Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org !

 
Dziś jest 31.07.2010, świętujemy imieniny: Ignacego, Lodomiry, Romana | Dzisiejszą liturgię znajdziesz tutaj

Kazania i Homilie

16.05.2009 @ 07.52

12 maja 2009 r., Jarosław Kolegiata – Przytulmy się dzisiaj do Krzyża

12 maja 2009 r.,  Jarosław Kolegiata – Przytulmy się dzisiaj do Krzyża
Homilia ks. Waldemara Janigi, dyrektora Wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej w Przemyślu, wygłoszona 12 maja 2009 r. w Kolegiacie podczas Mszy św. z okazji peregrynacji Świętych Znaków Światowych Dni Młodzieży w naszej parafii.

 

Drodzy Bracia w kapłaństwie Chrystusowym! Kochani młodzi Przyjaciele, Siostry i Bracia w Chrystusie Panu! Przed kilkunastu laty na jednym z uniwersytetów amerykańskich, ówczesny ordynariusz Paryża, późniejszy kardynał Listiger, miał spotkanie ze studentami. Sala była wypełniona po brzegi. W trakcie ożywionej dyskusji jeden ze studentów zapytał: Księże biskupie, kim jest Bóg, w którego wierzysz? Co możesz nam powiedzieć o Bogu? Czy Bóg, w którego wierzysz, ma jakąś propozycję dla nas, młodych ludzi, w ogóle dla człowieka? I wtedy biskup bardzo spokojnie opowiedział pewną historię. Któregoś dnia w Paryżu trzech młodych ludzi, pochodzących z dosyć bogatych rodzin, postanowiło przeżyć jedną noc najgorzej, jak tylko człowiek może sobie to wyobrazić. Jedyną granicą były pieniądze, które posiadali – a była to spora suma. Wpadając na taki szatański pomysł, postanowili narobić tyle bezeceństw w ciągu tej jednej nocy, by poczuć wielką radość. Radość – jak się później okazało – miała pochodzić z kontaktu ze złym duchem. I rzeczywiście ten pomysł zrealizowali. Nad ranem, wracając do swych domów, przechodzili obok kościoła. Przez uchylone drzwi zobaczyli w konfesjonale kapłana. Wtedy jeden z kolegów wpadł na kolejny szatański pomysł, proponując: Jeśli któryś z nas odważy się, pójdzie teraz i powie księdzu o wszystkim, co przeżywaliśmy w nocy, to reszta naszych pieniędzy stanie się tylko jego własnością. I rzeczywiście, weszli do świątyni. Jeden z nich podszedł do konfesjonału, uklęknął i zaczął bardzo głośno „wyznawać” swoje grzechy. Opowiadał o nocnych przeżyciach. W pewnym momencie, gdy kapłan usłyszał szyderczy śmiech stojących w drzwiach pozostałych dwóch kolegów, zorientował się, że ma do czynienia z wielką kpiną. Wychylił się z konfesjonału, popatrzył na tego młodego człowieka i rzekł: Jeśli chcesz, to ja twój problem rozwiążę w ciągu jednej minuty. Chcesz czy nie? On, zakłopotany, odpowiedział twierdząco, po czym usłyszał od spowiednika: Stań zatem w tym miejscu, w którym stoją twoi koledzy, przejdź przez całą nawę kościoła, podejdź do głównego ołtarza, uklęknij przed ukrzyżowanym Chrystusem i powiedz mu tak: „Panie Jezu, wiem, co dla mnie uczyniłeś na Krzyżu, wiem, że za mnie umarłeś, że mnie odkupiłeś, ale to mnie zupełnie nic nie obchodzi, nic sobie z tego nie robię. Młody człowiek rzeczywiście przeszedł przez nawę, uklęknął i zaczął mówić: Panie Jezu... ale tu zrodziło się w nim ogromne zawahanie. Po dłuższej chwili, gdy nie wypowiadał żadnego słowa, zaczął raz jeszcze: Panie Jezu... i rozpłakał się. Następnie dokończył: Zmiłuj się nade mną, grzesznikiem. Jezu, przepraszam Cię za wszystko.

Gdy biskup kończył opowiadać tę historię, w auli uniwersytetu panowała idealna cisza. Na koniec dopowiedział jeszcze jedną ważną rzecz: To nie jest historia wymyślona przeze mnie, to historia mojego nawrócenia; przełomu, który wydarzył się w moim życiu. Taki jest Jezus Chrystus. Ta historia uzmysławia nam prawdę, którą dzisiaj św. Jan Ewangelista przypomina. Ona powinna kształtować naszą świadomość, nasze serce. Powinna ożywiać naszą wiarę w to, że tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Dusza ludzka bowiem jest nieśmiertelna, jest bezcenna i życie wieczne jest bezcenne.
 

Drodzy Bracia i Siostry! Tę prawdę Kościół głosi od 20 wieków wiernym. Czy coś się zmieniło przez te przeszło 20 stuleci na świecie? Można by rzec, że wszystko – ale to chyba nie do końca prawda. Bóg jest przecież niezmienny. On jest wczoraj i dziś, i na wieki ten sam. Ten sam, który rodził się w Betlejem, Syn Maryi Dziewicy. Ten, który umierał na Krzyżu i zmartwychwstał. A świat? Świat się zmienił. Zmienił się pod wpływem Chrystusa, Jego Krzyża i zmartwychwstania. Świat się zmienił, ale pozostał człowiek. Pozostały te same tęsknoty człowiecze i niespełnienia. Pozostało wewnętrzne wołanie – to samo, które wielokrotnie było przypominane, które wyraził św. Augustyn: Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu.
 

Patrzymy wokół i widzimy, że są tacy którzy nazywają siebie ateistami, agnostykami, liberałami, wolnomyślicielami, którzy kpią sobie z wszystkiego. Ale wcześniej czy później nie sposób uciec od siebie, pozostawić swoją duszę, zwlec ją jak wężową skórę. Przychodzi taki moment, że człowiek staje przy Krzyżu i milknie. Przy Krzyżu jest niezwykła cisza. A cisza zawsze niepokoi, zawsze stawia znaki zapytania, woła. Ta cisza Krzyża niepokoi wierzących i tych, którzy nie wierzą. Tyle pytań rodzi się, gdy stajemy przy Krzyżu. Jego tajemnicy nie sposób wyczerpać jednym spojrzeniem czy refleksją, jakąś jedną analizą. Tajemnica Krzyża przerasta człowieka i stale powraca w naszej zadumie. Jest to zaduma nad światem, nad Bogiem, nad sensem życia, nad dobrem i złem, nad naszym sumieniem, nad wiecznością. Wszystko to stale widzimy jakby z innej strony. Święty Paweł wyraził tę prawdę tak: My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego; to bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi. Dlaczego więc Krzyż? Postawmy to pytanie po raz kolejny w naszym życiu – na użytek naszego modlitewnego spotkania. Bóg staje się człowiekiem, umiera na Krzyżu i zmartwychwstaje. Czyni to, aby nas zbawić, wybawić z bezsensu, nadać sens temu wszystkiemu, co składa się na naszą szarą codzienność. Oddaje życie, by uświęcić to wszystko, co budzi w nas lęk – zwłaszcza przed przemijaniem. Syn Boży staje się ciałem, umiera na Krzyżu i zmartwychwstaje, by pokazać, że człowiek nie może bez Boga być w pełni sobą. Dla człowieka pozbawionego Boga wszystko po kolei może stać się bożkiem: rasa, klasa, pieniądze, seks, bylejakość. Jak mawiał Karl Bart, karą za odrzucenie Boga jest zawsze jakaś forma niszczącego człowieka bałwochwalstwa. Kto nie uznaje Boga, nie uznaje zasad, przed nikim się nie ugina – tylko przed siłą. Prawda o Chrystusowym Krzyżu mówi nam jeszcze coś bardzo ważnego: Bóg jest Bogiem życia, z Krzyża wyrasta zmartwychwstanie. To jest Bóg mojego życia. Prawda ta oznacza również, że mogę Boga znaleźć, a wcześniej skutecznie poszukiwać. Te poszukiwania mogą odbywać się wyłącznie w obszarze mojego osobistego życia, nie gdzie indziej. Żadna ucieczka od swego pochodzenia, od domu, rodziny, korzeni, kształtu losu nie jest dobrym rozwiązaniem. Bóg z całą obietnicą zbawienia, ze swoją łaską, z pomysłem na szczęście znajduje się w sercu tego, co jest moim życiem, losem, moją biografią. Bóg nie szydzi z człowieka, nie umieszcza sensu niedosiężnie, zbyt daleko od mojej głowy, od mojego serca. A zatem ucieczka od własnego życia nie jest rozwiązaniem. Przeciwnie, trzeba głębiej się zakorzenić w swoim życiu, zmierzyć się ze sobą.
 

Prawda o Krzyżu to wielka szansa, by odkryć swoje wybranie w Chrystusie. Dlaczego mamy tyle problemów nierozwiązanych? Dlaczego wielu ma tak powikłane życie? Tylu pogubiło się na drogach, raniąc siebie i innych. Dzieje się tak dlatego, ponieważ nie dochodzi do rozwiązania owego zasadniczego problemu, jakim jest prawdziwe spotkanie z Bogiem w Chrystusie. Nie dochodzi do spotkania, które wstrząśnie, poruszy do granic i uporządkuje życie. A to spotkanie jest możliwe, trzeba tylko chcieć. Prawda o Krzyżu nieustannie przypomina nam, że w życiu trzeba iść pod prąd współczesności. Jan Paweł II w 2001 roku w Orędziu na XVI Światowe Dni Młodzieży mówił tak: Droga Młodzieży! Niech nie wydaje się Wam dziwnym, że na początku trzeciego tysiąclecia papież wskazuje Wam raz jeszcze krzyż jako drogę życia i prawdziwego szczęścia. Rozpowszechniona kultura rzeczy ulotnych, która wartościuje to, co się podoba i wydaje piękne, chciałaby, abyście uwierzyli, że aby być szczęśliwym, należy usunąć krzyż. Jako ideał przedstawiony bywa łatwy sukces, szybka kariera, płciowość oderwana od poczucia odpowiedzialności. Wreszcie egzystencja nastawiona na własna afirmację, częstokroć bez poszanowania innych. Otwórzcie więc szeroko oczy, drodzy Młodzi. To nie jest droga, która prowadzi do życia, lecz ścieżka, która grzęźnie w śmierci. Z pewnością orędzie, które przekazuje krzyż, nie jest łatwe do zrozumienia w dzisiejszej epoce, w której dobrobyt materialny i wygoda są proponowane oraz poszukiwane jako wartości naczelne. Wy jednak, drodzy Młodzi, nie lękajcie się głosić Ewangelii Krzyża w każdej sytuacji. Nie lękajcie się iść pod prąd.
 

Trzeba iść pod prąd także dzisiaj na polskiej ziemi. Świat, w którym żyjemy (świat w znaczeniu biblijnym), nie lubi tego, kto ośmieli się być inny niż przeciętny ogół. Kto jest przytulony do Krzyża i odważy się przerosnąć tłum swoim sercem, ideałami, kto zechce płynąć pod prąd powszechnej łatwizny (zwłaszcza w liberalnie nastawionych mediach), tego świat wyklnie tak, jak kiedyś wyklął Chrystusa i Go ukrzyżował. Ale jedno jest pewne, pewne dla maleńkiego dziecka, które zaczyna coś rozumieć; dla młodego, który marzy o pięknym, szczęśliwym życiu i dla każdego w sile wieku i u schyłku swego życia. Jedno jest pewne w perspektywie wieczności: warto iść pod prąd, pod prąd tego świata, który nas nienawidzi. Nienawidzi za to, że bronimy nierozerwalności małżeństwa, czystości przedmałżeńskiej. Darzy nas nienawiścią za sprzeciw wobec zabijania starych ludzi, nienarodzonych dzieci, za dezaprobatę wobec pornografii i zachowań homoseksualnych. Za to, że naruszamy struktury grzechu i nie pozwalamy okradać przyzwoitych ludzi z godności czy z niewielkiego grosza, który mają. Świat takich nienawidzi, ale trzeba iść pod prąd. Na falach Radia Maryja często śpiewana jest pieśń mówiąca o tym, że żywa ryba płynie pod prąd, a martwa z prądem. Tak jest i w życiu. Dlatego niech każdemu z nas ten niezwykły Krzyż uświadomi, że można być normalnym, uśmiechniętym człowiekiem i wszystko to przeżywać z Bogiem. Wszystko można zostawić pod Krzyżem Chrystusa. Można cieszyć się życiem, obecnością ukochanej osoby w młodym wieku i zawsze mieć czyste serce, by przyjąć Jezusa w Komunii św. Można być świetnym sportowcem, artystą, a zarazem głęboko wierzącym. Można nie wstydzić się modlitwy, modlitwy różańcowej, adoracji Krzyża i Najświętszego Sakramentu, czytania Biblii, codziennego pacierza. Wielu z nas nosi na swoim sercu medalik, krzyżyk , obrączkę symbolizującą dziesiątek różańca. Wysyłamy w ten sposób bardzo jasny komunikat ze swego serca: jestem katolikiem, chcę wzrastać w wierze, chcę żyć przyzwoicie według zasad ewangelicznych, chcę żyć naprawdę przyzwoicie. Pragnę żyć przyzwoicie i wierzyć – tak jak czyniła to moja babcia, dziadek, jak żyją moi rodzice. A zatem przytulmy się dzisiaj do Krzyża, przytulmy nasze serca. Niech nasze usta, które wypowiedziały tyle słów w dotychczasowym życiu, teraz ucałują Krzyż. Niech serce i usta przebaczą, jeśli nosimy jakieś urazy. Niech nasze usta wypowiadają zawsze słowa szlachetne – bo przecież całują Krzyż.
 

Bracia i Siostry, niech nasze serca naprawdę przylgną głęboko do Krzyża Chrystusowego. Kiedyś Jan Paweł II napisał w Tryptyku Rzymskim niezwykłą myśl, zakorzenioną w Biblii: A przecież nie cały umieram i to, co we mnie niezniszczalne, trwa. I kiedyś stanę twarzą w twarz z Tym, który jest. To dlatego, że jestem w Kościele, przy Chrystusowym Krzyżu. Wielu dzisiaj chce uśmiercić prawdę Krzyża i sam Kościół. Ta prawda jest niewygodna. Nie pozwólmy na to! Dzisiaj ludzi niewierzących stać na to, by bronić Chrystusowego Krzyża, bronić nauki o człowieku, która zakorzeniona jest w Chrystusowym Krzyżu – czyli w antropologii chrześcijańskiej. Tym bardziej więc nas winno na to stać. Oriana Fallaci – nieżyjąca włoska dziennikarka pochodząca z Florencji. Parę tygodni przed jej śmiercią, została przyjęta przez Benedykta XVI. Deklarowała, że jest chrześcijańską ateistką, jednocześnie mówiąc: Jestem przekonana, że nie ma mądrzejszej antropologii, niż ta zawarta w Ewangelii, którą zostawił nam Chrystus w postaci Dobrej Nowiny.
 

Zatem powiedzmy dzisiaj z radością: Dobrze że jesteśmy w Chrystusowym Kościele, za który umarł na Krzyżu Jezus! I niech w naszych sercach rozbrzmiewa wołanie, które płynie z pustego grobu, ze zmartwychwstania Chrystusa: Nie bójcie się! Odwagi, Jam zwyciężył świat! Nie bójcie się! Dlatego prośmy dzisiaj o dar męstwa dla każdego z nas słowami modlitwy: Duchu Święty, Ty zawsze ludzi posłanych do trudnych i niebezpiecznych dzieł napełniałeś swoim darem męstwa i siły, aby sprostali temu co ich przerastało. Tym darem pomagałeś bojownikom Bożym, męczennikom za prawdę i wyznawcom wiary. Nawet dzieci i słabe kobiety stawały się mocne, mocą Twego męstwa. Ty mnie przenikasz i znasz, i wiesz, ile we mnie słabości i lęku. Umacniaj mnie i pokrzepiaj, abym w chwilach trudnych nie tchórzył i nie zdradzał Boga ani ludzi. Naucz mnie mężnie kroczyć drogą obowiązku i zawsze szanować święte słowo „trzeba”. Niech mnie nic nie zastraszy i nie oderwie od mego Pana i Boga, od Krzyża Chrystusowego. Prosimy Cię, Duchu Święty. Amen
 


Red.

wstecz