościami przynosi tę radość i miłość w nasze serca. Ktoś, kto pocieszy, doda sił, gdy ich brak. To nasza Matka, to Matka Najświętsza, Nasza Królowa. To Ona w każdą środę i każdego dnia zaprasza nas z tym wszystkim, co nosimy w sercu. Ona – Matka chce po raz kolejny wejść w naszą codzienność. Kiedy wydaje nam się, że świat niemal wali się nam na głowę, Ona mówi do każdego z nas: „Dobrze, że jesteś”, „Kocham cię, za to, że jesteś”, „Kocham cię takim, jakim jesteś”, „Uśmiechnij się, świat nie jest taki zły”, „Ciesz się wszystkim, co posiadasz”, „Bądź zawsze dobry dla wszystkich” . Taka jest nasza Matka. Czyż nie jest ona więc matką zatroskanych, czyż nie jest ona Matką naszych codziennych spraw?

Moi drodzy! O czym chcielibyśmy dziś powiedzieć Maryi? Może o tym, ze odszedł dzisiaj ktoś bliski, kogo bardzo kochaliśmy i wiemy, że już nie wróci, może o zranionej, albo zdradzonej miłości, albo niezrealizowanych planach, bo w życiu znowu coś nie wyszło? Powiedzmy Maryi, że jesteśmy utrudzeni pracą, utrudzeni wychowaniem dzieci, które nie zawsze potrafią docenić wkład naszego serca. Powiedzmy Jej, jak trudno dzisiaj być matką czy ojcem. Powiedzmy Maryi o swojej samotności, takiej nawet wśród ludzi, o chorobie, która tak bardzo nam dokucza. O czym jeszcze chcielibyśmy Jej powiedzieć? Powiedzmy, a Ona wszystko zrozumie, i zrozumie, bo kocha. Musimy tylko uwierzyć. Musimy trwać przy niej. Maria Konopnicka w odniesieniu do Maryi napisała piękne słowa: „Nigdym ja ciebie, ludu nie rzuciła, nigdym ci swego nie odjęła lica. Jam po dawnemu - moc twoja i siła Bogarodzica.” I rzeczywiście gdy człowiek wraca od matki jest mocniejszy. Gdy człowiek wraca od matki jest lepszy, bo Ona uczy człowieka jak być mocnym oraz dobrym, ale równocześnie pomaga właśnie takim być. Czy nie doświadczyliśmy tego w swojej codzienności? Życie człowieka często jest niesieniem krzyża i utrapieniem, dlatego trzeba nam pamiętać o tej czwartej stacji drogi krzyżowej; tam przychodzi Matka na Chrystusową i naszą drogę. Wtedy nie trzeba wiele mówić, po prostu stanąć wobec Matki i zobaczyć, że jest, i odczuć, że kocha każdego z nas. Wtedy już człowiek jest mocny. Wtedy weźmie Ją niejako za rękę i dojdzie do końca, aż po krzyż, aby usłyszeć: „dziecko oto matka twoja”.

Moi kochani! W jednym z nowocześnie wyposażonych domów dziecka w Rzymie znajduje się bardzo wymowne zdanie: „Życie bez mamy nie ma sensu”. Jak wiele zawiera w sobie to stwierdzenie. Człowiek potrzebuje matki – bez niej trudno żyć. Bez matki trudno znaleźć swoje miejsce w świecie. Ona jest wzorem miłości, dobra i prawdy. Ona pouczy, wybaczy i zrozumie. Matka kocha za darmo i zawsze jest dobra. I ten, kto odkrył, że Maryja jest jego matką ma prawo być szczęśliwym i jest szczęśliwym, przeżywa radość w swoim sercu. Czy wywdzięczyliśmy się Niebieskiej Matce za wszelkie łaski, jakie za Jej pośrednictwem otrzymujemy od Boga? Co dobrego uczyniliśmy w życiu dla Maryi? I najważniejsze: czy nasza wiara w Chrystusa i zawierzenie życia Maryi znajduje to autentyczne przedłużenie w życiu na co dzień, w codziennych wyborach, decyzjach i naszym postępowaniu?

Popatrz bracie i siostro: taka jest nasza Matka. Wnosi tę radość i szczęście w życie ludzi. Maryja pomaga nam, wspiera nas w tym, co dla nas za trudne, co przekracza nasze możliwości, ale musimy pamiętać, że nas nie zastępuje w tym, co wymaga się od nas wysiłku i ofiary, co jesteśmy w stanie uczynić sami z siebie. Maryja jako prawdziwa Matka, chce, abyśmy dzięki Jej miłości stawali się coraz bardziej odpowiedzialni za siebie i za drugich. Ona Jezusa na świat nam przyniosła i tego Jezusa w sakramentach przyjmujemy, tego Jezusa naszą wiarą wyznajemy i Maryja uczy nas tej wiary. Ona pełna łaski. Moja matka jest wiary pełna. Taką Matkę dał mi Jezus. Ona uwierzyła, chociaż może wszystkiego do końca nie rozumiała. Na kartach Ewangelii jesteśmy świadkami zakłopotania Maryi, jak szuka Jezusa, wraca do Jerozolimy, gdzie się zagubił. Szuka go trzy dni, aż wraca do świątyni i tam go odnajduje. „Synu, czegoś nam to uczynił?” To pytanie świadczy o bólu, o miłości, o przyzwyczajeniu się do Jezusa i może jeszcze do końca nie zrozumieniu Jego misji. Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu. Matka wiary. I z tego faktu biblijnego wnoszę, że w drodze życiowej można utracić Jezusa z oczu. Jezusa można po ludzku zgubić, można zostawić na uboczu Jego osobę, można zająć się tysiącami innych spraw, które mogą nas pochłonąć do końca. Można się przyzwyczaić do nieobecności Jezusa i tak żyć, rozsiewając świecki styl życia, ale jest Matka, Matka wiary. Maryjo, Ty szukałaś Jezusa, aż do skutku. Wróciłaś do świątyni, tam znalazłaś swego Syna. I w ten sposób uczysz mnie, jak mam postępować, gdy stracę Jezusa z oczu, gdy moje serce smutek i ból ogarnie. Należy Go szukać, należy się wrócić do tego miejsca, gdzie jeszcze był Jezus, należy wrócić do świątyni. Jest przecież taki czas, który należy przeznaczyć na szukanie: jest to Dzień Pański, czas świętowania. Ten czas do Pana należy, Panu zatem należy go poświęcić. I Moi Drodzy, to czas świętowania zajął dla siebie. Kto odebrał ten czas samemu Panu, ten ma małą szansę odnalezienia Jezusa, ten się szybko w życiu pogubi. Dlatego Maryjo, Pani nasza Jarosławska, Królowo Rodzin w tej nowennie chcę Cię zaprowadzić do wszystkich rodzin tej Parafii. Do rodzin, które stają dziś przed Twoim obrazem, oraz do tych, które w życiu się pogubiły. Tych, którzy zagubili Jezusa nie brakuje i w naszym mieście. Spraw, niech zrozumieją, że Jezusa należy szukać. Niech go szukają w świątyni – On tu jest. O to Cię dziś prosimy. Jesteś Matką Miłości Małżeńskiej. I może ktoś zaprzeczy – to chyba przesada mówić o łasce miłości małżeńskiej. Po prostu ludzie się pokochali, zawarli zgodnie ze zwyczajem małżeństwo, lub go nie zawarli. Są dzieci, żyją razem, po co tu mieszać sprawę łaski? Moi Drodzy! Jezus wiedział, co człowiekowi potrzeba, dlatego ustanawia sakramenty jako źródła siły dla życia człowieka. Wiedział, że miłość małżeńska wymaga ogromnego wsparcia, wymaga wyrzeczeń i wielkiej siły. Zaproponował Jezus sakramentalną łaskę miłości małżeńskiej. Nie ustanowił sakramentu sprawowania zawodu lekarza, prawnika, nie ustanowił sakramentu biznesu, ani władzy królewskiej, ani demokratycznej. Jezus wiedział, że tam, gdzie jest kolebka życia i kolebka wiary, potrzebna jest szczególna łaska. Maryjo! Tyle par małżeńskich składało sobie ślubowanie tutaj, przed Twoim obliczem w ciągu tych lat. Niech łaska sakramentalnej miłości trwa w nich przez całe życie. Niech ślubowanie miłości, wierności i uczciwości macą na co dzień przed swoimi oczami. Niech mają ją w umyśle i niech strzegą jej w sercu. Przyjdź na pomoc słabnącym, wzmocnij nadzieję u załamanych i podaj rękę przeżywającym kryzysy i upadającym. Gdy Matka przywraca do porządku, wówczas mniej boli.

Moi Drodzy! Maryja zawsze prowadzi nas do Jezusa, źródła radości. Przychodźcie więc tu do Niej, tego skarbu największego. Ona zawsze prowadzi do Jezusa, który nigdy nie zawiedzie. Nie ma problemu, którego by On nie mógł rozwiązać, by nie mógł nam pomóc, by nie obdarzył Swoją łaską przez Maryję. I dlatego pozwólcie, ze to rozważanie zakończę słowami takiej piosenki, której słowa niech nam w życiu towarzyszą, szczególnie wtedy, gdy trudno i ciężko:
 
”Nie ma problemu, by Bóg rozwiązać go nie mógł,
Góry tak wielkiej, by On przesunąć jej nie mógł,
burzy tak strasznej by On uciszyć jej nie mógł,
smutku głębokiego by On ukoić go nie mógł.
Bo poniósł On na barkach swych ciężary świata, wiedz droga siostro, że On poradzi i twym.
Jeśli już nie wiesz, gdzie iść, Bóg wskaże drogę,
jeśli zabrakło Ci sił, powie, jak trwać,
Jeśli zbyt mroczne Twe dni, Bóg je przemieni.
Jeśli Ci smutno i źle, poda swą dłoń
Jeśli niebo i ziemia wciąż trwa w Jego ramionach wiem, że tam także i ty miejsce swe masz.

Wszyscy mamy to miejsce u Jezusa i u Jego kochającej Matki. Amen.

 Ks. Zbigniew Szewczyk


Fot. Marcin Lewandowski
«« Wstecz