Kolegiata pw. Bożego Ciała w Jarosławiu

Witaj na kolegiata.org ! powrót do strony głównej

 

Dziś jest 20-01-2019, świętujemy imieniny: Fabioli, Miły, Sebastiana. | Sprawdź także liturgię na dziś.

27 grudnia 2009 r. – Homilia z uroczystości Świętej Rodziny. RODZINA WSPÓLNĄ DROGĄ UŚWIĘCENIA

16.02.2010 @ 07.46

27 grudnia 2009 r. – Homilia z uroczystości Świętej Rodziny. RODZINA WSPÓLNĄ DROGĄ UŚWIĘCENIA

27 grudnia 2009 r. – Homilia z uroczystości Świętej Rodziny. RODZINA WSPÓLNĄ DROGĄ UŚWIĘCENIA
W uroczystość Świętej Rodziny (27 grudnia 2009 r.) podczas uroczystej Mszy św. w intencji małżeństw świętujących jubileusze homilię wygłosił ks. Roman Wawro, diecezjalny duszpasterz rodzin.

 

Ukochani w Chrystusie Panu! Wszyscy przynależymy do jakiejś rodziny. Uroczystość Najświętszej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa jest wyjątkowym świętem – zwłaszcza tutaj, przed obliczem Matki, Najświętszej Królowej Rodzin. Dzisiejszą Eucharystię pragniemy przeżyć przede wszystkim jako dziękczynienie za dar rodziny. Ona jest wielkim skarbem. Tyle treści zawiera dzisiejsze święto. Dzisiaj od rana ciągle mam melodię i jej słowa w sercu i głowie. To piosenka, którą śpiewaliśmy na oazach: Rodzinny dom to istny raj, dar Ojca niebieskiego. Chociażbyś przeszedł cały świat, nie znajdziesz piękniejszego. Tu się dziecina pierwszy raz do matki uśmiechnęła, tu się uczyła Boga znać, tu modlić się zaczęła, tutaj na każdym kroku cię ojcowskie oczy strzegły. I na końcu szczególny apel do wszystkich: A gdy ci przyjdzie z domu iść i odejść w świat daleki, rodzinny dom dziecino miej w pamięci swej na wieki. Tę piosenkę wyniosłem z domu rodzinnego. A dzisiaj, jak każdy z Was, myślami jestem przy rodzinie. Wpatrujemy się w Najświętszą Rodzinę, w szopkę betlejemską. Ją Kościół stawia w centrum tych rodzinnych świąt, a dzisiaj szczególnie. Jak to mówił Wasz Ksiądz Proboszcz, przez cały dzień rodzice z dziećmi przychodzą do szopki. Na pewno nie tylko żeby pooglądać, ale i się pomodlić za nasze rodziny. A ja bym chciał prosić, abyście dzisiaj – jako małżonkowie – pomodlili się za siebie, aby pomodliły się dzieci za rodziców i rodzice za dzieci, wszyscy członkowie rodzin za siebie nawzajem. Czy są z nami, czy są gdzieś daleko – nieważne. Niech to będzie nasz największy dar dla nich. Rodziny niech nie będą dziś osamotnione. Niech dzięki tej modlitwie Pan Bóg nadal je błogosławi i umacnia, pomnaża swe dary. Niech szczególnie błogosławi tym rodzinom, które cierpią. Prośmy, by Święta Rodzina leczyła wszystkie rany małżeństw, które są w jakiś sposób zagrożone; rany rodzin, którym grozi rozbicie, są w stanie jakiegoś kryzysu, rozłamu. A dzisiejsza Eucharystia i święto niech nam podpowiadają, co robić, aby nie trzeba było ratować małżeństw i rodzin, żeby nie było za późno... Tu szczególny apel do młodych małżeństw: od początku żyjcie jak rodzina chrześcijańska.


Chciałbym skierować Wasze myśli do listu biskupów polskich, który jest czytany na wszystkich dzisiejszych Mszach św. Zachęcam też do zadumania się nad homilią Pawła VI, wygłoszoną w Nazarecie w 1964 r. w czasie pielgrzymki. Wspaniałe rozważanie o wymowie Świętej Rodziny! Papież podkreślał już wtedy, że uczy nas ona mądrości milczenia. Tego, by więcej było w nas wyciszenia – a wtedy przecież jeszcze nie było Internetu, telewizja nie była tak popularna. Tymczasem już widać było, że rodzinę niszy chaos i hałas, wieczne zabieganie, pęd za czymś. Święta Rodzina w tym swoim milczeniu w stajence uczy nas wyciszenia i rozmodlenia, jakiegoś zanurzenia się w rzeczywistość Bożą, w rzeczywistość sakramentalną. Dziś szczególnie modlimy się, żeby Jezus, Maryja i Józef ogarnęli nasze rodziny nową mocą, potęgą swojej łaski, żeby umocnili to, co dobre i leczyli nasze słabości. W tym duchu Paweł VI mówił, że Święta Rodzina uczy nas prawdziwej miłości, oddania, mądrości, pracy. Rodzino, Rodzino Święta, przykładem nam służ, napełnij pokojem serca, miłości nas ucz – słowa tej piosenki zwięźle mówią o całej tej prawdzie.


Ile razy myślę, mówię o rodzinie na różnych rekolekcjach, nie mogę nie myśleć o rodzinie, z której sam wyszedłem. To liczna rodzina. Było nas jedenaścioro dzieci, żyje dziesięć. W tym trzech kapłanów, jeden już zmarł, był misjonarzem w Afryce (w Zairze) przez 40 lat. Zniszczyła go ta praca, choroby tropikalne. Trzy lata temu zmarł. Najstarszy brat dobiega już osiemdziesiątki, ale wciąż w Kalwarii Zebrzydowskiej służy i pracuje u Bernardynów. Kiedy tak patrzę wstecz, to widzę, że przesłanie Świętej Rodziny było wśród moich bliskich zawsze realizowane. Zwróćmy dziś uwagę na dwie sprawy, najpierw na ubóstwo Rodziny Nazaretańskiej To jest niezwykła nauka dla nas. Daliśmy się porwać cywilizacji konsumpcji. Wydaje się nam, że szczęście rodzinne zależy od stanu posiadania, od majątku, samochodu, konta. Stąd często te nieszczęsne wyjazdy – czasem niepotrzebne, lekkomyślne. Potem rodzi się nastawienie młodych, żeby jak najszybciej się czegoś dorobić. To jest tragiczne! Nieraz słyszę o tych problemach w poradniach życia rodzinnego. Rodzice za wszelką cenę chcą wybudować i wyposażyć młodym dom. A dzieci nie mają później radości dochodzenia do wszystkiego samodzielnie, powoli. Starsze pokolenia zaczynały od jednego talerza, łyżki, widelców. Ale wszystko kupowało się za samodzielnie zarobione pieniądze. Ten trud wspólnego dorabiania się ogromnie łączył i owocował. Dziś mamy przekonanie, że dzieci muszą wszystko mieć od razu. I to jest niszczące. W mojej rodzinie była bieda. Ojciec był rolnikiem – stolarzem, a mama przy kuchni cały czas służyła. Szczęście rodzinne naprawdę nie zależy od stanu posiadania! Po wojnie, kiedy zaczynałem szkołę podstawową, żyliśmy w trudnych warunkach. Trzeba było wymieniać się butami i płaszczem; nikt nie patrzył czy to męski, czy damski. Nie było ani pieniędzy, ani ubrania. Czasem, jak się skarżyłem, że ktoś tam ma więcej, to mama odpowiadała mi: Dziecko, a czy on jest lepszy przez to? Jest przez to szczęśliwszy? Staraj się być dobrym człowiekiem. Zapamiętałem te słowa na zawsze i to jest moje największe bogactwo. Tego samego uczy nas Rodzina Nazaretańska, która przecież była bezdomna. Oni wyszli do Betlejem na spis ludności. Myśleli, że pewnie najwyżej miesiąc nie będzie ich w domu. Ile mogli zabrać z sobą? A potem musieli uciekać do Egiptu. Zagrożone życie dziecka, zagrożone życie rodziców... Na obczyźnie musieli zaczynać od początku. A dziś mówią do nas: Opamiętajcie się, zatrzymajcie się, wróćcie do wartości podstawowych! Któregoś dnia św. Jak Maria Vianney, obecnie patron kapłanów, spotkał leśniczego, popatrzył na niego, na jego psa i powiedział ze smutkiem: Ma pan pięknego psa, ale duszę ma pan brzydką. Św. Jan Vianney czytał w sercach. Myślę, że gdyby przeszedł się dzisiaj naszymi ulicami, pewnie niejednemu by powiedział: Masz piękny samochód, macie piękny dom, ale rodzina jest biedna duchowo. Dzisiejszy list biskupów, o którym wspominałem, zwraca uwagę małżonkom, ażeby dbali o jedność i o duchowość. Całe ich życie jest wspólną drogą uświęcenia i zbawienia. Bardzo Was proszę, zastanówcie się dzisiaj, czy moja rodzina, czy moje małżeństwo rzeczywiście jest wspólną drogą uświęcenia i zbawienia? A dzieje się to przez wzajemną służbę w postawie miłości przebaczającej i uczynnej, życzliwej, ofiarnej. To jest ta prawdziwa miłość, kiedy małżonkowie czynią dar z siebie, kiedy rodzice czynią dar z siebie w bardzo trudnej służbie wychowania dzieci. I znowu jest takie przykre, kiedy młodzi małżonkowie czekają, że jeszcze nie teraz, bo musimy się dorobić, na dziecko jeszcze czas. A potem lata lecą i różnie wychodzi. Najtragiczniejsze jest to, gdy poczęte dziecko nie ma prawa się urodzić, gdy zostaje po prostu unicestwione – bo jeszcze nie teraz. Rodzina z Nazaretu krzyczy: Zatrzymajcie się, to nie tak! Szczęście nie zależy od stanu posiadania! Proszę zwrócić uwagę na wyciszenie i spokój Świętej Rodziny. Szczęście – tego nas oni uczą – zależy od całkowitego i bezgranicznego zaufania Bogu, czyli od głębokiej, żywej wiary. I od wiernej, wytrwałej miłości małżeńskiej. Kiedy to mówię, przypomina mi się jubileusz czterdziesto i pięćdziesięciolecia moich rodziców. To były piękne chwile wiele, wiele lat temu. W 1970 r. jubilaci w leżajskim sanktuarium oo. Bernardynów... Przed cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia trzech synów odprawia Mszę św. za rodziców otoczonych dziećmi i wnukami. Kiedy potem w domu z kwiatami całowaliśmy rodziców po rękach, wzruszeni dziękowaliśmy im za wychowanie, za życie, za ich poświęcenie. Naprawdę były to trudne warunki. A wtedy tatuś się rozpłakał, łzy mu w oczach stanęły i powiedział: Dzieci, wy nie dziękujcie nam, dziękujmy wszyscy Panu Bogu. To nie było na ludzki rozum, na ludzkie siły, byliśmy w różnych dramatycznych sytuacjach, ale całkowicie zaufaliśmy Bogu. Mówił też, że nieraz myślał, za co spłaci raty czy zapłaci podatek, zawierzał to Panu Bogu. I rano przychodziło zamówienie stolarskie, wszystko się rozwiązywało. Do dziś pamiętam wzruszające słowa ojca: Dzieci, dziękujcie Panu Bogu. Jemu zawdzięczamy, że zdrowo się wychowaliście, wykształciliście się, wyszliście na ludzi. To wszystko zawdzięczamy tylko Panu Bogu. Dzisiejsza liturgia mówi, że rodzina ma być szkołą wiary, ma być szkołą człowieczeństwa – a więc dojrzałej miłości, służby. To wszystko przeżywałem w domu rodzinnym. Pamiętam klęczących rodziców. My podrywaliśmy się już od pacierza wieczornego, a oni zostawali jeszcze na modlitwie małżeńskiej. Nie było wtedy Ruchu Światło – Życie, rodzice nie byli w żadnych strukturach, ale z potrzeby serca modlili się, żeby wszystkie sprawy przedstawić Bogu. I nigdy nie było problemu, czy ktoś z nas pójdzie na Mszę św. – choć nie było bardzo w czym te 3 km iść. Myśleliśmy jedynie, kiedy pójść, żeby mądrze wymienić się płaszczem, butami czy innym ubraniem. Msza św. była w centrum, byliśmy zawsze w środku kościoła. W niedziele ojciec gromadził nas, mama gotowała obiad, a on pytał o czym było kazanie, jaka była Ewangelia, który ksiądz odprawiał Mszę św. Tak, tak – wiele było takich rodzin, nie byliśmy wyjątkowi. Pamiętam, jak jako chłopcy byliśmy nieraz roztargnieni na Mszy. Potem po drodze była taka giełda. Jeden pamiętał, który ksiądz odprawiał, inny trochę kazania czy Ewangelii. Tak wymienialiśmy tymi wiadomościami jak studenci przed egzaminami. Pamiętam też, że przy okazji tych niedzielnych rozmów tatuś nam też coś zawsze wyjaśnił, wytłumaczył. I jeszcze jedno wspomnienie. Na wsi, jak zabiło się jakiegoś prosiaczka, to rodzice od razu popakowali część, a potem kazali mi iść za rzekę do sąsiadów. Ja wtedy się strasznie buntowałem. Myślałem sobie, że i sam napracowałem się przy tych świnkach, a teraz ktoś będzie moje mięso jadł. Pytałem mamy, dlaczego tak każe, przecież sami damy radę zjeść. Mama tłumaczyła, że jak oni zabiją, to też się podzielą. I że tam są dzieci, potrzebują... Jeszcze po drodze się buntowałem. Ale jak przyniosłem na miejsce, dzieci zobaczyły, wszyscy się zbiegli, spostrzegłem ich radość i łzy w oczach. Tamta kobieta chwaliła, jacy my dobrzy. A ja tak się wstydziłem, wiedząc, co po drodze mamrotałem. To jest właśnie nauka miłości, taka prosta, która mówi: Popatrz, obok ciebie żyją inni, oni też są głodni. Nie myśl tylko o sobie.


Jeszcze raz, patrząc dziś na stajenkę betlejemską, na Rodzinę Nazaretańską, powtórzmy: Szczęście rodzinne zależy od całkowitego zawierzenia Bogu. Zależy od przeżywania życia małżeńskiego i rodzinnego jako wspólnej drogi uświęcenia i zbawienia, przeżywaniu w otwarciu na Ducha Świętego; na te wszystkie łaski, jakie z sakramentu małżeństwa płyną. I zależy od wiernej miłości małżeńskiej. Ona często jest taka poraniona, narażona na wiele zagrożeń – zwłaszcza dzisiaj. Na pewno wymaga nieraz heroizmu, ale przecież w sakramencie małżeństwa Chrystus wszedł w Wasze życie, z całą mocą swojej łaski. Otrzymaliście tak zwaną łaskę stanu. Ksiądz w czasie święceń otrzymuje łaskę stanu kapłańskiego, a Wy otrzymaliście łaskę stanu małżeńskiego i rodzicielskiego. To znaczy, że Bóg daje takie łaski, żebyście mogli wzrastać, dojrzewać przez wzajemną miłość, żebyście mogli dać życie dzieciom i wychować te dzieci. Pytał przecież ksiądz przed ślubem, czy chcecie przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg Was obdarzy. I teraz, w dniu Świętej Rodziny przypomnijcie sobie swoją przysięgę, kiedy staliście w obliczu Boga, wpatrzeni, zakochani, rozmarzeni. Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. A potem właśnie to pytanie dotyczące przyjęcia i wychowania dzieci. Pamiętajcie, że wychowanie dziecka to jest dalszy ciąg rodzenia. A w wychowaniu i szczęściu rodzinnym nie liczą się pieniądze czy komputery - tylko miłość. Dla dziecka najważniejsze jest widzieć kochających się rodziców. Dla dziecka całym światem jest jego dom. A jest on bezpieczny, dobry, kiedy jest w nim ciepło i miłość. Słyszeliśmy przed chwilą wezwania: „Mężowie, miłujcie żony, nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci, błądzicie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu, ojcowie nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie utraciły ducha”. Rodzice zastępują dzieciom na ziemi Pana Boga. Dziecko rozumuje, że Bóg jest taki jak tatuś, jak mamusia. To wielka odpowiedzialność! Wy swoją postawą, swoim dobrym przykładem, miłością, wyrozumiałością, mądrością, cierpliwością pokazujecie, jaki jest Bóg i pomagacie dzieciom nawiązywać z Nim więź. Niestety, kiedy rodzice nie spełniają tych zadań, mogą bardzo zakłócić relacje dziecka z Bogiem. Gdy mówimy Ojcze nasz, pamiętajcie, że w rodzicach jest ten majestat Boga, jest cząstka Boga jako ojca i matki. Wasz autorytet pochodzi od Boga. Rodzina musi żyć Bogiem. Wtedy dzieci będą patrzyły na Was jako na dar Boży.


Pamiętajmy też o naszych zmarłych rodzicach, pamiętajmy o starszych rodzicach – żeby nigdy nie byli zapomniani. Właśnie dzisiejsza liturgia nas do tego wzywa. Niech nasze rodziny budują szczęście na zaufaniu Bożym. Bóg nie da rodziny skrzywdzić. Boimy się, że ten czas tłamsi rodzinę. Prawodawstwo uderza w rodzinę jako związek mężczyzny i kobiety. A ja przytoczę tu słowa Izajasza (10,1-3): „Biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące – tak mówi Bóg”. Kiedyś jedna polityk ze Stanów Zjednoczonych wyraziła się, że małżeństwa homoseksualne to dewiacje. Domagano się od niej publicznych przeprosin. Powiedziała w telewizji, że nie mam zamiaru ani potrzeby przepraszać za to, co powiedział Bóg. Są przecież teksty Pisma Świętego, które mówią na ten temat. A więc nie bójmy się ustaw bezbożnych, biada prawodawcom ustaw bezbożnych i tym, co ustanowili przepisy krzywdzące słabych. Dalej mówi Bóg: „Lecz co wy zrobicie w dzień, kiedy zagłada nadejdzie z dala. Do kogo się uciekniecie o pomoc?”.


Pielęgnujmy życie chrześcijańskie w rodzinach. Bóg upomni się zawsze o rodzinę, o jej krzywdę. W lipcu 2008 roku w indyjskim stanie rozpoczęły się krwawe prześladowania tamtejszych chrześcijan. W ciągu kilku miesięcy zginęły setki wyznawców Chrystusa, a tysiące zostały ranne i zmuszone do opuszczenia swoich domów rodzinnych. Agresorzy z niezwykłą pasją niszczyli kościoły i domy chrześcijan, porywali księży, zakonnice, podkładali bomby pod świątynie. O tym czytaliśmy półtora roku temu. Tymczasem dokładnie w dniu pierwszej rocznicy ataku na chrześcijan (w lipcu 2009 r.) wsie, w których mieszkają prześladowcy, zostały zniszczone przez stada rozwścieczonych, dzikich słoni. Największe zdumienie sprawiło to, że atakujące zwierzęta ominęły sąsiadujące chrześcijańskie domostwa, to jest coś niesamowitego. Słonie zrównały z ziemią 45 wiosek razem z polami uprawnymi. 2500 mieszkańców, tych prześladowców, szuka teraz schronienia w byłych obozach nękanych chrześcijan. Co dziwnego, te zwierzęta wspólnie pokonały ponad 300 km z rezerwatu, gdzie przebywały. Pracownicy rezerwatu nie są w stanie znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia takiego zachowania słoni.


Kochani małżonkowie! Módlcie się dzisiaj za siebie, dziękujcie Bogu za siebie wzajemnie. To sam Bóg Was wybrał dla siebie. A my wszyscy módlmy się, żeby ten wspaniały dzień Najświętszej Rodziny wniósł dużo pokoju, dużo radości w nasze rodziny. Niezależnie od różnych sytuacji naszą drogą jest rodzina. Tę drogę wybrał dla nas Bóg z miłości do nas. Nie ma lepszej drogi – dlatego starajmy się ją zrozumieć. Amen.
 


Red.

«« Wstecz