Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 19.05.2012, świętujemy imieniny: | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Nowenna środowa w Kolegiacie

22.01.2012 @ 21.20

4 stycznia 2012 r. – MARYJA BLASKIEM KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO

4 stycznia 2012 r. – MARYJA BLASKIEM KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO
Opowiadają, że pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych Jerzy Waszyngton, w chwilach utrudzenia, przychodził do swej matki staruszki, klękał przed nią, kładł umęczoną głowę na jej kolanach i mawiał: „pozwól mamo, że tu odpocznę trochę tak, jak wtedy gdy byłem dzieckiem”. A stara matka z niezmienną czułością swymi spracowanymi i drżącymi rękami głaskała siwe włosy wielkiego syna. Potem wstawał pokrzepiony i odchodził do swojej pracy.


Umiłowani w Chrystusie Panu, drodzy czciciele Matki Bożej.


To dobrze i pięknie, że od lat przychodzimy tu do starej Kolegiaty, do Matki Bożej Śnieżnej do Królowej Rodzin, by odpocząć , by tak jak Jerzy Waszyngton położyć udręczoną głowę na Jej kolanach, by wyżalić się przed Nią, by oddać się Jej w niewolę miłości.

Ta świątynia i ten lud zasługują na to by doczekać się czasu koronacji. Cieszę się, że po iluś latach mogę stanąć na tej ambonie, mogę skierować do was słowo, razem z wami mogę popatrzeć na Maryję, która jest blaskiem Kościoła Świętego. Cieszę się, że polski Naród, że wy kochani mieszkańcy Jarosławia przychodzicie do Matki. Ale boję się jednego. I to zaczyna być w naszej pobożności maryjnej coraz bardziej widoczne. Boję się doczesnej interesowności.

Maryja dla wielu z nas stała się instytucją do załatwiania naszych interesów. W naszej rozmowie z Nią tak często słychać: proszę, daj, spraw, wysłuchaj. Stać nas nawet na to, aby przemierzać dziesiątki a nawet tysiące kilometrów, by pozałatwiać sobie sprawy w różnych sanktuariach. A ile razy modliliśmy się do Niej, by Ją po prostu uczcić? Ile razy prosiliśmy, abyśmy potrafili Ją naśladować? Błąd w naszej pobożności Maryjnej polega na tym, że z tego kultu chcemy zrobić kramik, gdzie dłuższą lub krótszą modlitwą można zapłacić za zdrowie, powodzenie, wybawienie z kłopotu.

O Matko sfałszowaliśmy Ciebie, wygładziliśmy, wymalowaliśmy, ocukrzyliśmy Twoje słowa i Twe nabożeństwa. Powtarzamy do znudzenia, żeś Matką Miłosierdzia, żeś uzdrowieniem chorych, pociechą strapionych, a zapominamy, żeś drogą do Chrystusa, żeś drogą do świętości, żeś Matką Kościoła, żeś jego blaskiem.

Zdobądźmy się na odwagę i wypędźmy z naszej duszy pogańskiego handlarza. Nauczmy się nie odrywać nabożeństwa do Matki Bożej od praktyki życia. Nauczmy się opierać swoje życie na kulcie Maryi i zaufaniu do Niej, na czci, uwielbieniu. Jej serce jest stale otwarte dla nas pod warunkiem, że nie będziemy próbowali tego serca przekupić czy sfałszować. Zacznijmy Maryję traktować tak, jak traktujemy czy traktowaliśmy nasze matki; zacznijmy szanować Jej cichą obecność na drogach naszego życia, nic w zamian nie chcąc. Ona zresztą, tak jak nasze mamy, będzie wiedziała, kiedy  i czego nam potrzeba.

Przez czas nowenny chcemy Ją  lepiej poznać. Żeby kogoś poznać trzeba często się z nim spotykać, trzeba patrzeć prosto, głęboko w oczy, trzeba sercem rozmawiać z sercem. I tak właśnie przychodźmy do Królowej Rodzin. Patrzmy na nią, wszak ona jest blaskiem Kościoła.

Nowy Rok liturgiczny, który przeżywamy od adwentu, każe nam spojrzeć na Kościół jako na  nasz dom. Z domem zawsze kojarzy nam się dzieciństwo, bezpieczeństwo. Dom przywołuje ciepłe uczucia.  Czy tak myślę również o Kościele?

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy pracowałem w Kolegiacie. Kilka razy w tygodniu przychodziły do kancelarii osoby, z prośbą o wgląd w księgi parafialne.To ci, którzy sporządzali drzewa genealogiczne, szukali śladów życia swoich przodków. Pomyślałem kiedyś: dlaczego ludzie zadają sobie tyle trudu, żeby poznać historię swojej rodziny. Do czego potrzebna jest im wiedza czy są potomkiem po mieczu, czy po kądzieli, że w przeszłości ktoś z ich przodków popełnił mezalians, ktoś inny bohatersko walczył w obronie ojczyzny. Czy to pusta ciekawość? Poczucie obowiązku wobec najbliższych, a może raczej potrzeba lepszego poznania i zrozumienia siebie samego, swojego miejsca w historii, potwierdzenia, że nie jestem człowiekiem znikąd, że wyrastam z tradycji i doświadczeń przeszłych pokoleń, a może poczucie odpowiedzialności wobec tych, którzy przyjdą po nas. Mało kto pyta o początek Kościoła.

A przecież to w Wieczerniku, w świąteczny poranek, zaczęła się moja i twoja, nasza wspólna historia. Właśnie tam, gdzieś na poddaszu jerozolimskiego domu, zrodził się Kościół. Tam byli apostołowie, filary, fundament Kościoła i tam była Maryja. Ten dom był wspaniałym miejscem jednomyślnej modlitwy i braterstwa. I można sobie wyobrazić jak bardzo obecność Maryi dodaje mu powagi, ciepła i blasku. I dlatego mariolodzy piszą, że: „tak jak Chrystus odbija się w Maryi, tak Maryja odbija się w Kościele… Można zobaczyć Kościół w Maryi, podobnie jak można odkryć Maryję w Kościele” (Schmaus).

Właśnie tam, ja i ty możemy szukać korzeni swojej wiary. Tam zaczyna się nie tylko historia 265 papieży, którzy nieprzerwanie od czasów św. Piotra służyli Kościołowi.. Tam zaczyna się historia wiary każdego nas. Czy jestem tego świadomy? Kościół to nie księża, biskupi, tylko ja. Porażającym jest ten brak poczucia przynależności do Kościoła, nie utożsamianie się z Kościołem, dzielenie na „my” i „oni”. Kiedy słyszę tego rodzaju pretensje i krytykę, mam ogromną ochotę zapytać krytykującego: a Ty co zrobiłeś, jaki Ty przykład dajesz, czy jak Maryja przysparzasz blasku Kościołowi, czy może jesteś jego zakałą?

Te stałe, ciągłe pretensje, że nie jest tak, jak my byśmy chcieli, że „oni” są tacy, że „oni” popełniają błędy, że „oni” są obłudni, dwulicowi, faryzejscy, zakłamani…. Ale tylko „oni”. My – sprawiedliwi się od tego odcinamy i twierdzimy z butą i zarozumiałością, powtarzając bezmyślnie przewrotne słowa:” wierzę w Pana Boga, ale Kościół jest ,mi do niczego niepotrzebny, sam mogę się pomodlić, gdzie chcę.

Sakrament chorych

Jak postrzegam ten kościół? Czy źle o nim nie mówię? Czy stać mnie na to by go bronić?

Na pewno wiele jest braków w życiu osób duchownych i byłbym naiwny i niesprawiedliwy próbując ich nie widzieć, czy takie fakty usprawiedliwiać. Ale też proszę zobaczyć, jak wiele w tym wszystkim jest pomówień, oszczerstw, zwykłych kłamstw i medialnego bicia piany. Czy aby nie poddajemy się za bardzo manipulacjom. W telewizji tak mówili, w gazecie pisało… W jakiej telewizji, w jakiej gazecie. A może komuś o to właśnie chodzi? Zły Duch działa także i w ten – zniechęcający i opluwający wszystko sposób. Miejmy tego świadomość słuchając tego rodzaju wiadomości, nie dawajmy tak łatwo wiary „medialnym prorokom”. Im przecież o sensację chodzi, nie o prawdę.

Dziś dla wielu chrześcijan Kościół jest tylko potrzebny ze względu na chrzest, ślub, czy pogrzeb. Niektórzy traktują go jako instytucję usługową, a nie jako miejsce uświęcenia i drogę zbawienia.

Trzeba nam więc pokochać Kościół, który, jak to będziemy niejednokrotnie w tym roku powtarzać, ma być naszym domem. Trzeba w tym Kościele zobaczyć Chrystusa, zobaczyć w nim Maryję.

Drogi bracie i siostro, czcicielu Matki Bożej, przychodź do niej często, przychodź zawsze, dziękuj, że jest, że jest chlubą, że jest blaskiem Kościoła. Patrz jej w oczy i pytaj co robić byś i Ty mógł być blaskiem i dumą Kościoła.

Pozwólcie, że zakończę pewnym opowiadaniem: Chodził kiedyś po podwórkach stary Cygan i sprzedawał patelnie. Jak mówił – „najlepsze pod słońcem”. Zawsze biegała za nim gromadka dzieci, bo mówiły, że jest to dobry Cygan. Tak było naprawdę on nigdy nikogo nie „ocyganił”. Czasem uczył dzieci jakiś sztuczek z kartami, wróżb, cygańskich śpiewów. Do swojego ubrania miał poprzyszywane różne muszelki, kamyki, a nawet kły niedźwiedzia i wilka. Dzieciom tłumaczył, że odpędzają one zło i nieszczęścia na sto mil, a inne zaklepują szczęście. Nie wiadomo, czy była to prawda – ale dzieci wierzyły w każde jego słowo i słuchały lepiej jak nauczycielki. Zaczęła się cygańska moda. Dzieciaki nosiły na szyi gumowe smoki, dzwoneczki, filmowe potworki, całą masę najrozmaitszych i najdziwniejszych świecidełek. Cygan śmiał się z dzieci mówiąc, że te wszystkie świecidełka są do wyrzucenia – bo prawdziwy amulet musi mieć w sobie czar i zaklętą moc. To jest bardzo trudne – niektóre spadają z nieba inne znajduje się za bramą cmentarza, dokładnie o dwunastej w nocy. Później Cygan gdzieś się zawieruszył, a wtedy prawie wszystkim odechciało się nosić amuletów i talizmanów. Ale po miesiącu znowu pojawił się na podwórku. Dzieci popędziły natychmiast do niego, ale niby ten sam to jednak był inny. Miał trochę więcej zmarszczek, siwych włosów, przygarbione plecy, no i nie miał żadnego talizmanu, nawet najmniejszego. Gdzie twoje talizmany? W śmietniku! Jak to, dlaczego nam ich nie dałeś? Wszystkie są diabła warte. Moja mama umarła i żaden z nich nie pomógł. A ilem się nazaklinał, napocierał, napukał – to wszystko bzdura. Dzieci miały głupie miny. Nic ci nie zostało? – spytała dziewczynka z czterolistną koniczynką na szyi. Nic, ale moja matuchna dała mi medalik. Sięgnął pod koszulę i wyciągnął stamtąd srebrny łańcuszek z medalikiem, na którym była znajoma Matka Boża. Gdy matuchna umierała, zdjęła z szyi ten medalik i oddała mi mówiąc: Ja odchodzę od ciebie, ale ty musisz mieć inną matuchnę, żebyś czego złego nie zmalował. To prawdziwa matuchna, a te karty i te wszystkie blaszki masz powyrzucać. W medaliku czarów nie ma, ale jest to medalik – przypominajek, że ta twoja nowa Matuchna jest w pobliżu. Moja mama bardzo kochała tę Matuchnę – no i poszła do Niej do nieba i powiedziała mi, że musi mnie tam spotkać, a ten medalik ma mi pomóc, abym nie zapomniał – gdzie mam trafić. A czy ty nie wyrzucisz tego medalika tak jak tamte amulety? – spytał chłopiec z Papą – Smurfem na czapce. Jakże mógłbym wyrzucić? Przecież bym został sierotą – bez mojej matuchny i tej drugiej także! Pociągnął nosem, wstał z murku i poszedł powoli śpiewając swoją piosenkę o patelniach.

Nie jesteśmy sierotami. Pamiętajmy, tu w Jarosławskiej Kolegiacie, mamy Matkę Bożą Śnieżną, Królową Rodzin.


Red.
wstecz